Krótka historia prezydentury w Polsce

Krótka historia prezydentury w Polsce

Gdyby w 1918 roku wojna skończyła się zwycięstwem państw centralnych utworzona pod niemieckim protektoratem Polska zostałaby prawdopodobnie monarchią na czele której stanąłby Karol Stefan Habsburg (takie plany znalazły się w słynnym akcie 5 listopada z 1916 roku). Stało się jednak inaczej – dzięki czemu w 1922 roku posłowie mogli dokonać pierwszego w historii Polski wyboru prezydenta.
To że odbudowana po 123 latach Polska została republiką a nie monarchią było w dużej mierze pokłosiem ówczesnej sytuacji międzynarodowej. Na wschodzie szalała antymonarchiczna i antykonserwatywna rewolucja bolszewicka, której przywódcy marzyli o wkroczeniu do Europy pod hasłami równości i sprawiedliwości. Ustanowienie w Polsce monarchii, która musiałaby siłą rzeczy kojarzyć się chłopom z wiekami pańszczyzny, a robotnikom i lewicowej inteligencji z systemem reakcyjnym, mogłoby być wodą na młyn bolszewików zerkających już w stronę odrodzonej Polski. Poza tym brakowało kandydatów na króla – kandydatury Habsburgów czy Hohenzollernów po klęsce Niemiec i Austro-Węgier w czasie I wojny światowej nie wchodziło w grę. Na lokalnych magnatów nie zgodziłaby się skupiona wokół Piłsudskiego lewica, z kolei Piłsudski byłby nie do przyjęcia dla prawicy. I tak Polska stała się republiką.

Początkowo na czele państwa stanął Józef Piłsudski, który objął nawiązującą do tradycji insurekcji kościuszkowskiej funkcję Naczelnika Państwa. Naczelnik Państwa był de facto prezydentem – przy czym funkcja ta została zalegalizowana post factum, tzn. najpierw Piłsudski faktycznie Naczelnikiem Państwa został, a dopiero potem stworzono przepisy regulujące jego pozycję ustrojową. Dla wszystkich było jednak jasne, że Naczelnik to stanowisko tymczasowe. Docelowo Piłsudski miał zostać prezydentem.

Tak się jednak nie stało. Konstytucja marcowa z 1921 roku pisana pod dyktando prawicy stworzyła w Polsce parlamentarno-gabinetowy model rządów, wzorowany na tym, jaki obowiązywał w III Republice Francuskiej. Dla prezydenta nie było w nim zbyt wiele miejsca – mandat głowy państwa był niewielki (prezydenta wybierał parlament) a kompetencje jeszcze mniejsze. Gdyby Piłsudski objął ten urząd jego funkcja ograniczyłaby się do przecinania wstęg i pozowania do zdjęć. Dlatego Naczelnik odmówił i przez następne lata wypowiadał się o konstytucji bardzo pogardliwie (Konstituta-prostituta – było dość subtelnym określeniem). Nagle Sejm stanął przed koniecznością znalezienia innego kandydata.

Tragiczne początki

Faworytem endecji był hrabia Maurycy Zamoyski – magnat i obszarnik, który dla lewicy był nie do przyjęcia jako symbol reakcji. Z kolei lewica wystawiła Ignacego Daszyńskiego – zadeklarowanego socjalistę o poglądach na tyle radykalnych, że zdobycie przez niego głosów posłów zasiadających na prawo od lewej ściany graniczyło z cudem. W rezultacie nieoczekiwanie w piątej, decydującej turze głosowania zmierzyli się Zamoyski i kandydat niewielkiego ugrupowania PSL-Wyzwolenie Gabriel Narutowicz. Ten drugi zwyciężył – a decydujące okazały się głosy mniejszości narodowych zasiadających w polskim parlamencie.

Narutowicz – którego brat był przez pewien czas członkiem litewskiego parlamentu – nie był wymarzonym kandydatem dla polskich nacjonalistów, a fakt, że wygrał z polskim arystokratą niewielką większością jaką zapewniły mu głosy zasiadających w parlamencie narodowych mniejszości tylko dolał oliwy do ognia. Endecja zorganizowała festiwal nienawiści przeciwko pierwszemu w historii prezydentowi. Gen. Józef Haller groził marszem swojego wojska na Warszawę, prawicowa prasa podkreślała, że wybór dokonany przez Żydów jest nielegalny, próbowano uniemożliwić Narutowiczowi złożenie przysięgi. Narutowicz przysięgę jednak złożył, starał się również łagodzić reakcje ulicy. Na próżno. Pięć dni po zaprzysiężeniu, 16 grudnia 1922 roku podczas wizyty w Zachęcie został zastrzelony przez malarza Eligiusza Niewiadomskiego.

