Tak naprawdę wygląda życie w Ukrainie. Cztery lata dramatów i nadziei

Tak naprawdę wygląda życie w Ukrainie. Cztery lata dramatów i nadziei

Czwarta rocznica pełnoskalowej wojny w Ukrainie
Czwarta rocznica pełnoskalowej wojny w Ukrainie Źródło: PAP / Sergey Dolzhenko
Cztery lata wojny zmieniły życie milionów Ukraińców. Strach o siebie i swoich bliskich stał się nieodłącznym elementem codzienności. Zoriana Varenia, dziennikarka portalu Nova Polshcha, opowiada, jak wygląda codzienność w Ukrainie.

Anna Mokrzanowska, Wprost.pl Zbliża się kolejna rocznica wybuchu wojny w Ukrainie. Wojny, która trwa nieprzerwanie od 24 lutego 2022 roku.Wojny, której wbrew przechwałkom Donald Trump nie skończył w 24 godziny i wojny, która nadal niesie ze sobą dramatyczne skutki.

Zoriana Varenia, dziennikarka portalu Nova Polshcha: Chciałbym na wstępie zaznaczyć jedną rzecz, która jest bardzo ważna dla Ukraińców i którą podkreślamy przy każdej okazji. To będzie czwarta rocznica pełnoskalowej inwazji. Natomiast wojna w Ukrainie trwa od 2014 roku, kiedy Rosjanie nielegalnie zaanektowali Krym i rozpoczęli ataki w Donbasie.

Minione tygodnie upłynęły pod znakiem wyjątkowo mroźnej pogody i nasilonych ataków ze strony Rosji. W wielu domach brakowało prądu i ciepła.Jak obecnie wygląda sytuacja?

W tym roku warunki pogodowe – podobnie jak w Polsce – zaskoczyły nas wszystkich. Pogoda w Ukrainie jest podobna jak tutaj, jest może o kilka stopni chłodniej. Powiem wprost, że sytuacja w Ukrainie jest po prostu bardzo zła. Oczywiście, że nie ma prądu, czasami nawet przez kilka dób. Są momenty, kiedy prąd pojawia się dosłownie na kilka godzin w ciągu dnia.

Moja mama wychodzi do pracy o ósmej rano — prądu wtedy nie ma. Kiedy wraca po kilku godzinach, sytuacja się nie zmienia. Za to w środku nocy nagle pojawia się zasilanie. Wtedy zaczyna się życie: mama gotuje, robi pranie, załatwia wszystkie domowe sprawy, mając cały czas w głowie myśl, że w każdej chwili znów może nie być prądu.

Do tego oczywiście nie ma także ogrzewania, czasami nie ma internetu, nie można się dodzwonić, jest problem z dostępem do wody. Zdaniem mojej mamy właśnie to jest najgorsze. Bez wody nie skorzystasz z łazienki, nie ugotujesz jedzenia, nie zadbasz o podstawowe potrzeby. Kiedy na kilka godzin znów się pojawia, ludzie starają się zrobić zapasy: napełniają pojemniki, gromadzą wodę techniczną, odkładają trochę do gotowania.

Ale nawet to nie zawsze wystarcza. Jeśli czajnik jest elektryczny albo kuchenka działa na indukcję, bez prądu i tak nie zagotujesz wody na herbatę.

„Najtrudniejsze jest jednak coś innego. W czasie wojny człowiek wciąż żyje nadzieją, że za chwilę będzie lepiej. Że naloty ustaną, że potrwają krócej, że przez kilka dni zapanuje spokój i będzie można wreszcie odetchnąć.W tych trudnych zimowych warunkach, które obecnie mamy, o tą wiarę jest naprawdę bardzo ciężko. Społeczeństwu mocno się to daje we znaki, nie ma mowy o takim mentalnym pozbieraniu się”.

W naszej rodzinie postanowiliśmy, że musimy to po prostu przetrwać i spróbować dostosować się do tych trudnych warunków. Ważne było dla nas, żeby nie ulec presji psychologicznej, bo ona również jest elementem tej wojny i presją ze strony Rosjan, aby nas zniszczyć psychicznie. To sytuacja wielowymiarowa, w której chodzi nie tylko o brak prądu czy wody.

Wspomniałaś o tym, że w czasie wojny człowiek żyje nadzieją na lepsze jutro. Jak wygląda codzienne życie w Ukrainie. Czy możemy mówić o jakimkolwiek rodzaju normalności w kraju, który od tylu miesięcy codziennie mierzy się ze skutkami rosyjskich ataków?

