My, Ślązacy, geje, ateiści

My, Ślązacy, geje, ateiści

Narodowy spis powszechny potwierdzi zapewne naszą polską jednorodność.
Mamy w kraju samych Polaków, samych katolików, samych białych (właściwie mamy też samych mężczyzn, bo tylko o nich opowiadają podręczniki polskiej historii oraz codzienne programy telewizyjne). Jak tylko zza węgła wychyli się jakiś Ślązak (a zza wydmy Kaszub), to od razu dostaje po nosie od „prawdziwych" Polaków, którzy pragną, by stan naszej jednorodności utrzymał się do końca świata. A mnie nic tak nie cieszy jak różnorodność!

Ślązacy, Romowie, Tatarzy – deklarujcie swą odrębność, bo o ile pojęcie obywatelstwa daje się jednoznacznie zdefiniować, o tyle pojęcie narodu podobnie jak pojęcie etniczności czy płci jest niesłychanie płynne i pora tę płynność wreszcie ujawnić. Jarosław Kaczyński z pewnością należy do innego narodu niż ja i większość obywateli. I wcale się tego nie wstydzi. Przeciwnie, głosi to na ulicach i w mediach. Powinien więc mieć możliwość wpisania w rubryce narodowość „polska – PiS". Trudno mu też jednoznacznie przypisać jakąś płeć, więc w  spisie powinna się pojawić rubryka „płeć męska polityczna”. Tertium genos. W rubrykę tę mogłoby się wpisać wielu panów.

Z kolei geje podobnie jak transseksualistka powinni okazać swoją gejowsko- -transeksualną dumę i skreślić rubryki „płeć męska"/„płeć żeńska”. W  końcu to kultura nas zmusza do określania się w granicach dwóch płci, choć natura stworzyła całe ich spektrum, by nie rzec – kontinuum.

Podobnie z wyznaniem. W narodowym spisie brakuje rubryki „ateista". Ludzie są zobowiązani do wpisania religii, względnie jakiegoś związku wyznaniowego, do którego należą, a ci, którzy nie mogą tego zrobić, są traktowani jako „bezwyznaniowi”. A to brzmi pejoratywnie. Bezwyznaniowiec to jak Jan bez ziemi, jak naród bez państwa, jak jednostka bez przynależności. Bezwyznaniowiec to ktoś, komu czegoś brak. Jakaś niepełność. Tymczasem jest akurat odwrotnie. To religijność jest raczej rodzajem wspornika dla osób, które nie dają sobie rady z  uporządkowaniem świata, na którym przyszło im żyć lub na którym nie  znajdują sensu, o ile nie dodadzą mu jakichś fantastycznych, wszechmocnych sił. Ateista to ktoś, kto te wsporniki odrzucił. To – w  przeciwieństwie do tego, co sądzą autorzy spisu powszechnego – miara jakiejś normalności. Ateista to człowiek, który wyrósł z dziecinnego okresu ludzkości wierzącej w zabobony, w rozlicznych bogów, potem w  Jedynego, w niepokalane poczęcie, cuda, zmartwychwstanie i tym podobne mało racjonalne „prawdy wiary”. Ateista to Europejczyk, racjonalista, oświeceniowiec, wyznawca światopoglądu naukowego, na którym opiera się dzisiejsze życie. Bo nawet głęboko wierzący w cuda katolik korzysta z  dobrodziejstw medycyny, która rozwijała się wbrew wierze. Przekonany o  kruchości świata doczesnego wierzący proboszcz wiejski korzysta z dóbr doczesnych. Ceni je w rzeczywistości znacznie wyżej niż posłuszeństwo przesłaniu ośmiu błogosławieństw, choć to ono umożliwia zbawienie.

Liczba katolików w Polsce gwałtownie zresztą maleje. Pod „obywatelskim" projektem ustawy całkowicie zakazującym aborcji podpisało się zaledwie pół miliona osób, a przecież największym probierzem religijności w  Polsce jest deklaracja o ochronie dziecka poczętego. Jeśli lista podpisów puszczona po kościołach dała tak mierny efekt, to znaczy, że  albo Polacy przeżywają gwałtowne konwersje, albo że przybywa nam ateistów i zwolenników praw kobiet.

