Syn marnotrawny

Syn marnotrawny

Farbowany katolik czy chytry hipokryta, który z Kościołem gra tak, jak wieje polityczny wiatr? A może Donald Tusk to konserwatysta w antyklerykalnej masce?
Bierzemy Gowina do rządu, bo ma dobre kontakty z episkopatem, ale jak trzeba, potrafi się postawić biskupom – tłumaczy Donald Tusk zaskoczonym partyjnym kolegom nominację Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości w nowym rządzie. Tusk ceni Gowina za interwencje w sprawach abp. Juliusza Paetza i abp. Stanisława Wielgusa, to m.in. dzięki niemu do  papieża dotarły informacje o problemach związanych z hierarchami.

Do mediów trafia inna wersja: konserwatywny Gowin stanowi równowagę dla  lewicowego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. – To oczywiście prawda, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że Tusk stworzył rząd z ostrym przechyłem na prawo – mówi polityk PO. Nowym szefem MSW, któremu podlega Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski, został Jacek Cichocki, działacz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Z krakowskim KIK związany jest minister skarbu Mikołaj Budzanowski. A minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz do dziś służy do  mszy.

– Tusk, mając w swych szeregach żołnierzy Kościoła, łatwiej może stawiać mu opór – mówi polityk PO. W exposé premier zapowiedział włączenie duchownych do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych i  nie wykluczył renegocjacji konkordatu. Jednocześnie kreując się na  obrońcę krzyża i przeciwnika rewolucji obyczajowych. Tusk w swojej długiej historii relacji z Kościołem wszedł w nową rolę.

Stop religii
Ta historia zaczyna się w 1989 r. „Solidarność" idzie do wyborów z  poparciem Kościoła. Wprowadza 161 posłów do Sejmu. Nie wszyscy dobrze czują się w chrześcijańsko- -narodowym sosie. Jan Krzysztof Bielecki i  Jacek Merkel zaczynają organizować wokół siebie ludzi myślących inaczej. Gdańsk staje się stolicą liberałów.

– Ukuliśmy wtedy hasło: „Nasz kapitalizm jest liberalny, nasz liberalizm jest kapitalny". Uważaliśmy, że czym innym jest tożsamość i etyka zachowań, a czym innym tworzenie gospodarczego modelu rodzącego się państwa – opowiada Andrzej Halicki, jeden z współtwórców Kongresu Liberalno-Demokratycznego, obecnie działacz PO.

Na czele nowego ruchu obok Bieleckiego stają Janusz Lewandowski, dziś polski komisarz w UE, i  Donald Tusk, dziś premier. Liberalizm w ich wydaniu nabiera silnie antykościelnego charakteru.

Bielecki o Józefie Glempie mówi „pan prymas", Lewandowski wykreśla z deklaracji programowej KLD wartości chrześcijańskie. Tusk zaczyna „krążyć po Polsce z kagankiem oświaty seksualnej, twierdząc, że bez nieograniczonego prawa do aborcji nie ma  prawdziwej demokracji, lecz jedynie zakamuflowana dyktatura Kościoła” –  opowiada po odejściu z KLD Lech Mażewski, szef prawicowego skrzydła liberałów.

Aktywność KLD nakręcają wydarzenia: biskupi żądający prawa do  opiniowania kandydatów na wojewodów, wprowadzenie religii do szkół i  instrukcja ministra edukacji pozwalająca na wieszanie w szkołach krzyży i rozpoczynanie lekcji od modlitwy. Oburzeni liberałowie piszą list otwarty. Tusk mówi o „politykach słuchających proboszczów" i o „partiach, których specjalnością są krucjaty”. W deklaracji z krajowej konferencji KLD w 1992 r. można przeczytać: „Powszechnie obowiązujące prawo nie może być stanowione w ścisłym związku z normami jakiejkolwiek religii”, bo prawo „nie jest środkiem realizacji zasad wiary”.

