Tańczący z Biedronką

Tańczący z Biedronką

Alexandre Soares Dos Santos stał się jednym z najbogatszych Portugalczyków. Może za to dziękować milionom Polaków, którzy przychodzą na zakupy do Biedronki.
Na mecz piłkarski Polska – Norwegia w portugalskim miasteczku Faro przyszło ledwie 150 kibiców. Realizator transmisji telewizyjnej wobec braku ludzi na trybunach pokazywał głównie boisko z przyległościami. Z  każdego kąta wyglądały reklamy Biedronki. Kontrolowana przez Portugalczyków z Jeronimo Martins sieć sklepów od ośmiu miesięcy jest jednym z głównych sponsorów polskiej reprezentacji.

To boli związkowców „Solidarności", którzy napisali w tej sprawie list protestacyjny do  szefa UEFA Michela Platiniego. „Biedronkaszykanuje pracowników za  przynależność do związków i nie jest godna sponsorowania reprezentacji” – zagrzmieli.

Najbogatsi dzięki Polakom

Związkowa zadyma zbiegła się z ogłoszeniem wyników Jeronimo Martins. W  Lizbonie strzeliły w ostatni piątek korki szampana. Choć w 2010 r. indeks portugalskiej giełdy spadł o 10 proc., to spółka Jeronimo Martins zwiększyła swoją wartość o ponad 60 proc. Głównie dzięki Biedronce. Polska sieć sprzedała towary za 4,8 mld euro – to więcej niż połowa przychodów całej spółki.

Już kilka tygodni temu portugalski dziennik „Jornal de Negócios" zapowiadał, że doskonałe wyniki grupy Jeronimo Martins zwiększyły majątek jej głównych udziałowców, rodziny Soares dos Santos, do 4,04 mld euro. 75-letni Alexandre Soares dos Santos, szef rady nadzorczej Jeronimo Martins, w rankingu najważniejszych osobistości kraju uplasował się na siódmym miejscu, wyprzedzając m.in. prezydenta kraju Anibala Cavaco Silvę oraz ministra finansów Fernando Teixeirę dos Santosa.

Początki spółki sięgają 1792 r., gdy Jeronimo Martins otworzył w centrum Lizbony delikatesy. Podczas światowego kryzysu lat 30. firma znalazła się na krawędzi bankructwa i wówczas przejął ją Francisco Manuel dos Santos. Rozwinął biznes do kilkudziesięciu punktów handlowych, zainwestował też w fabrykę margaryny i produkcję lodów i  mrożonek. Po jego śmierci ster firmy objął ulubiony spośród jego 14 wnuków Alexandre Soares dos Santos. W ciągu 20 lat rodzina Soares stała jednym z największych producentów żywności w Portugalii. W latach 80. zainwestowała w sieć marketów Pingo Doce i hurtowni zaopatrujących małych sklepikarzy. Gdy na początku lat 90. rosnący koncern zaczął się dusić na portugalskim rynku z 10 milionami klientów, prezes Jeronimo, szukając dziewiczych terenów do skolonizowania, trafił na Polskę.

Na zesłaniu

– Ze wszystkich krajów postkomunistycznych wasz był najbliżej Europy Zachodniej. Przypadło nam do gustu polskie przywiązanie do tradycji i  katolicyzm podobny do portugalskiego. 40 mln potencjalnych klientów to  było to, czego potrzebowała nasza firma – wspomina Alexandre Soares dos Santos.

Nie popełnił błędu wielu zagranicznych inwestorów, którzy biznesem w Polsce zarządzali z zagranicznej centrali. Zesłał do Polski trzech najbliższych współpracowników i syna Pedra. Zabronił im weekendowych powrotów do Lizbony i kazał nauczyć się języka.

– Najbardziej portugalski Polak – przedstawia się dziś płynną polszczyzną Carlos Saraiva, jeden z pionierów Jeronimo Martins w Polsce. –  Zatrudniamy 30 tys. Polaków, mamy 95 proc. polskich produktów, a tych kilku Portugalczyków to właściwie Polacy! – śmieje się.

Gdy rok temu niemiecki dziennikarz zapytał szefa Jeronimo Martins, jak poradził sobie z „kontrolującą główne polskie miasta postkomunistyczną mafią", ubawiony Soares odparł, że z taką „mafią” nigdy się nie spotkał i najpewniej jest ona nieudolną wymówką menedżerów z konkurencji.

Płazy i owady

Pierwsze Biedronki zakładał w połowie lat 90. poznański przedsiębiorca Mariusz Świtalski, kojarzony z aferami Elektromisu, a także twórca innej sieci handlowej Żabka. To od niego Portugalczycy odkupili 243 działające już placówki.

