Porównywanie przepływów elektoratu między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich w Krakowie jest, prawdę mówiąc, mniej twórcze, choć może i pożyteczne, niż analiza przepływów elektoratu między wyborami na prezydenta RP a finalną turą wyborów gospodarza Krakowa. Jeżeli aż 30 proc. elektoratu Łukasza Gibały w II turze to wyborcy Rafała Trzaskowskiego z drugiej tury elekcji prezydenckiej Anno Domini 2025 – to najlepiej pokazuje jak bardzo zmurszał mur partii Donalda Tuska.
Oczywiście Kraków jest specyficzny. Łukasz Gibała startował już po raz czwarty i „wyhodował” sobie elektorat, który w wyborach ogólnokrajowych głosuje na różne partie, ale w samorządowych na niego. A ponadto wywodzi się ze środowisk lewicowych, co w oczywisty sposób musiało uszczuplić wynik obu partii z lewej strony sceny politycznej, choć szczególnie prorządowej Nowej Lewicy.
Przegrana pani senator KO i to różnicą 25 proc. to fatalny wynik dla rządu i jego szefa, bo pokazuje, że teflon dla koalicji, której „ojcem chrzestnym” jest Prezes Rady Ministrów obowiązuje tyko w sondażach, a nie w realnych wyborach. Co z tego, że główna partia rządząca jest samotnym liderem badań preferencji wyborczych Polaków, a nawet pnie się w nich w górę gdy w „realu”, czyli w wyborach w drugim polskim mieście owa partia zostaje praktycznie „pozamiatana”.
Klęska Koalicji Obywatelskiej jest sukcesem prawicy. Jednak z kolei główną partię prawicy, czyli PiS przestrzegałbym przed triumfalizmem. Zimnym prysznicem jest zasadne porównanie wyników wyborów uzupełniających do Senatu w Krakowie wiosną 2025, gdy ówczesny senator Bogdan Klich został wydelegowany na (niedoszłego) ambasadora w Waszyngtonie. Otóż mało znany (mniej znany niż obecny kandydat PiS na prezydenta Krakowa) przedstawiciel PiS Mateusz Małodziński uzyskał niemal 1/3 głosów, bo 31,41 proc., a obecnie Michał Drewnicki dostał jedynie ponad 17 proc. głosów (choć i tak więcej niż w sondażach). Dodajmy do tego, że wówczas czyli 16 marca 2025 startował reprezentant Konfederacji, ojciec Konrada Berkowicza – Adam Berkowicz i uzyskał relatywnie dobry wynik, bo ponad 10 proc. W sumie więc prawica wiosna ubiegłego roku w wyborach do izby wyższej uzyskała prawie 42 proc., a teraz w wyborach prezydenckich łącznie z wynikiem reprezentanta Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna (ponad 4 proc.) dostała niespełna 22 proc.! To też powinno podzieloną prawicę skłaniać do refleksji.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.