Liderzy KLD uważają, że religia w szkole, a zwłaszcza umieszczanie oceny z  religii na świadectwie, narusza prawo do prywatności przekonań. A  aborcja to problem, z którym należy walczyć edukacją seksualną i  antykoncepcją, a nie paragrafami Kodeksu karnego. Gdy w 1993 r. Sejm przyjmuje ustawę antyaborcyjną, posłowie KLD pod wodzą Tuska nie biorą udziału w głosowaniach. Poza jednym – poprawką dopuszczającą aborcję dla  ratowania zdrowia i życia matki z powodu ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu oraz gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa.

I to jest ostatni akt ideologicznej manifestacji liberała Donalda Tuska.

Paktować z arcybiskupem Zbliżają się wybory 1993 r. Poszatkowana i skłócona scena postsolidarnościowa traci poparcie. Nikt jeszcze nie przypuszcza, że SLD odzyska władzę, ale są obawy o słaby wynik. Półtora miesiąca przed wyborami dziennikarze nakrywają Donalda Tuska na wizycie u biskupa gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego.

– Znamy się z czasów opozycji. W  latach 80. jako biskup gdański utrzymywałem kontakty z ludźmi „Solidarności", choć trzeba przyznać, że pan Donald Tusk nie był wówczas być może pokornym synem Kościoła – mówi „Wprost” abp Gocłowski.

Tusk po  wyjściu z kurii tłumaczy mediom: „Churchill był gotów paktować z  diabłem, żeby przekonać Hitlera. Ja pójdę choćby do arcybiskupa, jeśli miałoby to pomóc w stabilizacji politycznej po wyborach. Oczywiście ani ja nie jestem Churchillem, ani arcybiskup diabłem".

Nie jest. Przegrywa wybory. Dla polityków KLD szansą na przetrwanie w polityce jest połączenie się z Unią Demokratyczną i stworzenie wspólnej partii – Unii Wolności. Tusk zostaje jej wiceprzewodniczącym.

Oprócz przegranej w  wyborach parlamentarnych ma na koncie przegraną w wyborach szefa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Kaszubów zraził jego wojujący antyklerykalizm. Uczy się na błędach. Gdy w 2001 r. wraz z Maciejem Płażyńskim i Andrzejem Olechowskim tworzy Platformę Obywatelską, bliżej jest mu do konserwatystów niż do radykałów. Porozumiewa się ze  Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym Jana Rokity i Bronisława Komorowskiego. Wspiera go były prezydent Lech Wałęsa, noszący w klapie Matkę Boską Częstochowską.

Jego doradcą w sprawach etyki zostaje kolega z gdańskiego boiska Tomasz Arabski. Dziś szef kancelarii premiera. Wówczas redaktor naczelny katolickiego Radia Plus, członek Krajowej Rady Katolików Świeckich i Europejskiego Forum Laikatu. To za jego radą Donald Tusk, kandydat na prezydenta w 2005 r., bierze tuż przed wyborami ślub kościelny z Małgorzatą Tusk, z którą od 27 lat są małżeństwem, tyle że jedynie ze ślubem cywilnym.

Wierzący po przejściach
Akcja „Ślub" nie wygląda wiarygodnie i nie przynosi Tuskowi wzrostu poparcia. W wywiadach tłumaczy, że motywem podjęcia decyzji o ślubie było przeżycie śmierci Jana Pawła II.

Charakterystyczne są też słowa Tuska z wcześniejszej kampanii parlamentarnej 2005 r.: „Polska nie jest skazana na wybór między czerwonym a czarnym. Jest Platforma Obywatelska. Stańmy po jasnej stronie mocy". Tej mocy Polacy nie zawierzają jednak wystarczająco. PO przegrywa wybory. W prezydenckich Tusk stawia więc na  czarne.

Pytany przez „Gościa Niedzielnego" jako kandydat na prezydenta: – W co pan wierzy? – odpowiada: „W Boga”. Na pytanie: „Katolik?”, zapewnia: „Katolik. Wierzący po przejściach”.

