Grając w bilarda, chodząc do kina lub po prostu siedząc na korytarzu w "polskim" budynku - tak najczęściej spędzają wolny czas reprezentanci Polski mieszkający w wiosce olimpijskiej w Vancouver. - Mamy mnóstwo atrakcji i nie musimy wychodzić poza obręb strzeżonego obszaru - powiedziała panczenistka Katarzyna Woźniak. Polscy sportowcy budynek dzielą wraz z Niemcami oraz Rumunami.
Zawodniczka Stegny Warszawa ma czasu dla siebie znacznie więcej niż pozostali. Z powodu rozcięcia nogi i konieczności założenia trzech szwów na wysokości ścięgna Achillesa podopieczna Ewy Białkowskiej nie może normalnie trenować. Całe dnie spędza zatem w wiosce olimpijskiej, która wyposażona jest w doskonałą salę do fitnessu, a zaraz obok mieści się poliklinika oraz odnowa biologiczna.
Szef polskiej misji, który wielokrotnie pełnił już tę funkcję, zauważył jak bardzo z biegiem czasu zmieniły się przyzwyczajenia oraz upodobania polskich sportowców. - Kiedyś wszyscy czas spędzali albo spotykając się w living roomie, albo siedzieli we własnych pokojach. A teraz? Najczęściej spotykam ich na korytarzu. Biorą ze sobą laptopy, kładą je na kolana i niejednokrotnie wszyscy razem rozmawiają przez skype'a z jedną osobą z Polski. Potrafią też po prostu siedzieć ze słuchawkami na uszach, ważne by na podłodze - śmiał się. W wiosce olimpijskiej w Vancouver mieszkają panczeniści, snowbordziści, łyżwiarze figurowi oraz specjaliści od toru krótkiego.PAP, arb
