Pała ze sprawowania

Pała ze sprawowania

Posłowie w Sejmie
Posłowie w Sejmie / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Obraźliwe słowa, wykrzykiwanie „Heil Hitler” czy polegiwanie na korytarzu hotelu sejmowego – to zachowania naszych deputowanych, które jeżeli się powtórzą, będą karane finansowo przez Sejm z paragrafu o niewłaściwym zachowaniu.

Podczas jednego z posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości poseł Piotr Misiło z Nowoczesnej wszedł na krzesło i z góry rzucał na prezydialny stół kartki papieru złożone na pół. Na innym posiedzeniu tej samej komisji Marek Suski z PiS walczył o mikrofon z Ryszardem Petru (jeszcze wtedy w Nowoczesnej). Na szczęście dla wymienionych parlamentarzystów nie obowiązywała wówczas ustawa, która pozwala na karanie posłów za złe zachowanie poza salą plenarną. Ale na ostatnim posiedzeniu Sejmu to się zmieniło, a więc tylko czekać, kiedy posypią się kary.

Poselstwo zobowiązuje

Posłowie czasami zachowują się w Sejmie niesfornie. Niektóre ustawy budzą tak ogromne emocje, że prowadzącym obrady czy posiedzenia komisji trudno jest nad nimi zapanować. Na sali plenarnej posłowie przerywają mówcom, wykrzykują obraźliwe słowa, przepychają się, a poseł Michał Szczerba z PO nawet rzucił projektem ustawy. Posłom zdarza się też nadużyć napojów wyskokowych i w takim stanie wędrować po gmachu parlamentu. Z tym wszystkim Sejm postanowił raz na zawsze skończyć. Na ostatnim posiedzeniu uchwalono kary finansowe za złe zachowanie. Już nie tylko sala plenarna, w której toczą się obrady, będzie się znajdowała pod czujnym okiem marszałków uprawnionych do rozdawania kar finansowych. Teraz posłowie mogą być ukarani również za okazywanie braku kultury w hotelu sejmowym, restauracji czy na posiedzeniach komisji. A naprawdę mało brakowało, by karano posłów za to bez względu na to, gdzie się znajdują. – Bycie parlamentarzystą zobowiązuje – mówi posłanka Anna Milczanowska z PiS, wielka fanka finansowego dyscyplinowania posłów. – Pełnimy mandat w kraju i za granicą, przez 24 godziny na dobę, a więc powinniśmy zawsze dawać jak najlepszy przykład – wyjaśnia. Posłanka Milczanowska sprawuje mandat po raz pierwszy w tej kadencji, dlatego być może nie wie, jakie brewerie wyczyniali w przeszłości posłowie z jej własnej partii. Karol Karski, rzecznik dyscypliny partyjnej w PiS, kiedyś podczas służbowego pobytu na Cyprze z ułańską fantazją porwał elektryczny wózek golfowy, drugi pojazd wsiadł poseł Łukasz Zbonikowski, również z PiS, i obaj urządzili sobie rajd po terenie należącym do hotelu. Sprawa wyszła na jaw, bo hotel w cypryjskim sądzie dochodził odszkodowania za zniszczenia będące dziełem obu deputowanych. Przemysław Wipler, poseł PiS poprzedniej kadencji, wdał się w szarpaninę z policjantką przed znaną warszawską dyskoteką. Z całą pewnością wcześniej co nieco wypił. A rezultat był taki, że wylądował na komisariacie. Twierdził, że to policjantka napadła na niego, a nie na odwrót. Lżejszego kalibru jest sprawa senatora PiS Jana Marii Jackowskiego, który został przyłapany przez fotoreporterów, jak na plaży nad Bałtykiem opalał się na golasa. Senator bardzo się zirytował na dziennikarzy, którzy zrobili mu fotkę podczas plażowania, i zapowiedział, że pozwie ich za naruszenie dóbr osobistych. Karol Karski oznajmił, że nie będzie karał senatora tylko dlatego, że jest nudystą, i dodał, że nie należy popadać w kołtuństwo. Ale czy parlamentarzyście wypada paradować po plaży jak go Pan Bóg stworzył? – Moim zdaniem nie wypada – mówi posłanka Milczanowska. Na szczęście dla Prezydium Sejmu takimi przypadkami nie będzie musiało się ono zajmować.

