Trzeci scenariusz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, a po tym jak kończy - zwykł mawiać Leszek Miller, zwycięzca wyborów. Partię natomiast także po tym, z kim zawiera koalicję. To ważne, czyje żądania i postulaty uwzględnić, z kim gotowa jest iść na kompromisy. Gdy wskaże, z kim jej po drodze, wskaże dokąd zmierza.
Tydzień temu lider SLD deklarował, że skoro jego ugrupowanie nie zdobędzie większości mandatów w Sejmie, przejdzie do opozycji. Po doświadczeniach koalicji SLD - PSL, żenujących awanturach i skandalach -  trudno mu się dziwić. Później Miller wycofał się z deklaracji.
Dziś jasne jest, że musi podzielić się władzą. Z kim? Gdy wybierze oficjalne, lub choćby "ciche" porozumienie z PO - przyzna się, że jego krytyka linii poprzednich, liberalnych rządów RP była zbyt daleko idąca. Gdy wybierze PSL: przyzna, że SLD gotowa jest na kolejne awantury, populizm, opóźnienie negocjacji z UE i zatrzymanie modernizacji polskiej gospodarki.
Możliwy jest jeszcze trzeci scenariusz. Tak naprawdę SLD/UP do pełni władzy brakuje głosów ok. 10 posłów. We wszystkich parlamentach III RP zmiany barw klubowych, łamanie dyscypliny partyjnej stało zawsze na porządku dziennym. Czy trudno namówić 10 posłów do zachowań nielojalnych wobec swoich klubów?
W poprzednich parlamentach - było to możliwe. W tym? Jeszcze nie wiemy. Ale z pewnością od próby przekonania do siebie kilkunastu posłów innych ugrupowań rozpocznie się proces formowania rządu Millera. Na czym się skończy?
Bartłomiej Leśniewski