Fatalne skutki pożaru pod Warszawą. Podobne objawy u okolicznych mieszkańców

Fatalne skutki pożaru pod Warszawą. Podobne objawy u okolicznych mieszkańców

Dodano: 
Kłęby dymu unoszą się nad wschodnim Mazowszem
Kłęby dymu unoszą się nad wschodnim Mazowszem Źródło: PAP / Albert Zawada
Na wschodnim Mazowszu wybuchł ogromny pożar lasu – ogień szaleje na powierzchni ok. 300 ha. Wokół obszaru znajdują się wioski –  ich mieszkańcy próbują prowadzić normalne życie, ale jest to trudne. Część osób uciekła.

Minister spraw wewnętrznych i administracji – Marcin Kierwiński – informował w piątek (29 maja) po południu, że w akcji gaśniczej uczestniczy ponad 800 strażaków, druhów Ochotniczej Straży Pożarnej, żołnierzy i policjantów. Korzystają oni ze specjalistycznego sprzętu – m.in. samolotów Dromader czy śmigłowców Black Hawk. Maszyny te są w stanie zrzucać olbrzymie ilości wody z powietrza prosto na płomienie (BH robi to przy pomocy tzw. bambi bucket-a – to specjalistyczny zbiornik o pojemności trzech tysięcy litrów, w całości wykonany z wodoszczelnej tkaniny).

Piotr Serafin – szef Nadleśnictwa Mińsk – podawał, że podczas akcji gaśniczej wyznaczone osoby dokonują tzw. oborywania. – Na tę chwilę są zarzewia ognia i zadymienie w części oboranej. Teraz najważniejszą rolą jest, żeby te potencjalne ogniska ugasić. Jest problem, ponieważ ściółka jest bardzo sucha. (...) Samo przelewanie wody nie jest do końca skuteczne – potrzeba siły ludzkiej, która będzie (...) te potencjalne ogniska likwidowała – tłumaczył pracownik Lasów Państwowych (cytata za stacją Telewizja Republika).

„Bałyśmy się tu zostać”

To ważne informacje, ale przekazane przez eksperta. A jak sytuacja wygląda z perspektywy cywili? Reporterzy dziennika „Fakt” odwiedzili kilka wiosek w okolicy pożaru. W Rządzy ciężko było im kogokolwiek spotkać – wielu mieszkańców opuściło bowiem tę miejscowość. Ostatecznie udało im się spotkać mężczyznę, który przyznał, iż rozważał ewakuację, jednak został ostatecznie w domu.

– Wyjechała tylko żona z dziećmi. Ja pilnuję dobytku. Oczywiście, jak zrobi się naprawdę niebezpiecznie, to też wyjadę – zapowiedział.

W pewnym momencie dziennikarze zauważyli kobietę. Też zgodziła się zamienić z nimi kilka słów. Poinformowała, że wczoraj wieczorem siostra zabrała ją i ich mamę – starszą osobę, która nie jest w stanie samodzielnie się poruszać – do siebie, do domu.

– Bałyśmy się tu zostać. Był gryzący dym, było duszno i bolała od tego głowa – powiedziała gazecie.

Czytaj też:
Paraliż na kolei. Pociągi opóźnione nawet o 200 minut
Czytaj też:
Nawrocki chce odebrać Zełenskiemu order. Jest reakcja z Ukrainy

Źródło: „Fakt”