Zdaniem Boniego "filar zerowy rozumiany jako taki, w którym państwo wypłaca każdemu jakąś minimalną emeryturę, a resztą niech martwią się inni, to radosna twórczość intelektualna". - Nawet gdyby składka wynosiła symboliczne 120 zł, jak kiedyś argumentowano, to wówczas roczne wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynosiłyby ok. 20 mld zł (dzisiaj 96 mld zł), a luka w finansach ZUS wynosiłaby ok. 75 mld zł. Żeby ją uzupełnić trzeba byłoby np. mieć efektywny VAT na poziomie 26-27 proc., PIT zwiększony o 200 proc., albo CIT podwyższony z 19 do 73 proc. A wypłata emerytur w wysokości 700 zł kosztowałaby ok. 55 mld zł, zaś na poziomie 1500 zł przeszło 100 mld zł - wylicza Boni. - To się nie opłaca - dodaje. - Niszczylibyśmy kruche poczucie pewności i stabilności, które istnieje w dwufilarowym systemie. Stworzylibyśmy sytuację, w której wiele osób o niskich dochodach zafundowałoby sobie niską emeryturę. A nie można zapominać, że jako społeczeństwo dopiero uczymy się oszczędzać na różne cele - podkreśla szef doradców premiera.
Boni: emeryci potrzebują drugiego filara
Dodano: / Zmieniono:
Szef doradców premiera Michał Boni przekonuje w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że nie można demontować dwufilarowego systemu emerytalnego. Zapytany co sądzi o wprowadzeniu tzw. emerytury obywatelskiej, czyli inaczej filaru zerowego, proponowanego przez minister pracy, Boni odpowiada, że "to ładnie brzmi, ale może się okazać puste w środku i nie do zrealizowania".
Powrót do systemu jednofilarowego oznacza, zdaniem Boniego, "podniesienie podatków albo składek w przyszłości". - Taki pomysł powoduje, że wydatki publiczne stają się zdominowane przez te o charakterze socjalnym, a nie rozwojowym. A Polsce potrzebne jest przesunięcie wydatków o ok. 5-6 proc. PKB w ciągu kilkunastu lat w kierunku tych drugich. Inaczej nie wygramy w konkurencji ze światem. Bo problemem jest źródło finansowania takiego rozwiązania - ze składką ubezpieczeniową czy bez, czyli z podatków. Chyba, że ta emerytura miałaby wynieść 300-500 zł (dzisiaj najniższa to ok. 700 zł). Ale taka wysokość nie zostanie publicznie zaakceptowana - tłumaczy Boni. Szef doradców premiera podkreśla, że w krajach, które przyjęły takie rozwiązanie emerytury są bardzo niskie. Np. w Izraelu - to 20 proc. przeciętnego wynagrodzenia.