Następcą Narutowicza na stanowisku prezydenta został Stanisław Wojciechowski – kandydat PSL-Piast. Wojciechowski, działacz ludowy, związany w pewnym okresie swojego życia z PPS Józefa Piłsudskiego nie budził już tak skrajnych emocji jak Narutowicz. Był kandydatem środka, i został zaakceptowany zarówno przez lewicę jak i prawicę. Prezydentura Wojciechowskiego, mimo narastającego w kraju kryzysu politycznego była stosunkowo spokojna, ale i jemu nie dane było doczekać do końca kadencji. W 1926 roku, po udanym zamachu stanu którego dokonał przyjaciel Wojciechowskiego z młodości – Józef Piłsudski – Stanisław Wojciechowski zrzekł się urzędu.

W cieniu Piłsudskiego

Na fali entuzjazmu po zamachu majowym parlament niemal jednogłośnie wybrał na stanowisko prezydenta Józefa Piłsudskiego. Piłsudski pozwolił się wybrać, aby nadać swojemu zamachowi pozory legalności po czym… nie przyjął stanowiska decydując się na kierowanie Polską „z tylnego siedzenia". Prezydentem został wskazany przez Piłsudskiego Ignacy Mościcki. Mościcki był przez całe życie blisko związany z Piłsudskim, a jako prezydent stał się de facto marionetką w jego rękach. Zdecydowanie lepiej niż w polityce radził sobie jako naukowiec – był de facto twórcą polskiego przemysłu chemicznego. Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku Mościcki, który w międzyczasie zyskał ogromne uprawnienia na mocy nowej konstytucji (konstytucja kwietniowa) nie potrafił i chyba nie chciał sięgnąć po pełnię władzy w Polsce. Nie uchronił też kraju przed katastrofą września 1939 roku. 16 września wraz z rządem opuścił pokonaną Polskę i został internowany w Rumunii.

Na mocy konstytucji kwietniowej w wypadku wojny prezydent sam wskazywał swojego następcę w przypadku gdyby nie mógł dalej sprawować swojego urzędu. Mościcki chciał, aby obowiązki prezydenta przyjął znany piłsudczyk gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Na to jednak nie chciały zgodzić się mocarstwa sprzymierzone – zwłaszcza Francja, w której duże wpływy miał przeciwnik sanacji gen. Władysław Sikorski. W rezultacie prezydentem czasu wojny został Władysław Raczkiewicz, który jednak nie korzystał z uprawnień nadanych mu przez konstytucję kwietniową. Walczącą z Niemcami i ZSRR Polską aż do 1945 roku kierowali de facto premierzy – najpierw Władysław Sikorski, a po jego śmierci Stanisław Mikołajczyk.

Pożegnanie z prezydentem

Raczkiewicz był formalnie prezydentem aż do śmierci w 1947 roku, ale po zwycięstwie koalicji antyhitlerowskiej nad Niemcami w Europie wytworzyła się nowa sytuacja polityczna w związku z czym emigracyjne władze Polski straciły rację bytu. Opanowana przez ZSRR Polska znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, ale uzyskała formalną niepodległość. Komuniści, szykujący się do przejęcia pełnej władzy początkowo zachowywali pozory legalizmu. W latach 1945-52 na terytorium odbudowanej Polski formalnie obowiązywała konstytucja marcowa (konstytucję kwietniową – jako „faszystowską" – komuniści uznali za dokument nielegalny). Chociaż de facto pełnia władzy znajdowała się w rękach PPR/PZPR formalnie najwyższym organem władzy był Sejm (w którym PPR – po sfałszowanych wyborach – uzyskał większość absolutną), który – zgodnie z przepisami konstytucji marcowej – po ukonstytuowaniu się wybrał prezydenta. Został nim lider komunistów, twórca systemu stalinowskiego w Polsce, Bolesław Bierut. Bierut zajmował stanowisko prezydenta do 1952 roku, kiedy to w życie weszła konstytucja PRL uchwalona 22 lipca 1952 roku likwidująca w Polsce urząd głowy państwa. Od tej pory na czele państwa stał przewodniczący organu kolegialnego – Rady Państwa.

