Kiedy rosyjski dron uderza w budynek mieszkalny na terytorium państwa NATO, pierwszą reakcją są emocje. Pojawiają się pytania o bezpieczeństwo, o skuteczność obrony powietrznej i o możliwość eskalacji konfliktu. Tak stało się również po ostatnim incydencie w rumuńskim Gałaczu, gdzie bezzałogowiec związany z działaniami wojennymi prowadzonymi przeciwko Ukrainie spadł na obiekt mieszkalny.
Naturalnie pojawia się pytanie, czy był to przypadek, celowe działanie Rosji, a może kolejny element testowania odporności państw NATO?
Z perspektywy człowieka, który przez wiele lat zajmował się bezpieczeństwem państwa, ochroną najważniejszych osób oraz analizą zagrożeń, przestrzegałbym przed pochopnymi odpowiedziami. W bezpieczeństwie najgorszym doradcą są emocje. Potrzebne są fakty, analiza i chłodna ocena ryzyka.
Polityka przesuwania granic ryzyka
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