Prezes Jeronimo Martins nie musiał się nadmiernie głowić, co ma zaoferować mieszkańcom kraju, w którym zarabia się 150-200 dol. miesięcznie. Sięgnął po wypróbowany wzorzec – sklepy dyskontowe, najtańsze z najtańszych. Autorami „patentu" są bracia Karl i Theo Albrecht, twórcy niemieckiego Aldiego. Dyskont oszczędza na wszystkim: przygasza światło, by zmniejszyć rachunki za prąd, nie wprowadza płatności kartą, by uniknąć kilkuprocentowego bankowego haraczu za  obsługę, nie układa towarów na półkach, bo taniej handluje się wprost z  kartonów ustawionych na paletach. Takie też były pierwsze Biedronki.

Wtedy też sieć „zapracowała" na opinię pracodawcy, który wykorzystuje pracowników. Media pełne były doniesień o kobietach dźwigających załadowane towarem palety, niewypłaconych wynagrodzeniach za nadgodziny, a sprzeciwiająca się wyzyskowi Bożena Łopacka, kierowniczka Biedronki z  Elbląga, stała się bohaterką okładek pism. Szefowie „Solidarności” uważają, że szykany są też dziś, gdy członkom związku nie są przedłużane umowy. Spółka temu zaprzecza.

Za garść złotówek

„Lider szajs", jak handlowcy nazywają epokę brzydkiej taniochy (od nazwy sieci tanich sklepów), trwała zaledwie kilka lat.

– Polacy mogą jeździć dziurawymi jak ser drogami, ale badziewiastego sera nie kupią. Dlatego na rynku przetrwały te sieci, które proponowały towar w niskiej cenie, ale przyzwoitej jakości – ocenia Maria Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Podobnie jak twórca potęgi amerykańskiej sieci Wall-Mart Sam Walton także szefowie Jeronimo Martins szukają oszczędności, oferując tzw. marki własne, czyli towar produkowany na zamówienie marketu. W ten sposób można obniżyć ceny produktównawet o 40 proc. Nieduża butelka produkowanego przez Maspex świeżego soku pomarańczowego kosztuje niecałe 3 zł. Ten sam sok bez logo Maspeksu, za to z dopiskiem „wyprodukowano dla Biedronki" – 1,80 zł.

Kiedy otwarto 1000. sklep Biedronki, potęga dyskontu była już tak wielka, że uległa jej nawet Coca-Cola. Światowy gigant zgodził się na  produkcję tańszej, „biedronkowej" wersji coli. Tylko na polskim rynku można kupić oryginalną colę w butelce 1,75 litra.

Z poczwarki w motyla

Dyskont to biznes, w którym nastroje klientów odmierzane są aptekarską miarką.

– Przez lata klientom nie przeszkadzało, że sklepy wyglądają skromnie, bo wiedzieli, że dzięki temu jest taniej. Z czasem ta szarość i ponury nastrój Biedronek zaczęły razić – opowiada jeden z menedżerów Jeronimo Martins. By temu zaradzić, na dostawcach wymuszono dostarczanie produktów w kolorowych kartonach z wyraźnymi nadrukami. Wygląd sklepu zyskał, a koszty pozostały bez zmian. Sam karton był tak zaprojektowany by jednym ruchem wyrwać górę i ściankę frontową. Gdy z kolei klienci zaczęli narzekać na brak możliwości płacenia kartą, przed Biedronkami pojawiły się bankomaty.

W zwykłym supermarkecie handluje się kilkoma, najwyżej kilkunastoma tysiącami rozmaitych produktów. W Biedronce jest ich zaledwie tysiąc, ale za to najpotrzebniejszych, które kupujemy niemal codziennie. Wybór jest mały (zamiast 30 rodzajów piw ledwie trzy, ale za to tanie). Rocznie klienci Biedronek kupują 109 mln butelek wody gazowanej, 130 mln litrowych kartonów mleka – który z producentów oprze się pokusie, by sprzedać aż tyle towaru, nawet jeśli na każdej sztuce ma  trochę mniejszy zysk?

Rok temu nie oparła się winnica Casa Vinicola Morando z włoskiego regionu Astia – specjalnie dla Jeronimo Martins wypuściła na rynek słynne wino Barolo w iście dumpingowej cenie. Klejnot koneserów pojawił się na półce z ceną 29,99 zł – z reguły takie wino kosztuje między 100 a 300 zł. – Szok! Nareszcie znalazł się ktoś, kto dał po łapach pazernym importerom, którzy z zadęciem opowiadają o  wspaniałościach winnic, a każą sobie płacić 150 zł za butelkę cienkusza – pisał oburzony użytkownik forum o winach.

Barolo pojawiło się w  Biedronce w wykwintnym towarzystwie. Kryzys sprawił, że nawet nieźle zarabiający Polacy zaczęli szukać oszczędności. Specjalnie dla nich w  ofercie są także krewetki i wędzony łosoś. Czy Biedronka już wkrótce wprowadzi kawior i pączki od Bliklego? Kto wie?

Okładka tygodnika WPROST: 8/2011
Więcej możesz przeczytać w 8/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także