Alkohol nie zna granic

Przyczyną większości bulwersujących zachowań parlamentarzystów jest alkohol. Trudno sobie wyobrazić, żeby tak całkiem na trzeźwo Jacek Protasiewicz, wówczas europoseł Platformy Obywatelskiej i członek Europejskiej Partii Ludowej, w której prym wiodą Niemcy, ni z tego ni z owego wykrzykiwał na lotnisku „Heil Hitler”. Ale pod wpływem napojów wyskokowych z ludźmi dzieją się najróżniejsze rzeczy. Swoją drogą nie był to pierwszy przypadek, że polski parlamentarzysta na dźwięk języka niemieckiego wyrzuca z siebie nazistowskie pozdrowienie z czasów III Rzeszy. W kadencji 2001-2005 „Heil Hitler” wykrzykiwał poseł SLD Tomasz Mamiński pod adresem austriackiego dziennikarza, z którym inny poseł rozmawiał po niemiecku. Notabene rzecz się działa w restauracji sejmowej, a więc według nowej ustawy podlegałaby karze. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, Mamiński udawał, że tylko tak sobie rozmawiał z kolegami i jego słowa nie były skierowane do nikogo konkretnego. W latach 90., gdy internet w Polsce dopiero raczkował, 24-godzinne kanały informacyjne nie istniały, a z brukowców mieliśmy tylko „Super Express”, który w owym czasie nie drukował bulwersujących informacji o osobach publicznych, posłom uchodziły płazem najdziksze wybryki. W budynkach sejmowych odbywały się huczne imprezy, na które uskarżali się okoliczni mieszkańcy – suto zakrapiane alkoholem, z chóralnymi śpiewami, a nawet z udziałem pań do towarzystwa. Teraz niewiele da się ukryć. W każdym razie senatorowi Bogdanowi Pękowi z PiS trzy lata temu nie udało się ukryć niedyspozycji, w wyniku której zaległ na korytarzu w hotelu poselskim. Ktoś zrobił mu zdjęcie i wysłał do prasy. Senator twierdził, że musiał zasłabnąć, bo pijany nie był. Ale stracił miejsce na liście PiS do parlamentu w następnych wyborach. We wcześniejszej kadencji na podłodze w korytarzu hotelu sejmowego ułożył się do snu wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek z PO. Najpierw przyznał się do picia alkoholu, ale potem zmienił zdanie i twierdził, że podano mu pigułkę gwałtu. Również za poprzedniej kadencji Adam Kępiński, którego wprowadził do Sejmu Janusz Palikot, dał się sfotografować na podłodze w łazience w hotelu sejmowym. Twierdził, że zasłabł, gdy tamował krwotok z nosa. Z kolei w tej kadencji senator Jan Dobrzyński z PiS błąkał się po Dworcu Centralnym w Warszawie w stanie wskazującym na spożycie. Gdy trafił do szpitala, badanie wykazało, że miał 3 promile alkoholu we krwi. Deputowany, gdy przetrzeźwiał, zawiadomił policję, że został okradziony. Tłumaczył, że nie był pijany, a poza tym to był jego czas wolny. PiS zawiesił go w prawach członka partii.

Szczekanie i rękoczyny

Od pewnego czasu zalew wieści o ekscesach alkoholowych posłów trochę jakby zelżał. Dziwnym trafem zbiegło się to ze szczelnym zamknięciem hotelu sejmowego i kuluarów przed dziennikarzami. To właśnie w tzw. dolnej palarni dziennikarze przyłapali kiedyś Elżbietę Kruk z PiS, która wyszła z sali plenarnej trochę „niedysponowana”, ale zapewniała, że wszystko z nią w porządku, może pracować i może „coś tam, coś tam”. Czego nie widać, to nie istnieje. Ale za to posłowie wyżywają się słownie. Zresztą zdaniem posłanki Milczanowskiej właśnie nieobyczajny język jest dziś największym problemem. – Poseł Sławomir Nitras z PO powiedział do mnie, że jestem głupia i nie przeprosił, mimo że komisja etyki mu to nakazała – żali się posłanka.