Wydaje mi się, że człowiek się dostosowuje. Każdy uczy się rozpoznawać sytuację — odróżnia dźwięki i wie, kiedy np. leci dron shahed kiedy rakieta i w którym momencie naprawdę trzeba zejść do schronu.

My np. mamy w domu małe, składane krzesełka, żeby w razie alarmu nie stać ani nie siedzieć na zimnej podłodze w schronie. To drobne rzeczy, ale bardzo ułatwiają codzienność. Mamy też lampki na baterie, które włączają się, gdy nie ma prądu, ciepłe koce, odzież termiczną. Ludzie dostosowują się najlepiej, jak potrafią.

W internecie można zobaczyć nagrania, na których mieszkańcy — gdy nie ma ani prądu, ani ogrzewania — spotykają się na podwórkach i rozpalają grille. W większości domów są dziś płyty indukcyjne, więc bez elektryczności nie da się przygotować jedzenia inaczej niż na otwartym ogniu. Czasem podczas takich spotkań włączają muzykę. W tym wszystkim jest coś bardzo budującego — to sposób, by się nie poddać, nie wpaść w poczucie beznadziei. Bo właśnie na złamaniu ludzi psychicznie przeciwnikowi najbardziej zależy.

Jakie nastroje dominują wśród Ukraińców? Wojna powinna być dalej prowadzona? Czy też może władze powinny się zdecydować na zawarcie pokoju kosztem pewnego rodzaju ustępstw politycznych lub terytorialnych wobec Rosji?

„Nikt w Ukrainie nie ma złudzeń i nie myśli o tym, że moglibyśmy oddać Władimirowi Putinowi jakąś część naszego kraju. Natomiast mówiła o tym nasza ukraińska noblistka Ołeksandra Matwijczuk, że „kiedy ofiarę zmusza się do złożenia broni, do tego, żeby przestała się bronić, to się nie nazywa pokój, tylko to jest po prostu okupacja””.

Dlatego wszelkie fantazje, że można „po prostu” oddać jakiś kawałek ziemi i w ten sposób zakończyć wojnę, są oderwane od rzeczywistości. Na tych terenach mieszkają ludzie, tam są ich domy i cmentarze. Kiedy jadę do Ukrainy, odwiedzam groby swoich dziadków. Nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś miałby nagle stracić możliwość pójścia na grób bliskich, bo to miejsce znalazło się pod okupacją.

Na tych terenach mieszkają ludzie, którzy znajdują się obecnie pod rosyjską okupacją. Mieszkają w często w dramatycznych warunkach, są torturowani i wykorzystywani. Oni czekają na wyzwolenie i powrót do normalnego życia.

Dlatego gdy pojawiają się rozmowy o pokoju kosztem ustępstw terytorialnych, nie można zapominać, że tak mieszkają ludzie, którzy chcą móc po prostu normalnie żyć w swoim własnym kraju.

Jaki rodzaj pomocy ze strony państw Zachodu jest najważniejszy i najcenniejszy z punktu widzenia Ukraińców?

Broń, broń i jeszcze raz broń. Chodzi przede wszystkim o to, byśmy mogli nadal się bronić. Oczywiście taka pomoc jak na przykład generatory prądu, też jest niezwykle ważna, zarówno dla cywilów, jak i dla żołnierzy.

Natomiast musimy mieć czym się bronić. Nasze wojsko wciąż się trzyma, wciąż broni kraju i jest takim naszym światełkiem w tunelu. Bez odpowiedniego wsparcia militarnego trudno mówić o nadziei na przyszłość.

O pomoc dla Ukrainy zabiega głównie Wołodymyr Zełenski. Na początku wojny był postrzegany jako wielki bohater i mąż stanu. Czy na przestrzeni lat wizerunek prezydenta w oczach społeczeństwa się zmienił?

Wydaje mi się, że każdy kraj ma swoje wewnętrzne sprawy i rozlicza swoich polityków. To jest bardzo ważny element funkcjonowania demokracji, a Ukraina jest krajem demokratycznym. Natomiast w obecnej sytuacji, w czasie aktywnego konfliktu zbrojnego, wszelkie rozmowy o wyborach wydają się dziwne i oderwane od rzeczywistości.

Warto też pamiętać, że 24 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski nie wyjechał z Ukrainy. To była bardzo ważna decyzja — gdyby wyjechał, choćby do Lwowa czy do Polski i próbował stamtąd zarządzać, sytuacja byłaby zupełnie inna.

