Od przedszkola do miliona

Od przedszkola do miliona

„Mamy deficyt oszczędzania. Od dzisiaj mniej wydajemy i szanujemy ubrania, żeby dłużej w nich chodzić”. Tymi słowami dziewięcioletnia Ania przywitała rodziców po zajęciach z ekonomii dla maluchów. Kursy przedsiębiorczości dla dzieci to w Polsce nowość. W Stanach Zjednoczonych są znane od lat, a w czasach kryzysu gospodarczego panuje na nie szczególna moda. Specjaliści zachęcają, byśmy edukowali finansowo swoje pociechy niemal od pieluch. Po co? Aby nie powtarzały w przyszłości naszych błędów, których skutkiem są puchnące od zadłużenia karty kredytowe i puste konta oszczędnościowe. Bo czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.
Zamiast recytować wiersze, powtarzają jak mantrę: „Niezależność finansowa to mój wybór. Jestem swoim własnym prezesem". Ich placem zabaw jest lokalny bank, gdzie poznają, jak od zaplecza działa wielka machina finansowa. Uczą się, co dzieje się z pieniędzmi wpłaconymi na lokatę i  jak zarabia się na udzielaniu kredytów. Zdarza się, że odwiedzają też centra handlowe, jednak nie po to, by obkupić się czipsami i lodami, lecz by zobaczyć ludzi, którzy „nieodpowiedzialnie szastają pieniędzmi z  kart kredytowych i dają się złapać na reklamowaną wokół tandetę". Jednego dnia rozmawiają z taksówkarzem, który nie zainwestował w swoje wykształcenie i po wielu latach pracy o godnej emeryturze może tylko pomarzyć. Drugiego – poznają trzydziestoletniego milionera, młodego przedsiębiorcę bądź dobrze zapowiadającego się inwestora z Wall Street.

To tylko fragmenty amerykańskiego programu wakacyjnego Camp Millionaire (Obóz Milionerów), na którym już ośmiolatki uczą się szacunku do  pieniędzy, znaczenia inwestowania w siebie i tego, jak funkcjonuje świat finansów. – Zajęcia mają tchnąć w dzieci ducha przedsiębiorczości, który pozwoli im się wyrwać z zaklętego kręgu: szkoła, studia, etat i  dożywotnie spłacanie kredytów na dom i samochody – mówi Elisabeth Donati, pomysłodawczyni obozów i właścicielka organizującej je firmy Creative Wealth w Santa Barbara w Kalifornii. Dodaje oczywiście, że nie każdy uczestnik programu zostanie w przyszłości prezesem czy finansowym guru. Jednak wprowadzając dzieci w świat finansów jak najwcześniej, zapewniamy im większe szanse na dobry start i ograniczamy ryzyko, że w  wieku 25 lat ogłoszą bankructwo.

Kiedy w 2002 r. startował pierwszy money camp, wielu komentatorów uważało Donati za opętaną wizjonerkę, która swoimi teoriami psuje dzieciom wakacje. Dziś obozy finansowe dla  dzieci i nastolatków robią w Stanach Zjednoczonych furorę. Relacje z  nich ukazały się w telewizjach CNN i Fox News, pisał o nich „The Wall Street Journal" i magazyn „The New Yorker". – Nie mam wątpliwości, że  edukacja finansowa dzieci powinna się zaczynać jak najwcześniej – dodaje Donati, wskazując na statystyki z amerykańskiej firmy Teenage Research Unlimited (TRU). Wynika z nich, że dzieci w wieku 8-12 lat co roku wydają samodzielnie 19 mld USD, a pociechyw przedziale 13-19 lat –  prawie 95 mld USD. Z kolei uczniowie amerykańskich college’ów tylko w  pierwszym roku nauki otrzymują średnio osiem ofert kart kredytowych. Jednocześnie większość z nich przyznaje szczerze, że nie oszczędza i nie umie zadbać o własne finanse. Donati twierdzi, że to właśnie w tym amerykańskim życiu na kredyt należy szukać praprzyczyn kryzysu w USA.

