Kurort dla zbrodniarzy wojennych

Kurort dla zbrodniarzy wojennych

Ratko Mladić, jak 36 innych zbrodniarzy jugosłowiańskiej wojny domowej, czeka na proces w najbardziej komfortowym areszcie świata. Jeśli zostanie skazany, zapewne resztę życia spędzi w zwykłym więzieniu. Być może nawet w Polsce.
Położony blisko centrum miasta, ale tak, że słychać szum morza i krzyk mew. Do tego duża sala do fitnessu. W Scheveningen – najsłynniejszym kurorcie Holandii – niewiele hoteli spełnia te warunki. A tak można opisać areszt ONZ, w którym na procesy czekają podejrzani o dokonanie zbrodni w byłej Jugosławii – dwa tygodnie temu trafił tu gen. Ratko Mladić, „Rzeźnik z Bośni". Dawni wrogowie z jugosłowiańskich wojen w  komfortowych warunkach przygotowują się tu do obrony przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii (ICTY).

Jak dobry hotel
„Na koniec mojej wizyty w więzieniu dostałem do podpisania formularz ze  zobowiązaniem, że nie będę informował o warunkach pobytu Slobodana Miloševicia i jego stanie zdrowia" – żalił się w 2005 r. Peter Handke. Słynny austriacki pisarz, który ku zaskoczeniu czytelników opowiedział się w latach 90. po stronie serbskich nacjonalistów, przyłączył się wtedy do pansłowiańskiego frontu obrońców byłego prezydenta Serbii. Zarzucali oni ONZ i NATO „porwanie” serbskiego przywódcy do Hagi i  przetrzymywanie go w „nieludzkich warunkach”. Lider rosyjskich komunistów Giennadij Ziuganow domagał się przyjęcia przez Radę Europy potępiającej to rezolucji i żądał zwolnienia „Slobo” na leczenie w  Moskwie.

Z Scheveningen do siedziby Międzynarodowego Trybunału Karnego w  Hadze są niecałe dwa kilometry. Każdy z 37 osadzonych w areszcie ma celę o powierzchni 15 mkw. (w Polsce na tym metrażu zakwaterowano by 3-4  więźniów). Jasnoniebieska pościel, na granatowo obleczone poduszki, białe ręczniki, własna umywalka, prysznic, toaleta,biurko, szafka i  telewizor. Pracownicy ICTY z dumą podkreślają, że warunki w ich ośrodku przewyższają międzynarodowe standardy. „Trzeba pamiętać, że ośrodek w  Scheveningen nie jest więzieniem i każdy osadzony korzysta z domniemania niewinności, a w konsekwencji praw i przywilejów z tym związanych" –  mówi „Wprost” rzeczniczka Trybunału Nerma Jelačić.

Ci, którzy odwiedzali areszt, byli zdziwieni konsekwencją, z jaką przestrzegana jest ta  zasada. Strażnicy i aresztanci zwracają się do siebie po imieniu, a w  przypadkach, gdy personel „nie potrafił różnicować między człowiekiem a  jego domniemanymi czynami", komendant wymieniał pracowników. „Jesteśmy odpowiedzialni za ochronę godności i praw wszystkich oskarżonych i  musimy im stworzyć jak najlepsze warunki do obrony” – dodaje Jelačić. To  oznacza, że aresztanci mają niemal nieograniczone prawo do kontaktów z  adwokatami (ich korespondencja ani rozmowy nie są kontrolowane) oraz  wiele możliwości spotkań z najbliższymi i przyjaciółmi.

Slobodan Milošević miał nawet specjalny pokój do spotkań z żoną, tylko on miał do  niego klucz, a w środku był nawet faks. Możliwe, że właśnie tak duża swoboda nie posłużyła byłemu przywódcy Serbów (zmarł w 2006 r. przed zakończeniem procesu w Hadze). Milošević żalił się nieraz, że ktoś próbuje go otruć. Choć w areszcie nie wykryto niczego podejrzanego, to  jednak jego zwolennicy do dziś są przekonani, że w Scheveningen „NATO zemściło się na dawnym przeciwniku". Jeśli jakaś teoria spiskowa miałaby być prawdopodobna, to raczej ta, że chory na serce Milošević mógł podczas którejś z wizyt otrzymać lek (szmuglowano mu ich wiele), który zażyty bez kontroli lekarza przyczynił się do śmiertelnego zawału.

A może sanatorium?
Opiekę nad osadzonymi w Scheveningen sprawują lekarz internista i dwie pielęgniarki. Mogą skorzystać również z pomocy licznych specjalistów. Po  przylocie Ratko Mladić został poddany trwającym kilka dni badaniom, które miały określić jego zdolność do udziału w procesie. Według informacji biura Nermy Jelačić koszt opieki medycznej w przeliczeniu na  aresztanta (nie wliczając w to kosztów osobowych i zakupionego już sprzętu) wynosi 4 tys. euro rocznie. „Niektórzy osadzeni mają poważne problemy zdrowotne z okresu sprzed aresztu, a w trakcie pobytu w naszym ośrodku stan ich zdrowia się poprawia" – zapewnia Jelačić.