Prezydenci zapomniani

Oddzielny rozdział w historii polskiej prezydentury stanowią prezydenci Rzeczpospolitej na uchodźstwie. De iure jedynym z nich, który w świetle prawa międzynarodowego był uznawany za faktycznego prezydenta Polski był wspomniany wcześniej Władysław Raczkiewicz. W momencie ukonstytuowania się władz PRL, które zostały uznane za legalne przez większość państw świata prezydentura kolejnych emigracyjnych szefów państwa miała charakter symboliczny. W odróżnieniu od Bieruta, który został prezydentem zgodnie z przepisami Konstytucji marcowej, prezydenci emigracyjni trwali przy ustawie zasadniczej z 23 kwietnia 1935 roku – podkreślając ciągłość Rzeczpospolitej i nie godząc się z polityką komunistycznych faktów dokonanych. Prezydenci byli wybierani według przepisów, które konstytucja kwietniowa przewidziała na czas wojny – tzn. swojego następcę wyznaczał urzędujący w danym momencie prezydent. Żadnemu z nich nie udało się jednak nigdy odegrać znaczącej roli w walce o sprawę Polską.

Początkowo na następcę Władysława Raczkiewicza wyznaczony został socjalista Tomasz Arciszewski, ale ostatecznie decyzja ta została zmieniona i w momencie śmierci Raczkiewicza prezydentem został August Zaleski. Zaleski był przed wojną związany z sanacją – od 1926 do 1932 roku pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. Po klęsce wrześniowej uciekł do Francji i, znów jako szef dyplomacji, wszedł w skład rządu Władysława Sikorskiego. Zrezygnował z zasiadania w rządzie w 1941 roku w geście protestu przeciwko układowi o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z ZSRR (układ Sikorski-Majski). 

Jego kadencja na stanowisku prezydenta upływała w 1954 roku. Zaleski nie zamierzał jednak ustępować ze stanowiska co spowodowało bunt w środowiskach emigracyjnych i stworzenie konkurencyjnej, kolegialnej głowy państwa (tzw. Rada Trzech) przez generałów Tadeusza Bora-Komorowskiego (zastąpił zmarłego Tomasza Arciszewskiego) i Władysława Andersa oraz Edwarda Raczyńskiego. Przed śmiercią Zaleski wyznaczył na swojego następcę Stanisława Ostrowskiego. Kiedy zmarł w 1972 roku wybór ten został zaakceptowany co doprowadziło do automatycznego rozwiązania Rady Trzech.

Ostrowski pełnił swój urząd w latach 1972-1979. W II RP był związany z obozem sanacji – po 1930 roku zasiadał w Sejmie jako poseł propiłsudczykowskiego BBWR. Zajmował się edukacją i mniejszościami narodowymi. W czasie wojny najpierw trafił do łagrów, a następnie – po amnestii – dołączył do armii Andersa. Po spokojnej kadencji na stanowisku prezydenta przekazał swój urząd hrabiemu Edwardowi Raczyńskiemu.

Edward Raczyński, dawny członek Rady Trzech, zapisał się w historii jako najstarszy i najdłużej żyjący prezydent. Swój urząd objął w wieku 88 lat! (zmarł mając 102 lata). Przed wojną był czołowym polskim dyplomatą – reprezentował Rzeczpospolitą w Lidze Narodów, a od 1934 roku do 1945 roku był ambasadorem RP w Londynie. Dodatkowo – w latach 1941-1943 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych.

Następcą Raczyńskiego został Kazimierz Sabbat, który prawdopodobnie zostałby ostatnim polskim prezydentem na uchodźstwie, gdyby nie nagła śmierć, która przerwała jego kadencję w 1989 roku, już po wyborach z 4 czerwca. Sabbat w momencie wybuchu II wojny światowej kończył właśnie studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W kampanii wrześniowej walczył pod komendą gen. Stanisława Maczka wraz z którym dotarł do Wielkiej Brytanii. W latach 1976-1986 był premierem rządu RP na uchodźstwie.

Ostatnim emigracyjnym prezydentem został Ryszard Kaczorowski, który po wyborze Lecha Wałęsy na prezydenta RP przekazał mu insygnia prezydenckie (rząd emigracyjny formalnie przestał istnieć nieco później, 31 grudnia 1991 roku). Kaczorowski, twórca Szarych Szeregów w Białymstoku, w czasie wojny aresztowany przez NKWD został skazany na śmierć. Ostatecznie karę zamieniono mu na 10 lat łagrów. Z Kołymy wydostał się dzięki amnestii i dołączył do armii Andersa. Był m.in. uczestnikiem bitwy o Monte Cassino. Po wojnie aktywnie zaangażował się w działalność emigracyjnego ZHP.   

