Trwa opera mydlana z udziałem szwedzkiej Rosjanki Ludmiły Narożilenko-Engquist. Tym razem 37-letnia zawodniczka oświadczyła, że próbowała popełnić samobójstwo.
To po prostu mistrzostwo, z jakim gra ona na uczuciach publiczności i w wyrachowany sposób osiąga cele. W skrócie jej historia wygląda tak: Luda żyła sobie na Syberii, została lekkoatletką, osiągała poważne sukcesy, ale jeszcze nie te z najwyższej półki. Aby osiągnąć sławę i pieniądze, nakoksowała się po brzegi i zdobyła nawet w Tokio '91 tytuł mistrzyni świata w biegu na 100 m ppł. Wkrótce potem jednak wpadła na dopingu, a test antydopingowy wykazał taką domieszkę męskiego hormonu testosteronu w jej organizmie, że powinna była zmienić imię na Jewgienij.
Została skazana na 4 lata dyskwalifikacji. Płakała jednak, że to jej mąż dosypał "koksu" do ciasta upieczonego przez nią z okazji rocznicy ślubu. A dlaczego postąpił tak nikczemnie? Bo podejrzewał, że ona go zdradza. Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna (FIFA) wzruszyła się krzywdą i skróciła jej dyskwalifikację.
Narożilenko rozwiodła się i wyszła za swojego szwedzkiego menedżera - Johanna Engquista. Nowemu mecenasowi odwdzięczyła się w ten sposób, że w nowych barwach została w Atlancie '96 mistrzynią olimpijską.
Potem jednak zachorowała na raka piersi. Prasa pisała o śmierci pochylającej się już nad Ludą, o tym, jak chirurgowie wyrwali ją ze szpon kostuchy, o tym, jak heroicznie próbowała wrócić do zdrowia. I ta stojąca nad grobem nieszczęśnica parę miesięcy później zdobywa brązowy medal na mistrzostwach świata w Sewilli '99.
W wieku ponad 35 lat wiele w lekkoatletyce już nie mogła zdziałać, toteż postanowiła zostać bobsleistką, bo w tym sporcie też można zarobić sporo pieniędzy. Ale tu pech - realizację planów znów pokrzyżowała kontrola antydopingowa, przeprowadzona w Lillehammer, gdzie Engquist brała udział w eliminacjach do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City 2002. Heroiczny wizerunek, z którego żyła, został zniszczony, utraciła zaufanie sponsorów, wiedziała, że nikt w nią już nie zainwestuje.
Teraz bobsleistka znów stosuje wypróbowaną metodę i płacze w wywiadach: - Nie wiedziałam, co robić. Pojechałam do Hiszpanii i próbowałam się zabić. Moje życie jest skończone. Połknęłam cały flakon tabletek przeciwbólowych. Znalazł mnie Johann. On jest całkowicie niewinny, nie wiedział, co chcę zrobić. Znalazł mnie zanim było za późno i zmusił mnie do wymiotów.
IrP, athleticsnews
Została skazana na 4 lata dyskwalifikacji. Płakała jednak, że to jej mąż dosypał "koksu" do ciasta upieczonego przez nią z okazji rocznicy ślubu. A dlaczego postąpił tak nikczemnie? Bo podejrzewał, że ona go zdradza. Międzynarodowa Federacja Lekkoatletyczna (FIFA) wzruszyła się krzywdą i skróciła jej dyskwalifikację.
Narożilenko rozwiodła się i wyszła za swojego szwedzkiego menedżera - Johanna Engquista. Nowemu mecenasowi odwdzięczyła się w ten sposób, że w nowych barwach została w Atlancie '96 mistrzynią olimpijską.
Potem jednak zachorowała na raka piersi. Prasa pisała o śmierci pochylającej się już nad Ludą, o tym, jak chirurgowie wyrwali ją ze szpon kostuchy, o tym, jak heroicznie próbowała wrócić do zdrowia. I ta stojąca nad grobem nieszczęśnica parę miesięcy później zdobywa brązowy medal na mistrzostwach świata w Sewilli '99.
W wieku ponad 35 lat wiele w lekkoatletyce już nie mogła zdziałać, toteż postanowiła zostać bobsleistką, bo w tym sporcie też można zarobić sporo pieniędzy. Ale tu pech - realizację planów znów pokrzyżowała kontrola antydopingowa, przeprowadzona w Lillehammer, gdzie Engquist brała udział w eliminacjach do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City 2002. Heroiczny wizerunek, z którego żyła, został zniszczony, utraciła zaufanie sponsorów, wiedziała, że nikt w nią już nie zainwestuje.
Teraz bobsleistka znów stosuje wypróbowaną metodę i płacze w wywiadach: - Nie wiedziałam, co robić. Pojechałam do Hiszpanii i próbowałam się zabić. Moje życie jest skończone. Połknęłam cały flakon tabletek przeciwbólowych. Znalazł mnie Johann. On jest całkowicie niewinny, nie wiedział, co chcę zrobić. Znalazł mnie zanim było za późno i zmusił mnie do wymiotów.
IrP, athleticsnews