Z deszczu pod rynnę

Z deszczu pod rynnę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kłopoty centralnego budżetu zdopingowały Ministerstwo Skarbu do przyspieszenia procesu prywatyzacji sektora paliwowego. Wkrótce Nafta Polska parafuje z konsorcjum Rotch Energy wstępną umowę sprzedaży 75 proc. należących do niej akcji Rafinerii Gdańskiej, dzięki czemu do kasy państwa może wpłynąć około  200-300 mln USD.  
Gdańska spółka to atrakcyjna inwestycja - ma ponad 20 proc. udział w polskim rynku paliw, a jej zysk w 2000 roku wyniósł ponad 170 mln zł. Konkurencyjną wobec Rotch ofertę złożył wcześniej węgierski koncern paliwowy MOL, mający już na koncie kilka akwizycji w Europie Środkowej. W 2000 roku Węgrzy kupili 36,6 proc. akcji słowackiego Slovnaftu, starają się też o przejęcie chorwackiej rafinerii INA i kupno 18 proc. akcji PKN Orlen. Prawdopodobnie dlatego przegrał: minister Sowińska najzwyczajniej bała się, że gdy MOL zawrze strategiczne porozumienie z Orlenem nowy sojusz zdominuje rynek naftowy w Polsce, kontrolując łącznie ok. 75 proc. krajowej produkcji.
Resort skarbu postawił zatem na bliżej działające od niedawna w branży paliwowej Rotch Energy. Skład konsorcjum przypomina pospolite ruszenie: Rotch Group - inwestor finansowy o aktywach wartości 4 mld zł, Konsorcjum Gdańskie - skupiające właścicieli 140 stacji benzynowych, Mitsui Corporation of Japan - koncern paliwowy o obrotach 135 mld USD rocznie, Kredyt Bank, Gulf Oil Int. - producent olejów silnikowych oraz Halliburton, Kelog Brown & Root - amerykańska firma projektująca i budująca rafinerie. Konsorcjum na razie obiecuje wiele m.in. potrojenie zysków RG, ale jego struktura i doświadczenie głównych inwestorów z Rotch Group w handlu nieruchomościami, nie produktami naftowymi, nie zwiastują profesjonalizmu w działaniu w branży paliwowej.
Minister skarbu musiała decydować szybko: bez inwestora strategicznego Rafineria Gdańska nie ma najmniejszych na stawienie czoła konkurencji Orlenu i zagranicznej. Wiele wskazuje jednak na to, że w tym wypadku sprawdzić się może porzekadło: co nagle, to po diable.
Krzysztof Trębski