W ciągu ośmiu lat w „obozach milionerów" Elisabeth Donati wzięło udział kilka tysięcy dzieci. Na rynku pojawia się coraz więcej firm i  instytucji o charakterze non profit, zajmujących się edukacją ekonomiczną dzieci, jak choćby YoungBiz Smart Start, Young Americans Center for Financial Education czy Camp Challenge. Wysłanie dziecka na  trwający 3-5 dni obóz finansowy kosztuje w USA 100-300 dolarów. W Polsce takie programy od kilku lat stopniowo wchodzą do szkół. Od 2007 r. działa finansowany przez Szymon, lat 9: „Kupuj, co trzeba, nie słuchaj reklamy, nie wyciągaj pieniędzy od taty i mamy" bank Citi Handlowy i jego Fundację im. Leopolda Kronenberga program „Od grosika do złotówki”. W jego ramach udział w zajęciach z ekonomii wzięło już ponad 25 tys. dzieci, uczniów klas trzecich z ponad 400 szkół.

W Polsce, gdzie pieniądze często nazywa się zdrobniale – jakby były czymś wstydliwym – „pieniążkami", wypoczynek dziecka połączony z zabawą w  finanse budzi zdziwienie. – Jeśli chcemy doganiać świat, uczyć racjonalnego gospodarowania pieniędzmi, promować postawy przedsiębiorcze oraz działalność gospodarczą jako atrakcyjną drogę życiową, to  powinniśmy prowadzić zajęcia z ekonomii już dla najmłodszych dzieci –  mówi Bogusława Rajska, koordynatorka programu „Od grosika do złotówki".

Dopiero w ubiegłym roku Ministerstwo Edukacji uwzględniło w programie nauczania klas I-III zajęcia z podstaw ekonomii. Argumentowało przy tym, że dzieci powinny się dowiedzieć, czym jest dług, że pieniądze otrzymuje się za pracę, że swoje oczekiwania należy dostosować do realiów ekonomicznych rodziny. Wielu specjalistów twierdzi jednak,że maluchy trzeba uczyć przedsiębiorczości jeszcze wcześniej, gdy tylko zaczynają rozumieć dziesiętny system liczbowy. Tymczasem rodzice często zaczynają tłumaczyć dzieciom prawa rządzące finansami zbyt późno, a czasami w  ogóle nie poruszają tego tematu i czekają, aż dziecko „dorośnie". Jak wynika z badań międzynarodowej firmy Synovate, na Zachodzie edukacja finansowa maluchów rozpoczyna się znacznie wcześniej i jest bardziej szczegółowa. Jedna czwarta rodziców w USA, Kanadzie czy na Cyprze zaczyna uczyć dzieci odpowiedzialności finansowej w chwili, gdy po raz pierwszy zadadzą pytanie: „Mamo, tato, kupicie mi to?". Badania wykazały zresztą, że ta edukacja może być całkiem wyrafinowana. Co czwarty rodzic pokazywał dziecku, jak korzystać z rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego albo karty kredytowej, a 72 proc. instruowało, jak porównywać ceny produktów, aby wybrać najkorzystniej. Największymi „szaleńcami” pod tym względem okazują się Cypryjczycy –  ponad połowa tamtejszych rodziców uczy dzieci o rynku papierów wartościowych!

Mit o tym, że pieniądze nie są dla dzieci, obalają także badania przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski. Wynika z nich, że dzieci w  wieku od 5 do 12 lat żywo interesują się finansami i ekonomią. Większość z nich doskonale wie, że pieniądze nie biorą się ze ściany ani z  bankomatu, lecz że trzeba je zarobić. Dzieci obserwują rodziców wydających pieniądze i zaczynają się tym interesować. Ciekawość jeszcze rośnie, kiedy zaczynają poznawać arytmetykę. – To oczywiste. Najmłodsze pokolenie to dzieci rodziców obciążonych kredytami hipotecznymi. O  ratach i kursie franka szwajcarskiego mówi się nawet przy kolacji –  tłumaczy Bogusława Rajska, dodając, że na „korepetycjach z ekonomii" dzieci nie tylko poznają pieniądze i uczą się je liczyć. Dowiadują się także, jak zarabiają dorośli oraz w jaki sposób pierwsze pieniądze mogą zarabiać dzieci. Uczą się racjonalnie wydawać oraz oszczędzać w różnych formach (nie tylko pieniężnej). „Kupuj, co trzeba, nie słuchaj reklamy, nie wyciągaj pieniędzy od taty i mamy" – to rymowanka, którą po jednych z zajęć ułożył dziewięcioletni Szymon, uczestnik programu „Od grosika do  złotówki”.