W innym wywiadzie o  pierwszej zagranicznej podróży mówi: „Kusi Watykan". O nauczaniu religii w szkołach: „Powinno pozostać jak obecnie”. O aborcji: istniejące prawo (to z 1993 r., za którym nie głosował) „systematycznie przynosi dobre skutki w mentalności ludzi”.

To demonstracja skruchy, ale wszystkie wysiłki i tak niweczy dziadek z Wehrmachtu. Tusk znowu przegrywa. Ale  już wie, że z błogosławieństwem biskupów łatwiej uprawiać politykę.

Stawia się na wezwanie abp. Gocłowskiego, który próbuje mediować w  sprawie stworzenia rządu PO-PiS: – Wystarczył telefon rano i wieczorem wszyscy u mnie byli: Donald Tusk z Janem Rokitą i Jarosław Kaczyński z  Markiem Jurkiem i Kazimierzem Marcinkiewiczem. Same rozmowy okazały się bezskutecznie, ale gotowość do nich była spontaniczna.

Tusk szuka wsparcia również u innych hierarchów. W styczniu 2006 r. z klubem parlamentarnym swojej partii udaje się na rekolekcje do abp. Stanisława Dziwisza, świeżo mianowanego metropolity krakowskiego. Szczęśliwym trafem bliskim współpracownikiem abp. Dziwisza jest Dariusz Raś, rodzony brat posła PO Ireneusza Rasia.

Słowa Tuska z tych rekolekcji, przeznaczone wyłącznie dla kolegów z partii i duchownych, natychmiast wyciekają do mediów: „Przyjechałem do Krakowa po to, żeby porozmawiać z  hierarchami o Kościele, który jest i moim Kościołem. Platforma ma prawo się o niego upominać i powinna to robić, bo dziś duża część Kościoła otwarcie popiera PiS. Jest to efekt politycznego terroru ojca Rydzyka".

Tusk kreuje się na pogromcę tego terroru. Chce do firmowania poczynań swojej partii pozyskać bardziej otwartą, tzw. łagiewnicką część Kościoła, „toruńską" pozostawiając Jarosławowi Kaczyńskiemu. I trzeba przyznać, że mu się udaje.

W wyborach 2007 r. ma pełne poparcie kard. Stanisława Dziwisza. Krakowski metropolita przyjmuje Tuska dwa dni przed wyborami. „Powiedział, że wita mnie w domu, a ja rzeczywiście czuję się trochę jak w domu u kardynała" – mówi Tusk. W deklaracji wyborczej PO jest zapisane, że „fundamentem cywilizacji Zachodu jest Dekalog”. Obejmując funkcję premiera, Tusk kończy przysięgę słowami: „Tak mi dopomóż Bóg”.

Nie będziemy klęczeć
Przez cztery lata rządów PO Tusk stara się nie wchodzić z Kościołem w  konflikt. Nie naciska na rozwiązanie żadnego z kontrowersyjnych problemów etycznych: związków partnerskich, in vitro czy eutanazji. Ustawy pozwala pisać pod dyktando biskupów, a gdy budzi to niechęć społeczną, poprzestaje na ruchach pozorowanych. Ustaw etycznych nie mamy do dziś.

Pakt o nieagresji zostaje jednak zerwany podczas wyborów prezydenckich w 2010 r., gdy dominująca okazuje się „toruńska" twarz Kościoła, wielu hierarchów popiera Jarosława Kaczyńskiego. PO w odwecie rozpoczyna krucjatę – doprowadza do likwidacji Komisji Majątkowej, która przez ponad 20 lat decydowała o wypłacie rekompensat i zwrocie Kościołowi gruntów i nieruchomości zagarniętych przez władze PRL.