Nasza rozmówczyni uważa, że właśnie takie przypadki należałoby karać, a także kłamstwa wygłaszane przez opozycję pod adresem rządzących. Ale już np. Dominik Tarczyński z PiS – zdaniem naszej rozmówczyni – powinien uniknąć kary za to, że umieścił w internecie wpis adresowany do byłego prezydenta i legendy Solidarności Lecha Wałęsy o następującej treści: „Zapraszam cię na solo bydlaku”. – Naszym posłom rzadziej zdarzają się takie sytuacje niż opozycji, poza tym Tarczyński przeprosił – tłumaczy nam Milczanowska. Ale nie był to jedyny głośny występ Tarczyńskiego. Zasłynął też tym, że usiłował wyrwać posłance Kindze Gajewskiej z PO telefon, gdy filmowała zamieszanie przy ławach poselskich PiS na sali plenarnej. Zdarzyło mu się też szczekać, gdy posłanka wychodziła na mównicę. Ta w końcu stwierdziła, że będzie go musiała objąć ustawą o ochronie zwierząt, którą pilotowała, żeby dostał się w przyszłości do Sejmu. Wszyscy też pamiętają, jak Jarosław Kaczyński wyszedł na mównicę „bez żadnego trybu” i rzucił do opozycji: „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami”. Za tę wypowiedź komisja etyki poselskiej ukarała prezesa PiS upomnieniem. Ciekawe, czy zostałby ukarany finansowo przez Prezydium Sejmu zdominowane przez PiS?

Swoją drogą, to właśnie po tej wypowiedzi na sali plenarnej doszło do potężnej awantury, podczas której poseł Tomasz Lenz z PO popchnął z całej siły o głowę od siebie niższego posła Józefa Leśniaka z PiS, bo ten stał mu na drodze.

O naćpanej hołocie

Niektórzy uważają, że agresja słowna w Sejmie jest cechą obecnej kadencji. Nic podobnego. To w poprzedniej kadencji były premier Leszek Miller nazwał z trybuny sejmowej posłów Twojego Ruchu „naćpaną hołotą”. Dwóch parlamentarzystów tej partii nieustannie starało się wtedy przerwać jego wystąpienie w niewybredny sposób. Robert Węgrzyn, poseł PO w latach 2007-2011, bardzo nie lubił posłanki PiS Marzeny Wróbel, z którą był w komisji śledczej ds. nacisków. Podczas jednego z posiedzeń Węgrzyn, po sporze z Wróbel, powiedział do niej: „Proszę dzień wcześniej pójść sobie do klubu potańczyć może na rurce, się pani chwilę pokręci i przyjdzie po godzinie spokojniejsza”. Platforma go upominała, ale poseł nic sobie z tego nie robił. Dopiero gdy w rozmowie z dziennikarzem TVN rzucił: „Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami to chętnie bym popatrzył”, został wykluczony z PO. Z tego wniosek, że innych posłów można obrażać, ale elektoratu – nie. Czy za takie zachowanie powinno karać posła Prezydium Sejmu czy jego macierzysta formacja i wyborcy? Zdaniem posłanki Milczanowskiej dodatkowa kara nakładana przez Prezydium Sejmu jest jak najbardziej wskazana, bo pomoże niektórym posłom zachowywać się poprawnie. A co z takimi przypadkami jak senatora Waldemara Bonkowskiego z PiS, który miał znęcać się psychicznie nad żoną, próbując ukryć w ten sposób romans z kobietą, którą poznał podczas miesięcznicy smoleńskiej? Sprawę opisali dziennikarze „Dużego formatu” na podstawie opowieści żony. Bonkowski prawdopodobnie zostanie wykluczony z PiS, ale nie z powodu zachowania wobec rodziny tylko za to, że na swoim profilu w internecie zamieścił link do antysemickiego filmiku. Znęcanie się nad żoną nie podlegałoby też karze finansowej według nowej ustawy. Chyba że doszłoby do tego na terenie Kancelarii Sejmu.

Okładka tygodnika WPROST: 26/2018
Więcej możesz przeczytać w 26/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0