Wojska USA na Tajwanie. „To oznacza odwrót od unikania konfrontacji za wszelką cenę”

Wojska USA na Tajwanie. „To oznacza odwrót od unikania konfrontacji za wszelką cenę”

Ćwiczenia tajwańskiej armii
Ćwiczenia tajwańskiej armii Źródło: Wikimedia Commons
Setki amerykańskich doradców wojskowych szkolą armię tajwańską na wypadek chińskiej agresji. Ich zadaniem jest stworzenie tam sił, zdolnych nie tylko powstrzymać bezpośredni atak z Chin, ale także mocno skomplikować opcje militarne Pekinu. USA nie wykluczają podwojenia liczby swoich ludzi na wyspie, co oznacza stopniowe odchodzenie od zasady nie deklarowania bezpośredniej pomocy Tajwanowi w razie chińskiej inwazji.

Około 500 amerykańskich wojskowych, stacjonujących obecnie na Tajwanie może wydawać się stosunkowo niewielką liczbą, ale jeszcze rok temu USA przyznawały się do zaledwie 41 pracujących tam doradców wojskowych, pracujących. Wkrótce może tam znaleźć się około tysiąca wojskowych amerykańskich. Takie są rekomendacje kontradmirała Marka Montgomery, przedstawione niedawno kongresowej komisji obrony.

Po wystąpieniu Montgomery’ego, Pekin natychmiast oskarżył USA o pchanie Tajwanu w stronę wojny. Jednocześnie Tajwańczycy zaczęli bagatelizować obecność wojskowych amerykańskich, twierdząc, że biorą oni jedynie udział we wspólnych manewrach o charakterze technicznym, które nie mają nic wspólnego ze stałą obecnością wojskową USA na Tajwanie.

Nie sposób nie zauważyć podobieństw między tą logiką, a wybiegiem, jakiego użyliśmy w Polsce kilka lat temu, żeby ściągnąć tutaj na stałe armię amerykańską.

Wtedy także mówiło się o rotacyjnej, a nie stałej obecności szkoleniowej, wynikającej z powiązań sojuszniczych, których nie mogła kwestionować Rosja.

Artykuł został opublikowany w 22/2025 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.