„Większość z  nich ma na początku objawy depresji, ale to dość normalne. W więzieniu największym wrogiem jest czas i trzeba go jakoś zabić" – mówił w jednym z wywiadów były komendant aresztu w Scheveningen Timothy McFadden. Trzy posiłki (w tym jeden ciepły), lekcje angielskiego, zajęcia plastyczne i  hobbystyczne, nabożeństwa oraz sport (m.in. siłownia, tenis i squash) –  to główne punkty dnia. Do tego spotkania z prawnikami, lektury i przygotowania do obrony.

Cele są otwarte od wczesnego rana do wieczora. Aresztanci mogą swobodnie poruszać się po korytarzu oraz kontaktować między sobą. Nie ma żadnych podziałów ze względu na religię lub narodowość – w sąsiednich celach mieszkają Serbowie, Chorwaci i Bośniacy, którzy kilkanaście lat temu walczyli przeciwko sobie. Teraz wspólnie gotują, grają w ping-ponga i  „piłkarzyki", spacerują po więziennym podwórzu (godzinę dziennie), choć mają też prawo w ogóle nie wyjść z celi i z nikim się nie kontaktować.

Przez pięć lat pobytu w Scheveningen Slobodan Milošević codziennie wychodził na spacer, bez względu na pogodę. Według WikiLeaks lubił czytać tanie kryminały i słuchać piosenek Franka Sinatry. Przedstawiciele ICTY nie podają, jakie rozrywki preferują ich obecni podopieczni. Informują jedynie, że w bibliotece jest duży wybór książek autorów z byłej Jugosławii i prasa z regionu. Osadzeni mogą też oglądać telewizję – wybierają z reguły stacje bałkańskie, choć mają też programy z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Mogą używać komputera, ale bez połączenia z internetem.

Od 9 do 17 aresztanci mogą dzwonić do rodziny, adwokatów i dyplomatów, a  ich rozmowy mogą trwać „przez rozsądny okres", czyli około siedmiu minut. Muszą sami płacić za połączenia, ale jeśli ich nie stać, to  koszty może pokryć Trybunał, podobnie jak wysyłkę listów oraz zakup przekąsek i napojów w automacie. Aresztanci w każdej chwili mogą zażądać kontaktu z tłumaczem.

Ich jedyne obowiązki to dbanie o porządek w celi oraz poprawne zachowanie. W nocy mogą spać, czytać albo grać na  komputerze. O tym, jak liberalny jest reżim w Scheveningen, świadczy też system kar przewidzianych wobec tych, którzy nie stosują się do  regulaminu: grożą im ustne lub pisemne upomnienia, grzywny pieniężne, zarekwirowanie niedozwolonych przedmiotów, a w najgorszym wypadku izolatka. Jednak nawet ten „najwyższy wymiar kary" nie może ograniczać prawa do obrony. Dlatego – tak jak Milošević w 2004 r., gdy ukarano go  za notoryczne łamanie dyscypliny – zachowują prawo do kontaktów z  adwokatem i najbliższą rodziną. To z pewnością nie jest Abu Ghraib ani Guantánamo.

Polska wita!
Od czasu przyjęcia pierwszego aresztanta w kwietniu 1995 r. przez ośrodek w Scheveningen przeszło ponad 130 oskarżonych o zbrodnie wojenne w byłej Jugosławii. Jeszcze niedawno wydawało się, że działalność zakładu zostanie wkrótce ograniczona, a część personelu zwolniona. Jednak aresztowanie i proces Mladicia powodują, że jeszcze przez kilka lat będzie funkcjonował na dotychczasowych zasadach – nawet jeśli nie  uda się złapać ostatniego poszukiwanego, czyli Gorana Hadžicia, przywódcy chorwackich Serbów.

Po procesie w Hadze Ratko Mladić i jego były szef Radovan Karadžić zostaną – jak inni skazani – przewiezieni do  więzień w krajach, które podpisały porozumienie z Trybunałem. Dotychczas skazani trafiali głównie do państw zachodniej Europy. Do Polski, która podpisała porozumienie w 2008 r., nie skierowano dotąd nikogo. –  Spodziewamy się, że jest tylko kwestią czasu, kiedy pierwszy skazany przez ICTY zostanie wysłany do Polski, by odbyć tam karę – mówi Nerma Jelačić.

Tyle że u nas warunki nie będą już tak luksusowe. Po likwidacji uzdrowiska w Jastrzębiu-Zdroju w żadnym z polskich kurortów nie ma  więzienia.
Okładka tygodnika WPROST: 24/2011
Więcej możesz przeczytać w 24/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także