Białoruś: zatrzymania opozycjonistów

Białoruś: zatrzymania opozycjonistów

Władze Białorusi zatrzymują działaczy opozycji przed zaplanowanym na niedzielę Marszem Europejskim. W całym kraju w ostatnich dniach do aresztu trafiło co najmniej 20 osób - podali w czwartek białoruscy obrońcy praw człowieka.

"W ciągu ostatnich dwóch dni zatrzymano 11 osób, jeszcze do domów kilku regionalnych działaczy społecznych przychodziła milicja, ale ich tam nie zastała" - powiedział w rozmowie telefonicznej z PAP szef centrum obrony praw człowieka "Wiasna" Aleś Bialacki.

Według niego można mówić o masowych zatrzymaniach. Na stronach internetowych centrum znalazła się imienna lista 20 osób, które - jak napisano - od 9 października zatrzymano przed organizowanym w Mińsku marszem. Część z nich otrzymała już kary od 5 do 10 dni aresztu.

Tylko w Grodnie w areszcie znalazło się siedem osób. Są wśród nich redaktor naczelny "Magazynu polskiego" Igor Bancer i szefowa nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys.

Na pięć dni aresztu za "drobne chuligaństwo" skazano w środę w Grodnie dziennikarza Radia Racja Jana Romana, działacza ZPB i związków zawodowych. Oficjalnym zarzutem było - tak jak w przypadku Borys i Bancera - przeklinanie w miejscu publicznym.

W tym samym sądzie, w którym toczy się proces Borys i Bancera, trwa rozprawa przeciw opozycjoniście Mikole Lemianouskiemu, jednemu z liderów grodzieńskiego oddziału partii Białoruski Front Narodowy (BNF). Milicja aresztowała go na ulicy, w parę minut po tym, jak przez telefon komórkowy pytał o los zatrzymanych wcześniej polskich działaczy.

Dwie aktywistki z Brześcia aresztowano w czwartek za rozlepianie naklejek z zaproszeniem na Marsz Europejski, na który władze Mińska wydały oficjalne zezwolenie.

Na 10 dni aresztu skazano dawnego rzecznika nieistniejącej już organizacji młodzieżowej "Żubr" Alaksandra Atroszczenkaua. Jak informuje Radio Swoboda, milicjanci weszli do jego domu przez okno, skonfiskowali komputer i materiały informacyjne o Marszu Europejskim. Działacza skazano za "drobne chuligaństwo", konkretnie za przeklinanie.

Bialacki tłumaczy, że w większości wypadków formalną przyczyną zatrzymań było zakłócanie porządku publicznego, tak aby jak najmniej ludzi uczestniczyło w niedzielnej manifestacji. "To taka prymitywna taktyka mająca na celu obniżenie społecznej aktywności obywateli białoruskich" - dodał obrońca praw człowieka.

pap, ss

Czytaj także

 0