Podobne kursy często są terapią szokową dla rodziców. Agnieszka Kretek-Kamińska, mama 11-letniego dziś Bartka, była zadziwiona przemianą syna, który do niedawna nie przyjmował do wiadomości, że  portfele rodziców mają dno. – Po zajęciach Bartek zaczął się interesować finansami rodzinnymi, przeliczać pieniądze i zastanawia się nad każdą wydawaną przez siebie złotówką. Umie oszczędzać i nie poddaje się wpływowi reklamy – relacjonuje mama chłopca. Z kolei rodzice dziewięcioletniej Ani byli w szoku, gdy ich córka wróciła z zajęć do  domu i oświadczyła, że mają „deficyt oszczędzania". – Nie chodziło tym razem o pieniądze, lecz o oszczędność wody, prądu, a nawet szanowanie ubrań, by dłużej nam służyły – opowiada mama Ani.

Psycholodzy uspokajają – rozmowy z dziećmi o pieniądzach nie  zdemoralizują ich i nie zaburzą ich rozwoju. – Dzieci nie zawsze są zadowolone z nadopiekuńczości rodziców, polegającej także na zarządzaniu ich pieniędzmi. Widzą w tym zagrożenie dla własnej samodzielności i  twórczego myślenia – zwraca uwagę Dorota Zawadzka, psycholog i pedagog rozwojowy, znana z programu „Superniania" w TVN. Jej zdaniem pierwszą lekcję ekonomii rodzice powinni odbyć z dzieckiem, kiedy po raz pierwszy przekroczy próg szkoły podstawowej. Powinno otrzymać wtedy drobne kieszonkowe na zakupy w szkolnym sklepiku.Pozwalając dziecku decydować o  tym, co kupi, uczymy je odpowiedzialnego wydawania pieniędzy i  podejmowania decyzji. Centra handlowe to w tym procesie edukacji temat trudny, ale konieczny do przerobienia. Dziecko należy zabierać do  sklepów, aby miało okazję gromadzić doświadczenia: obserwować, że mama nie wkłada do koszyka każdej rzeczy, lecz porównuje ceny itd. Psycholodzy zgodnie radzą, by nie kupować dziecku wszystkiego, co wskaże palcem. Dzięki temu zrozumie, że nie można mieć każdej rzeczy, lecz trzeba dokonywać wyboru. – Warto także podarować dziecku skarbonkę. Można ją czasem otwierać i liczyć zawartość, wyjaśniając przy tym, co  może sobie za to kupić, a na co musi jeszcze zbierać– radzi Zawadzka.

Od oszczędzania w Szkolnej Kasie Oszczędności rozpoczął gromadzenie majątku Zbigniew Jakubas, znany inwestor giełdowy, 38. na liście najbogatszych Polaków „Wprost", z majątkiem szacowanym na 650 mln zł. W II klasie podstawówki zgromadził 1500 zł, co stanowiło równowartość średniej miesięcznej pensji w kraju. – Były to pieniądze,które dostałem od  dziadka, zaoszczędziłem z kieszonkowego lub zarobiłem, wykonując dodatkowe prace w domu – wspomina Jakubas. Jako najlepiej oszczędzający uczeń w szkole otrzymał nagrodę – nieosiągalny wówczas w sklepach zestaw 24 kolorowych czeskich kredek.

Dziś nauka samego oszczędzania może nie  wystarczyć, aby wychować dziecko na milionera, prezesa albo po prostu przedsiębiorcę. Skarbonki są dobre tylko na początek. – Potem rozpoczyna się długa droga rozbudzania w dzieciach potrzeby działania, zachęcania do szukania talentów i ich rozwijania oraz nauki podejmowania decyzji i  twórczego rozwiązywania problemów – wylicza Magdalena Zarębska, organizatorka wykładów na Uniwersytecie Dzieci. To kuźnia talentów działająca przy ośrodkach akademickich Warszawy, Krakowa i Wrocławia (m.in. Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie). Z  wykładów, na których dzieciaki uczą się takich pojęć, jak inflacja, własność prywatna czy przedsiębiorczość, skorzystało już 3,5 tys. dzieci.

Robert Kiyosaki, amerykański inwestor, biznesmen i autor poczytnych książek o sztuce motywacji, uważa, że głównym powodem obecnych kłopotów finansowych całego świata jest to, że mimo długich lat nauki nie  nabywamy w szkole wystarczającej wiedzy o pieniądzach. – Uczymy się pracować za kasę, ale nie uczymy się o tym, jak tak kasa powinna pracować dla nas – twierdzi Kiyosaki. W książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec" uczy, jak stać się milionerem. Opisuje przy tym, jaki wpływ miało na jego życie tytułowych „dwóch ojców". Biologicznemu, który miał doktorat i piastował stanowisko dyrektora departamentu edukacji na  Hawajach, nigdy nie wystarczało pieniędzy do pierwszego i umarł bardzo zadłużony. Drugiemu, który porzucił szkołę w wieku 13 lat, udało się zrealizować życiowe plany i stał się jednym z najbogatszych ludzi na  Hawajach.

