Wyrok za zabójstwo w Ultimo utrzymany

Wyrok za zabójstwo w Ultimo utrzymany

Sąd Najwyższy utrzymał wyrok 25 lat więzienia dla Beaty Kamińskiej, skazanej za zabójstwo Daniela Jaźwińskiego i postrzelenie jego żony w warszawskim sklepie "Ultimo" w 1997 r. SN oddalił tym samym kasacje obrońców skazanej, stwierdzając, że są one bezzasadne.

Jeden z obrońców Kamińskiej Tadeusz Cupryk powiedział dziennikarzom, że jego klientka rozważa skierowanie sprawy do trybunału w Strasburgu.

Sama Jaźwińska podkreśliła, że na takie rozstrzygnięcie czekała od lat. "Tyle lat walczyłam o to, żeby w końcu dożyć takiego dnia jak dzisiaj" - powiedziała. Dodała, że tak naprawdę kara 25 lat pozbawienia wolności jest czysto teoretyczna. "Kamińska już pięć lat odsiedziała, odsiedzi jeszcze 10 i prawdopodobnie wyjdzie na wolność" - powiedziała. "Zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy" -  dodała.

W tej sprawie odbyły się już trzy procesy w sądach I instancji - podczas dwóch Kamińską uniewinniono, mimo że Jaźwińska od początku wskazywała ją jako zabójczynię swojego męża. Oba wyroki uchylone zostały w postępowaniu apelacyjnym, a sprawa skierowana do ponownego rozpatrzenia. W lipcu 2005 r. zapadł niejednogłośny wyrok skazujący - utrzymał go w kwietniu 2006 r. warszawski sąd apelacyjny.

Do Sądu Najwyższego trafiły dwie kasacje od dwóch obrońców Kamińskiej. Obaj podkreślali, że sądy niższej instancji wydając wyrok nie trzymały się zasady, że wątpliwości trzeba rozstrzygać na korzyść oskarżonego.

Cupryk podkreślał, że tak naprawdę oprócz zeznań Jaźwińskiej - w których są rozbieżności - nie ma dowodów, że jego klientka jest winna. Powiedział, że sądy, skazując ją na 25 lat więzienia, nie wyjaśniły podstawowych kwestii - dlaczego to zrobiła, skąd miała broń, jaką, i gdzie ją ukryła. Przypominał też, że Kamińska została skazana niejednomyślnie.

"W dalszym ciągu nie stało się zadość sprawiedliwości. Tyle jest pytań w tej sprawie, że taki wyrok składam tylko na karby konieczności uspokojenia społeczeństwa" - powiedział dziennikarzom. Zapewnił, że nadal jest przekonany o niewinności swojej klientki.

SN uznał jednak, że kasacje obrońców były bezzasadne, ponieważ powtórzono w nich zarzuty stawiane w apelacji, a nie wykazano uchybień, które sądy niższej instancji miałyby popełnić, orzekając wyroki. A SN - jak podkreślał przewodniczący składu sędziowskiego Lech Paprzycki - może jedynie odnosić się do naruszeń prawa przy wydawaniu wyroków przez sądy niższej instancji. Takich uchybień we wtorek się nie dopatrzył.

Paprzycki podkreślił, że materiał dowodowy, zebrany w tej sprawie, był dość obfity, a sądy nie opierały się wyłącznie na zeznaniach Jaźwińskiej, ale też m.in. b. narzeczonego Kamińskiej. Na samym początku sprawy, zeznając jako świadek, powiedział on, że narzeczona przyznała mu się do tego zabójstwa - później się z tego wycofał.

Sędzia podkreślił, że nie ma żadnych podstaw do tego, aby nie dawać wiary zeznaniom Jaźwińskiej.

Kamińska od początku nie przyznawała się do winy. Była ekspedientką w sklepie "Ultimo", skąd została zwolniona za kradzież. Według ustaleń prokuratury i zeznań Jaźwińskiej (wówczas kierowniczki sklepu), kilka dni po zwolnieniu miała przyjść do sklepu i kilka razy strzelić do Anny Jaźwińskiej i jej męża Daniela. Miała też wziąć pieniądze z kasetki znajdującej się w sklepie - jednym z głównych dowodów w procesie był ślad zapachowy, który zachował się na tej kasetce. Mąż Jaźwińskiej zginął, ona sama została ciężko ranna.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0