Marcin Dzierżanowski: Kiedy było trudniej? Trzy lata temu, gdy się dowiedziałaś, że masz raka piersi, czy teraz, gdy lekarze stwierdzili wznowę?
Katarzyna Maria Piekarska, posłanka KO: Zdecydowanie trudniej było teraz. Myślałam, że mam już to za sobą, badałam się regularnie, dbałam o siebie.
Pierwsza myśl?
Nie uwierzysz. Opiekuję się dwoma starymi psami, w tym siedemnastoletnim ogarem, chyba najstarszym w Polsce. Jest mocno chory i niepełnosprawny, właściwie nie wstaje. Spojrzałam na niego i powiedziałam: „chłopie, jak mnie przeżyjesz, to będziesz miał przerąbane”. Przez pierwsze dwa dni nie odbierałam od nikogo telefonów. Płakałam. Napisałam nawet dokładny scenariusz swojego pogrzebu.
A potem?
Kiedy już ochłonęłam, zaczęłam patrzeć na statystyki. Wyszły mi dwie rzeczy. Po pierwsze, że wyleczalność nowotworów jest obecnie wysoka, zwłaszcza tych wcześnie wykrytych. Po drugie – że Polki i Polacy badają się dużo rzadziej niż średnia europejska.
Przez to umiera wiele osób, które mogłyby żyć.
Dzieje się tak, mimo że badania profilaktyczne są stosunkowo łatwo dostępne i refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Może zabrzmi to patetycznie, ale poczułam, że mam do spełnienia misję. Skoro już się rozchorowałam, to niech przynajmniej wyjdzie z tego coś dobrego. Żeby zachęcić ludzi do badań, zaczęłam publicznie mówić o swoim raku. Okazało się, że to działa, bo dostałam bardzo wiele wiadomości, w których ludzie pisali, że dzięki mnie poszli się przebadać.
Czytaj też:
Katarzyna Piekarska o raku: Na początku nie byłam wojowniczką. Dostałam kopa od życia
Takie wiadomości tobie też pomagają?
Bardzo. Jestem optymistka, ale nie oszukujmy się – gdy się dostaje diagnozę raka, rozważa się różne scenariusze. Jeden z nich jest taki, że się umrze. Z powodu tej choroby w Polsce odchodzi codziennie 300 osób, a tylko z powodu raka piersi umiera każdego dnia 15 kobiet. Na szczęście nie brakuje też historii pełnych optymizmu. W przestrzeni publicznej jest wiele fantastycznych kobiet, które po chorobie żyją długo i całkowicie normalnie. Taka świadomość bardzo pomaga.
Rak piersi jest szczególny, bo w pewnym sensie dotyka kobiecości. Co to dla ciebie znaczyło?
To prawda, żyjemy w społeczeństwie, w którym piersi bywają wyznacznikiem kobiecości. Moje podejście było trochę inne, pewnie także dlatego, że moja mama i jej dwie siostry zmarły na raka. Gdy więc przy pierwszej operacji okazało się, że lekarze oszczędzą mi pierś, zastanawiałam się, czy nie lepiej, żeby ją jednak usunęli, przynajmniej będę miała mniej stresu.
Teraz, przy wznowie, mastektomia okazała się konieczna.
Wiesz, że przed operacją pożegnałam się z piersiami? Zrobiłam im nawet pamiątkowe zdjęcie. Jakoś sobie z tym wszystkim dałam radę, myślę, że było to trochę łatwiejsze, bo jestem już dobrze po pięćdziesiątce, nigdy nie robiłam sobie botoksów, nie upiększałam się ani się nie odmładzałam. Kto wie, może gdybym miała 20 lat, byłoby trudniej.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
