Potężny pożar pod Warszawą. Służby: To nie był przypadek

Potężny pożar pod Warszawą. Służby: To nie był przypadek

Dodano: 
Pożar lasu w powiecie wołomińskim pod Warszawą
Pożar lasu w powiecie wołomińskim pod Warszawą Źródło: PAP / Albert Zawada
Gigantyczny pożar lasu pod Warszawą objął już ponad 100 hektarów. Z ogniem walczą setki strażaków. Służby wskazują na potencjalne przyczyny.

Dramatyczne wieści napływają spod Warszawy. W czwartek 28 maja na terenie miejscowości Międzyleś, w powiecie wołomińskim wybuchł pożar. Z pierwszych doniesień wynikało, że żywioł ogarnął 5 ha lasu, jednak według najnowszych doniesień mowa już o ponad 300 ha. Na miejscu pracuje ponad 800 strażaków policjantów i ratowników.

Pożar pod Warszawą. Bambi Bucket i Black Hawk w akcji

Policja poinformowała, że w związku z pożarami do akcji został włączony specjalny zbiornik na wodę „Bambi Bucket” o pojemności 3 tys. litrów, a także policyjny Black Hawk oraz cztery samoloty Dromader i trzy śmigłowce należące do Lasów Państwowych.

W trakcie briefingu tuż po 23 wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz podkreślił, że na chwilę obecną nie wiadomo, jak długo potrwa akcja gaśnicza. – Wszystko będzie zależało od rozwoju sytuacji. Konieczne było ograniczenie dostępu do kluczowych dróg na tym terenie. Działamy również we współpracy z samorządem lokalnym, który odpowiada za zabezpieczenie zaplecza logistycznego – tłumaczył polityk.

Rzecznik mazowieckiej straży pożarnej przyznał, że akcję gaśniczą utrudniają warunku pogodowe. – Cały teren jest zalesiony i wiatr, który jest porywisty, wpływa na prędkość rozprzestrzeniania się pożaru. Na miejsce dosyłane są kolejne zastępy – przekazał Łukasz Darmofalski.

– Za sprawą spadku temperatury i wzrostu wilgotności w nocy płomienie miały wysokość mniej więcej do kolan. Strażacy próbowali intensywnie wykorzystać tę mniejszą intensywność, żeby „złapać” pożar. Równocześnie próbowano oborać pożarzysko z wykorzystaniem ciągników, tworząc głębokie bruzdy mające zapobiec rozprzestrzenieniu ognia. Gdybyśmy nie podjęli tych działań w nocy, istniałoby ryzyko, że rano – wraz ze wzrostem temperatury i spadkiem wilgotności, pożar by się podniósł – wyjaśnił Jan Kaczmarowski, pożarnik Lasów Państwowych.

facebook

Pożar lasu w powiecie wołomińskim. WOT rusza na pomoc

W nocy odbyła się narada z udziałem szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, wiceszefa resortu Wiesława Leśniakiewicza oraz komendanta głównego PSP Wojciecha Kruczka i jego zastępcy Sławomira Sierpatowskiego, którzy na bieżąco monitorują sytuację w powiecie wołomińskim.

– W nocy działania służb skupiły się m.in. na zabezpieczeniu pogorzeliska w celu zapobieżenia rozprzestrzenieniu się pożaru ściółki, a także prewencyjnej wycince drzew w sąsiedztwie DK50, która biegnie w odległości ok. kilometra od pożaru. Ze względu na bezpieczeństwo strażaków, droga na razie pozostaje zamknięta na długości 29 km – wyjaśnił zastępca komendanta głównego PSP.

Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że od samego rana 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej wspiera akcję gaśniczą przy pożarze. S„ytuacja jest bardzo poważna. Z ogniem walczy już blisko 400 strażaków i 75 pojazdów, kolejne siły są kierowane na miejsce. W sytuacjach zagrożenia Wojsko Polskie działa natychmiast – ramię w ramię ze służbami i społecznością lokalną” – napisał szef MON w mediach społecznościowych.

Szef stołecznej policji Krzysztof Ogroński powiedział, że do tej pory ewakuowano 42 osoby z 20 budynków w miejscowości Ołdakowizna i Rządza. Sześć osób zostało tymczasowo zakwaterowanych w szkole podstawowej w Stanisławowie. Na chwilę obecną nie ma planów dalszej ewakuacji mieszkańców.

Pożar lasu pod Warszawą. Jaka była przyczyna?

Na razie przyczyna pożaru pozostaje nieznana. – Jako obywatel nie wykluczam celowego działa – powiedział „Faktowi” Robert Milewski, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa w Mińsku. – W ciągu ostatnich kilku dni na terenie Nadleśnictwa Mińsk mieliśmy do czynienia z podpaleniem, z którym udało się szybko uporać. Nie ma pożarów z nieuwagi. Nie wykluczam, że mamy do czynienia co najmniej z amatorem piromancji. Nie jestem jednak prokuratorem ani służbami. To moje osobiste przeczucie – stwierdził.

W podobnym tonie wypowiedział się nadleśniczy Piotr Serafin. Jak tłumaczył, kamera leśna wychwyciła początkowo jeden słup dymu. – Z relacji załogi samolotu, który nadleciał na miejsce i dokonał pierwszego zrzutu wody, wynikało jednak, że przed frontem pożaru pojawiło się kolejne zarzewie ognia. Ono również szybko zaczęło się rozprzestrzeniać. Z tego powodu możemy sądzić, że było to podpalenie. Wszystko wskazuje na to, że tutaj mogliśmy mieć do czynienia z podpalaczem – opisywał.

Czytaj też:
Potężny pożar lasu pod Warszawą, ewakuacja okolicznych mieszkańców. Tusk reaguje
Czytaj też:
Rozległy pożar pod Warszawą. Strażacy używają Dromaderów i Black Hawk-a

Opracowała:
Źródło: Polsat News / Fakt