Około 500 amerykańskich wojskowych, stacjonujących obecnie na Tajwanie może wydawać się stosunkowo niewielką liczbą, ale jeszcze rok temu USA przyznawały się do zaledwie 41 pracujących tam doradców wojskowych, pracujących. Wkrótce może tam znaleźć się około tysiąca wojskowych amerykańskich. Takie są rekomendacje kontradmirała Marka Montgomery, przedstawione niedawno kongresowej komisji obrony.
Po wystąpieniu Montgomery’ego, Pekin natychmiast oskarżył USA o pchanie Tajwanu w stronę wojny. Jednocześnie Tajwańczycy zaczęli bagatelizować obecność wojskowych amerykańskich, twierdząc, że biorą oni jedynie udział we wspólnych manewrach o charakterze technicznym, które nie mają nic wspólnego ze stałą obecnością wojskową USA na Tajwanie.
Nie sposób nie zauważyć podobieństw między tą logiką, a wybiegiem, jakiego użyliśmy w Polsce kilka lat temu, żeby ściągnąć tutaj na stałe armię amerykańską.
Wtedy także mówiło się o rotacyjnej, a nie stałej obecności szkoleniowej, wynikającej z powiązań sojuszniczych, których nie mogła kwestionować Rosja.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