Do tego wzrostu najbardziej przyczynia się sam Kościół, jak również minister Hall. Kościół pomału staje się zrzeszeniem panów (też tertium genos, czyli „płeć męska religijna"), których niski poziom wykształcenia, empatii, wiarygodności jest odwrotnie proporcjonalny do zachłanności, ambicji, pychy i  ignorancji. Religii w szkołach uczą katecheci, których średni poziom wykształcenia nie wykracza poza kiepskie gimnazjum. Jak powiedzieli mi uczniowie jednej ze szkół na prowincji – im więcej religii w szkole, tym lepiej, tym więcej ateistów. I minister Hall zdaje się to dobrze rozumieć.

Ateista – to brzmi normalnie i dumnie. Tak jak Ślązak, Tatar, gej czy każdy, kto odczuwa swoją tożsamość poprzez przynależność do  pewnej grupy. Za niektórymi z nich stoi wielka tradycja, historia, wspólnota obyczajów i wartości, za innymi tożsamość seksualna lub  racjonalna („bezwyznaniowa") tym bardziej znacząca, im bardziej represjonowana.

Nie bójmy się więc różnorodności. Ujawniajmy ją. Ekonomiści powiedzą „to jest opłacalne", historycy – „to wzmacnia wspólnotę”. A ja dodam: „to jest piękne!”.

Okładka tygodnika WPROST: 16/2011
Więcej możesz przeczytać w 16/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 73
  • odon   IP
    cyt. \"Z kolei geje podobnie jak transseksualistka powinni okazać swoją gejowsko- -transeksualną dumę i skreślić rubryki „płeć męska\"/„płeć żeńska”.\"

    Dlaczego \"podobnie jak transseksualistka?\" Z jakiej racji?! No nie, pani Profesor... bardzo mi smutno, ale po tej wypowiedzi straciłem do Pani szacunek. Jestem gejem, czyli homoseksualnym facetem niewstydzącym się swojej orientacji. Żyję od paru lat w stałym związku z moim partnerem, który podobnie jak ja jest homoseksualnym mężczyzną i nie będę na Pani życzenie stawał się transseksualistą, obojnakiem czy transwestytą. Nie pozwolę, aby Pani sugerowała, że z powodu mojej dumy gejowskiej mam wyrzec się mojej płci w idiotyczny sposób skreślając rubryczkę w formularzu. Nie życzę sobie tego i wypraszam to sobie. Nie Pani będzie decydowała jakiej powinienem być płci. Próbuje Pani rozpowszechnić stereotyp geja jako osoby bezpłciowej, androgynicznej \"cioty\". To ja decyduję o tym, że np. idę na Paradę Równości domagać się równouprawnienia, podobnie jak ja wiem o tym, jaka jest moja tożsamość płciowa. I proszę się trochę douczyć i nie mylić (ani nie łączyć) na przyszłość homoseksualizmu z transseksualizmem. Pozdrawiam - zdenerwowany gej.
    • ala   IP
      Rozczarował mnie Pani komentarz, chociaż tak dobrze się zaczynał. Naprawdę uważa Pani, że osoby wierzące są gorsze, mniej dojrzałe od ateistów? W takim razie wybieram bezwyznaniowca.

      Nietolerancja religijna to nie tolerowanie religii, poglądu innego niż własny. Tolerancja to uznanie jego odrębności i wagi jako równie dobrego co własny. Czy tak trudno uznać, że ludzie wierzący nie są upośledzeni tylko zwyczajnie mają inne poglądy niż my?

      I czy trzeba ciągle winić religie za sytuację kobiet? Komuniści i naziści byli okropni dla kobiet a i jedni i drudzy byli ateistami.
      • W. Mojski   IP
        Niestety wyklucza Pani tym tekstem wiele osób - wedle najgorszych wzorców Prezesa. Logika (też za przywołanym wzorem?)równie prosta(cka) - ateista- racjonalista, teista-naiwniak. Smutne, że taki sposób dyskusji (Prezes się cieszy) dominuje. Wolno Pani, ale czy przystoi?
        • minerva.909@hotmail.com   IP
          nasz narod jak lawa... choc niestety tej suchej, plugawej powierzchni - wnioskujac z komentarzy - przerazajaco wiele wiecej niz ognia w glebi - gratuluje artykulu!
          • agnostyk, a może ateista apostata ?   IP
            Bawi mnie część \"komentarzy\". Rzuca Pani \"perły przed wieprze\", a wieprze jak to wieprze - ryją, pokwikują i przy okazji swe IQ pokazują.