Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Mija właśnie czwarta rocznica wybuchu pełnoskalowej wojny. W jakim punkcie znajduje się dzisiaj Ukraina i świat? Czy trwające negocjacje przybliżają nas do pokoju, czy to raczej gra pozorów?
Nedim Useinow: Wszystkie karty zostały odsłonięte i właściwie przekonaliśmy się, że Putin mówił dokładnie to, co miał na myśli. Kiedy rosyjska propaganda przygotowywała grunt pod agresję, mówiąc, że nie ma czegoś takiego jak naród ukraiński, robili to z pełną świadomością. Pamiętamy, jak Putin zmusił prezydenta Janukowicza do rezygnacji z planów podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, ponieważ to nie kalkulowało się Rosjanom i już wtedy zdradzało ich prawdziwe zamiary: chęć totalnej kontroli nad tym państwem. Panicznie bali się też wizji Ukrainy w NATO, twierdząc, że to zagrożenie militarne dla Rosji.
Dziś rozumiemy już, że Ukraina ma być albo całkowicie podporządkowana Rosji, albo nie istnieć wcale. To klucz do zrozumienia, dokąd to wszystko zmierza.
Gdy wojna wybuchła, ostrzegał pan w rozmowie z „Wprost”, że Putinowi chodzi o coś więcej, a scenariusz powtórki z II wojny światowej zaczął się już realizować. Dziś państwa takie jak Niemcy, powołując się na dane wywiadowcze, mówią wprost, że Rosja po ewentualnym uśpieniu frontu spróbuje wywołać konflikt z kolejnym krajem.
Choć oczywiście wolałbym się mylić, to niestety muszę podtrzymać swoje słowa. Ten scenariusz staje się coraz bardziej prawdopodobny wraz z rozwojem wydarzeń. Co więcej, obawiam się, że przywódcy mocarstw autorytarnych i totalitarnych, takich jak Rosja czy Chiny, do takiej konfrontacji właściwie się dzisiaj przygotowują, a nawet do niej dążą. Putin może nie dąży do tego, żeby Rosja przegrała wojnę z NATO, ale na pewno chce, żeby do konfliktu, w którym ugrzązł i którego nie może pomyślnie zakończyć, zostały włączone inne potęgi wspierające Rosję: Chiny jako najpotężniejszy sojusznik, ale też Iran czy Korea Północna.
Cały szereg mniejszych państw satelickich, na przykład niektóre republiki Azji Centralnej, korzysta na tej sytuacji i wzbogaca się kosztem sankcji nałożonych na Rosję.
Im też wojna jest na rękę?
Nie twierdzę, że te małe państwa chcą wojny, ale jeśli zacznie się globalny konflikt, to wcale nie jest powiedziane, że opowiedzą się po stronie Zachodu. To przekonanie Zachodu o potędze NATO, o tym, że szybkie uderzenia i dominacja w powietrzu rozstrzygną każdy konflikt, było zbyt schematyczne. Lekcja z ostatnich lat pokazuje, że mamy już do czynienia z wojną hybrydową. Drony latają nad naszymi głowami. W pewnym momencie wszystkie strony przestaną nad tym panować.
Polska jest na pierwszej linii frontu jako kraj graniczny Unii Europejskiej, z ogromnymi zaszłościami historycznymi wobec Rosji. Czy obawy, że możemy być „celem numer dwa”, są w Pana ocenie realne, nawet biorąc pod uwagę naszą obecność w NATO?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