Na jubileuszu 20-lecia PO Tusk zapowiada: „Nie będziemy klęczeć przed księdzem". Nie godzi się, aby biskupi uczestniczyli w celebrowaniu polskiej prezydencji w Radzie UE. Nie słucha, co ma w tej sprawie do  powiedzenia episkopat. Inna rzecz, że entuzjastów europejskich wśród kościelnych hierarchów właściwie już nie ma. Albo nie żyją, jak abp Józef Życiński, albo zostali odstawieni na boczny tor jak abp Tadeusz Gocłowski, abp Henryk Muszyński czy bp Tadeusz Pieronek. Jedynym z  pierwszoplanowych graczy episkopatu, z którym Tusk utrzymuje relacje, jest metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Nie zapomina o kard. Dziwiszu, którego krewni znajdują miejsca na listach wyborczych PO: brat Andrzej Dziwisz w wyborach samorządowych, bratanica Barbara Dziwisz w  parlamentarnych.

Janusz Palikot w swej demaskatorskiej książce „Kulisy Platformy" napisał, że Tusk „wierzy w Boga, ale nie cierpi kleru, o  którego przedstawicielach nie mówi inaczej jak ?ci, czarni?. Jego stosunek do Kościoła jako instytucji jest faktycznie bardzo krytyczny, ale publicznie przyjmuje polityczne podejście. Donald jest głęboko przekonany, że konserwatyzm wobec Kościoła jest w Polsce niezbędnym elementem, żeby istnieć politycznie”.

– To nieprawda, że Tusk nie cierpi kleru. Tusk nie znosi Kościoła instytucjonalnego, tych infułatów, dostojników wymagających bicia pokłonów. Kojarzą mu się wyłącznie z  roszczeniami. Z nimi spotkań rzeczywiście unika jak diabeł święconej wody, ale zwykłych księży bardzo szanuje – mówi współpracownik premiera.

Ilekroć tylko ma możliwość, oficjalnie lub nie, odwiedza ks. Andrzeja Augustyńskiego, twórcę stowarzyszenia Siemacha, zajmującego się trudną młodzieżą. W ostatniej kampanii tydzień przed wyborami biegał z  podopiecznymi Siemachy.

Tusk już nie walczy z wartościami chrześcijańskimi. W exposé mówi o odbieraniu Kościołowi przywilejów (ta część exposé powstała przy pomocy dawnych gdańskich liberałów Wojciecha Dudy i Wojciecha Nowickiego, obecnie pracowników kancelarii premiera), ale jednocześnie deklaruje, że zadaniem rządu jest budowanie narodowej wspólnoty opartej na wspólnych znakach, symbolach i tradycji oraz jej poszanowaniu. Jak większość posłów śmieje się z posła geja używającego zwrotu „cios poniżej pasa". W wewnątrzpartyjnych dyskusjach spiera się z  Małgorzatą Kidawą-Błońską, która lansuje liberalny projekt ustawy o in vitro.

Dzisiejszy Donald Tusk to konserwatysta o twarzy antyklerykała. A  właściwie konserwatysta w antyklerykalnej masce, odkurzonej z  przeszłości liberała.
Okładka tygodnika WPROST: 48/2011
Więcej możesz przeczytać w 48/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Juliusz z Danii IP
    DO CYRYLA
    ...czy Polska ma madrych, myslacych ksiezy..?
    Jak na razie slyszy sie o finansowych aferach kosciola, o sobiepanstwie ciemnych wioskowych plebanow, o pedofilii...
    A jesli sie ktos znajdzie inaczej myslacy ...to knebel na buzke (vide ks.Boniecki) ...i spokoj.
    Cyryl, chlopie, skad ich wziales - pochwal sie...
    (Z emigracji widac jak na dloni to cale zaklamanie polskiego kosciola!!!
    • cyryl IP
      I bardzo dobrze!Premier jest mądrym człowiekiem i wie,
      że trzeba wspierać mądrych,myślacych księży,fajną młodzież
      i inteligentne inicjatywy.Naprawdę,cóż mu dadzą rozmowy
      z dyrektorem Rydzykiem,biskupem Michalikiem itp?
      Tak trzymać dla pożytku dla Kościoła i Rzeczpospolitej!

      Czytaj także