O tym, co miało się zadziać w Parlamencie Europejskim, opisał dziennik „Gazeta Wyborcza”. Tydzień temu – w czwartek (10 września) – zaplanowano obrady międzyparlamentarnej delegacji PE ds. współpracy Unii z Rosją. Opozycjoniści do rządów Władimira Putina, którzy mieli uczestniczyć w spotkaniu, chcieli ujawnić, jak jego współpracownicy planują wykorzystać zbliżające się wybory do Dumy Państwowej (izba niższa Parlamentu), by umocnić pozycję dyktatora.
PE zaprosił do Brukseli m.in. Dmitrija Gudkowa – byłego deputowanego, Kiriła Martynowa – redaktora naczelnego portalu Nowej Gazety Europa czy Jelena Łukjanowa – konstytucjonalistka.
Grzegorz Braun miał usunąć z sali w PE rosyjskich opozycjonistów. „Po prostu wyrzucił nas z pomieszczenia”
– Przyjechaliśmy na zaproszenie Parlamentu Europejskiego, by porozmawiać z europosłami o sytuacji w Rosji, nastrojach społecznych, tzw. wyborach do Dumy Państwowej, zbrodniczej polityce Kremla i represjach – powiedział Gudkow (cytat za „GW”).
Kilku posłów było wyraźnie oburzonych obecnością wymienionych wcześniej osób – mowa m.in. o Grzegorzu Braunie czy Ondreju Dostálu z Czech, który ma prorosyjskie poglądy. Nie byli oni jednak skorzy, by doprowadzić do przerwania spotkania – w przeciwieństwie do szefa partii Konfederacja Korony Polskiej, który miał w pewnym momencie wejść na salę i podniesionym głosem poinformować o swoim niezadowoleniu zebranych.
– Krzyczał, że to nie miejsce dla takich spotkań. Powiedział, że możemy sobie rozmawiać o czym chcemy w restauracji, ale nie tutaj. Po prostu wyrzucił nas z pomieszczenia – ujawnił nieoficjalnie Gudkow.
Były rosyjski deputowany wskazał, że 10 września odbyły się wybory pierwszego i drugiego zastępcy szefa europejskiej delegacji. Obecny przewodniczący – Ville Niinistö – przekonywał obecnych, by najpierw wysłuchać jednak gości, a dopiero potem przejść do głosowania. To nie spodobało się m.in. Braunowi, który razem z innymi europosłami prawicy chciał wykorzystać wysoką frekwencję i przeforsować kandydaturę Dostála na wiceszefa.
Warto wspomnieć, że delegacja ta odpowiedzialna jest za śledzenie tego, co dzieje się w Rosji i informowanie o tym na posiedzeniach PE.
„Było to świadome wykorzystanie regulaminu”
Niinistö, by zapanować nad chaosem, zaproponował głosowanie, ale jego wynik był nierozstrzygający. Jeden z uczestników – Francuz – wskazał ponadto, że na sali nie ma tłumacza jego języka i zaproponował zmianę terminu głosowania. Taka też decyzja zapadła, a obrady przeszły do kolejnego punktu.
Braun uznał, że skoro wybory się nie odbyły, to spotkanie ma nieformalny charakter i miał wypędzić obecnych z PE. – Braun strasznie krzyczał, zmusił nas do wyjścia z sali. Patrzyłem na pozostałych europosłów, także z prawicowej koalicji, i widziałem, że niektórym z nich wyraźnie głupio – zrelacjonował Gudkow (cytat za „GW”).
Wywołało to oburzenie – także wśród rosyjskich opozycjonistów. „Było to świadome wykorzystanie regulaminu w celu udaremnienia wystąpienia na temat rosyjskich wyborów. Posłowie, którzy niespodziewanie zaczęli interesować się sprawami rosyjskimi, chcieliby prowadzić te rozmowy z oficjalną delegacją Dumy Państwowej: tam są pieniądze i można rozwiązać różne kwestie” – podsumował Martynow we wpisie na platformie Facebook.
Czytaj też:
Braun stanie przed sądem? Parlament Europejski podjął decyzję Czytaj też:
Ukraińskie MSZ reaguje na działania Brauna. „Wojna z grobami”