To właśnie ta książka Kiyosakiego zainspirowała Michała Toczyskiego z Warszawy. – Przeczytałem ją, gdy miałem 13 lat, i już wiedziałem, że będę pracować na własny rachunek – mówi dziś 18-letni Toczyski, który prowadzi własną firmę szkoleniową Sukces Pro. Przedsiębiorcą jest od 2008 r. – zorganizował wtedy pierwsze szkolenia i  zaczął pisać skrypty książek dotyczących rozwoju osobistego. Stawia sobie ambitny cel – za dwa lata chce zarobić pierwszy milion złotych. I  ma na to spore szanse, bo usługi jego firmy cieszą się tak dużym zainteresowaniem, że prezes Toczyski musi zlecać podwykonawstwo kilku trenerom.

O ile w Polsce osób tak młodych jak Toczyski decydujących się prowadzić własny biznes jest garstka, to na Zachodzie nie budzą już zdziwienia. Dwudziestolatek w fotelu prezesa czy właściciela firmy w  Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych to rzecz naturalna. Do wzięcia spraw w swoje ręce zachęciły ich historie takie jak Marka Zuckerberga, założyciela portalu społecznościowego Facebook. W  2008 r., mając 24 lata, został on najmłodszym miliarderem na świecie. Głodnych finansowego sukcesu nastolatków przybywać będzie także w  Polsce. Już mielibyśmy ich znacznie więcej, gdybyśmy sami w młodości, zamiast hasać beztrosko po placu zabaw, grali namiętnie w „Monopol". Dzisiaj może nie reagowalibyśmy tak nerwowo na komentarze analityków giełdowych wieszczących krach, a i Leszek Balcerowicz miałby lepsze społeczne notowania.
Okładka tygodnika WPROST: 10/2010
Więcej możesz przeczytać w 10/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 9
  • Ewelka   IP
    Polskie szkoły oferują darmową naukę oszczędzania w ramach programy SKO, gdzie dzieci uczą się w praktyce o produktach finansowych, metodach nauczania, o wartości pieniądza. Świetne narzędzie edukacyjne
    • Anna   IP
      Jako zapowiedz książkową polecam pierwszą w Polsce książkę o
      Ekonomii dla dzieci - \"Rozmowy z użyciem głowy\"

      http://www.facebook.com/pages/Rozmowy-z-u%C5%BCyciem-g%C5%82owy-czyli-Ekonomia-dla-dzieci/180170895387774#!/pages/Rozmowy-z-u%C5%BCyciem-g%C5%82owy-czyli-Ekonomia-dla-dzieci/180170895387774?sk=info

      Ksiazka ta w barwny sposób opisuje znaczenie
      podstawowych pojęć z zakresu gospodarki, marketingu
      i ekonomii. Dzięki niej dzieci dowiedzą się, że stopa bezrobocia
      nie
      ma wpływu na rozmiar tenisówek, monopol to nie tylko sklep za
      rogiem, a gracz na giełdzie nie musi być sportowcem
      • Zwolenniczka edukcji finansowej   IP
        W edukacji finansowej dzieci chodzi o naukę odpowiedniego sposobu myślenia, nawyków, zwiększenia świadomości społecznej.Planujesz założyć rodzinę? Planujesz ukończyć studia? Planujesz wakacje? Planujesz wiele rzeczy w życiu.
        Dlaczego, więc nie planujesz swoich finansów?! Zacznijmy
        rozmawiać o Pieniądzach.
        • Agnieszka   IP
          NALEŻY UCZYĆ DZIECI PRZEDSIĘBIORCZOŚCI JUŻ OD 4 KLASY SZKOŁY PODSTAWOWEJ.
          Szkoła nie uczy wszystkiego.
          Im wcześniej zaczniemy uczyć nasze dzieci przedsiębiorczości tym lepiej dla nich.
          • al_fa   IP
            Niech się uczą i to szybko. Inaczej ta ich rozrzutność bedzie nas drogo kosztowała.