„Oczywiście, poparcie dla Wołodymyra Zełenskiego może się jakoś zmieniać w sondażach czy statystykach, ale w praktyce dziś nikt nie myśli o wyborach. Dopóki wojna trwa, dopóki żołnierze nie mogą głosować, podobnie jak mieszkańcy terenów okupowanych przez Rosję, nikt na poważnie nie myśli o wyborach. Wydaje mi się, że każdy świadomy obywatel jest teraz za prezydentem, bo po prostu „gramy do jednej bramki””.

Zostańmy jeszcze na moment przy temacie wyborów. Czy w ukraińskim społeczeństwie pojawiają się jakiekolwiek rozmowy o tym, że w warunkach wojennych mogłaby się odbywać kampania wyborcza? Szczerze mówiąc, trudno mi sobie to wyobrazić.

Moje subiektywne spojrzenie jest takie, że rozmowy o wyborach bardziej toczą się za granicą niż w samej Ukrainie. Na co dzień nie ma takiej sytuacji, że na przykład rozmawiam z mamą i ona nagle pyta, czy słyszałam, że dziś w Genewie odbyły się negocjacje.

Podchodzimy do takich wiadomości z dystansem. Nie do końca wierzymy, że mogą przynieść Ukrainie cokolwiek pozytywnego, więc ludzie po prostu skupiają się na codziennym życiu i czekają, kiedy coś się poprawi. Jednak ta poprawa nie mogłaby być kosztem naszych własnych ludzi czy poddania się.

„Ta wojna jest bardzo czarno-biała, ponieważ doskonale wiadomo, kto jest napastnikiem a kto ofiarą. Tutaj nie ma wątpliwości, kto to wszystko zaczął i kto jest agresorem. Oczywiście Władimir Putin potrafi przywoływać jakieś historyczne konteksty, ale to są totalne bzdury. Nie ma tutaj żadnego pola do negocjacji. Dlatego też pomysł organizowania wyborów w takich warunkach wydaje mi się dziwny”.

Żołnierze nie mogą głosować w okopach, a gdyby je opuścili, Rosjanie mogliby szybko zdobyć te terytoria. Ludzie w okupowanych rejonach muszą mieć możliwość głosowania, bo to dotyczy przyszłości ich kraju. Podobnie jak ci Ukraińcy, którzy przebywają obecnie poza granicami państwa, ponieważ musieli uciekać przed wojną. W codziennym życiu nikt nie rozmawia o wyborach, tego się po prostu nie usłyszy.

Jak Ukraińcy, którzy zostali w kraju, postrzegają Polaków? Czy ich opinia o nas zmieniła się w ciągu ostatnich miesięcy lub lat?

To, co wydarzyło się ostatnio, jest naprawdę ważne. Na przykład akcja „Ciepło z Polski do Kijowa” czy zbiórki organizowane przez archidiecezje — zaczynając od krakowskiej — pokazały, że Polacy i Ukraińcy nadal są sobie bliscy i że w trudnych momentach można liczyć na wsparcie.

Oczywiście każdy z nas żyje w swojej bańce i może mieć różne odczucia — ktoś czuje się gorzej, ktoś lepiej. Czasami w internecie, na Facebooku czy X, trafiają się dziwne komentarze. Ważne jest jednak, żeby się tym nie zakopywać, bo to nie przekłada się na rzeczywiste działania. Kiedy tylko pojawiła się potrzeba, Polacy zebrali ponad 10 mln zł na samej tylko jednej zbiórce. To pokazuje, że nadal jesteśmy dobrymi sąsiadami, bliskimi kulturowo i gotowymi wzajemnie się wspieramy.

Ale to nie chodzi tylko o zbiórki pieniężne. Znam wiele konkretnych przypadków, gdy ludzie przewozili na przykład jeden generator do konsulatu Ukrainy w Krakowie i prosili, by trafił do konkretnego żłobka. Takie działania przypomniały mi trochę atmosferę roku 2022 — oczywiście nie na tak dużą skalę.

Wiele fundacji organizuje transporty z pomocą bezpośrednio do Ukrainy, co jest niezwykle istotne. Przed Bożym Narodzeniem sporo Polaków pakowało też prezenty dla ukraińskich dzieci, które same nie mogły ich dostać.