Powrót do korzeni


Prezydent pojawił się ponownie w polskim systemie politycznym w 1989 roku. Przy okrągłym stole zdecydowano, że do konstytucji z 1952 roku ponownie zostanie Senat i prezydent. Ten drugi uzyskał stosunkowo duże kompetencje. PZPR ustaliła z opozycją że Sejm wybierze na to stanowisko Wojciecha Jaruzelskiego. Tak się rzeczywiście stało – chociaż – co ciekawe przeciwko Jaruzelskiemu głosowała część posłów PZPR i tzw. partii satelickich, a autor stanu wojennego uzyskał stanowisko de facto dzięki głosom „Solidarności". Jaruzelski, mając świadomość słabości swojego mandatu nie wykorzystywał dużych kompetencji dawanych mu przez znowelizowaną konstytucję. 19 września 1990 roku przesłał do marszałka Sejmu projekt ustawy konstytucyjnej skracający jego kadencję oraz wprowadzający do porządku konstytucyjnego wybory powszechne Prezydenta RP. 22 grudnia 1990 roku po pierwszych w historii Polski powszechnych wyborach prezydenckich głową państwa został Lech Wałęsa.

Marzenia o systemie prezydenckim

Wałęsa, posiadający ogromny mandat zaufania społecznego (w II turze pokonał Stanisława Tymińskiego uzyskując ponad 75 procent głosów) zmierzał do wprowadzenia w Polsce systemu prezydenckiego. Wykorzystywał wszystkie uprawnienia stworzone z myślą o gen. Jaruzelskim – obsadzał wbrew premierom resorty siłowe, korzystając z rozdrobnienia Sejmu I kadencji kreował kolejne rządy, starał się również przeciągnąć na swoją stronę armię. Jego niekonwencjonalne zachowania, a także pewność siebie granicząca z butą sprawiły, że w 1995 roku Wałęsa przegrał walkę o kolejną kadencję z Aleksandrem Kwaśniewskim. Decydująca była telewizyjna debata, po której na wyciągniętą w jego kierunku przez Kwaśniewskiego rękę Wałęsa odparł: „panu to bym nawet nogi nie podał". Słowa te zostały zarejestrowane i wyemitowane przez telewizję.

Prezydent wszystkich Polaków

Kwaśniewski miał już znacznie mniejsze kompetencje niż Wałęsa. W czasie jego kadencji weszła w życie nowa konstytucja (przygotowana przez komisję kierowaną wcześniej przez… Kwaśniewskiego), która ograniczała władzę prezydenta pozbawiając go m.in. prawa do rozwiązywania parlamentu (oprócz sytuacji kryzysowych) oraz obsadzania resortów siłowych. Kwaśniewski dysponował jednak silnym wetem oraz pewnymi uprawnieniami w zakresie polityki zagranicznej. W odróżnieniu od Wałęsy Kwaśniewski stworzył model prezydentury bezkonfliktowej – starał się nie angażować w bieżące sprawy polityczne, natomiast eksponował swoją rolę przy sukcesach międzynarodowych Polski (wstąpienie do NATO, zbliżenie z UE). W rezultacie, mimo licznych wpadek (dziwna niedyspozycja w Charkowie, bezprawne posługiwanie się tytułem magistra, przedrzeźnianie papieża) już w I turze wygrał wybory w 2000 roku. Druga kadencja miała kształt podobny do pierwszej, choć Kwaśniewski nieco bardziej uwikłał się w politykę wewnętrzną wchodząc w konflikt z konkurentem w SLD – Leszkiem Millerem.

W 2005 roku Kwaśniewski nie mógł już starać się o kolejną kadencję. Początkowo wydawało się, że mimo kryzysu lewicy Kwaśniewskiego zastąpi w pałacu inny lewicowy polityk – Włodzimierz Cimoszewicz. Ten jednak, wobec oskarżeń skierowanych pod jego adresem przez byłą współpracowniczkę Annę Jarucką (chodziło m.in. o fałszowanie oświadczeń majątkowych) wycofał się z wyborów. W czasie kampanii okazało się, że największym poparciem cieszą się kandydaci prawicowi – Donald Tusk i Lech Kaczyński. Ostatecznie, w II turze wyborów lepszy okazał się ten drugi – kandydat PiS uzyskał 54 procent głosów. 23 grudnia 2005 roku Kaczyński został zaprzysiężony na prezydenta.

Prezydenci II i III RP

Gabriel Narutowicz – 1922
Stanisław Wojciechowski – 1922-1926
Ignacy Mościcki – 1926-1939
Władysław Raczkiewicz – 1939-1947
Bolesław Bierut – 1947-1952
Wojciech Jaruzelski – 1989-1990
Lech Wałęsa – 1990-1995
Aleksander Kwaśniewski – 1995-2005
Lech Kaczyński – 2005-???



 1
  • natalia IP
    Chcę zwrócić uwagę na błędną datę dzienna konstytucji kwietniowej.Została ona uchwalona 23 kwietnia.

    Czytaj także