Dlatego, gdy mówi się o relacjach polsko-ukraińskich i czasami słyszymy, że się pogorszyły, warto pamiętać, że to tylko część obrazu, nie patrzmy tylko na to, co jest w internecie. Ważniejsze są konkretne działania. Przy okazji rocznicy wojny pełnoskalowej odbędzie się wiele wydarzeń w Warszawie, Gdańsku i innych miastach, gdzie Polacy i Ukraińcy idą ramię w ramię, pokazując wsparcie i solidarność z walczącą Ukrainą.

Odwrócę trochę to pytanie. Czy Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski po wybuchu pełnoskalowej wojny, dostrzegają zmianę w podejściu polskiego społeczeństwa? Trochę tutaj nawiążę do głośnego wpisu z twojego Facebooka, w którym opisałaś dość przykre incydenty.

Nie spodziewałam się, że ten mój wpis się tak rozejdzie. Absolutnie nie miałam intencji, żeby dotarł do aż tak szerokiego grona. Opisałam jedynie kilka incydentów, do których dochodziło na przestrzeni dłuższego czasu. Na co dzień jednak nie czuję się źle w Polsce.

Byłoby mi przykro mówić inaczej, bo w moim codziennym życiu otaczają mnie w większości Polacy, z którymi mam bardzo się przyjaźnimy. Mieszkam u mojego dobrego kolegi, który troszczy się o mnie, dzwonico tydzień i pyta, jak się czuję. Mam też przyjaciółkę, którą poznałam po 24 lutego 2022 roku, która nieustannie mnie wspiera.

„To właśnie dzięki takim ludziom buduje się całą moją wizję Polski. Oczywiście czasami w internecie czy na ulicy można trafić na nieprzyjemne sytuacje, ale nie można demonizować całego obrazu. Ludzie naturalnie skupiają się na tym negatywnym, często zapominając, ile dobrego dzieje się wokół”.

W kontekście tego posta absolutnie nie chciałam demonizować sytuacji. Był to raczej wyraz emocji w danym momencie. Na co dzień jednak nie odczuwam żadnego dyskomfortu i myślę, że moi znajomi mają podobne odczucia.

Oczywiście zdarzają się drobne sytuacje, bo mieszkamy obok siebie już czwarty rok. To tak, jakbyś mieszkał z kimś w jednym domu — czasem postawisz talerz inaczej niż druga osoba, czasem coś może zirytować. To zupełnie naturalne, ale nie oznacza, że wszystko jest źle. Absolutnie tego nie czuje.

Czuję się w Polsce bardzo dobrze, otoczona przyjaciółmi, którzy mnie wspierają. Zastanawiając się nad przyszłością, myślę, że kiedy wojna osłabnie, a dostęp do podstawowych rzeczy jak prądu czy wody stanie się pewniejszy, będzie mi trudno wyjeżdżać właśnie dlatego, że musiałabym zostawić tych ludzi.Chciałabym, żeby nasze relacje trwały dalej na przykład tak, żeby mogli przyjeżdżać później do nas w gości.

Czy Ukraińcy w ogóle zastanawiają się nad tym, jak mogłoby wyglądać życie po wojnie, gdyby zakończyła się w najbliższych tygodniach lub miesiącach? Czy w ogóle pojawiają się takie rozmowy?

Jesteśmy w momencie, w którym nie mamy już żadnych iluzji czy złudzeń. Myśl o tym, że wojna mogłaby skończyć się jutro, budzi raczej lęk — zastanawiamy się, na jakich warunkach mogłoby to nastąpić i czy byłyby one dla nas korzystne. Oczywiście wszyscy chcemy i modlimy się, aby ta wojna zakończyła się jak najszybciej.

„Temat przyszłości przewija się w codziennych rozmowach z przyjaciółmi czy rodziną — o drobnych planach: może dobudujemy coś do domu, może zrobimy drugie piętro. To jest nam po prostu potrzebne, żeby mieć taką nadzieję. Ale realnie zdajemy sobie sprawę, że wojna nie skończy się z dnia na dzień. Wydaje mi się, że Rosja będzie walczyć do samego końca, dlatego nie warto żyć w różowych chmurach”.

Najważniejsze jest jednak to, że wciąż możemy walczyć. To daje nam siłę w tym trudnym czasie.

Czytaj też:
USA chcą budować nowy porządek. Europa ma powody do obaw?
Czytaj też:
Sikorski poruszył Monachium. Burza oklasków dla szefa MSZ

Artykuł został opublikowany w 8/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: WPROST.pl