Śledztwo prowadzone od tyłu

Śledztwo prowadzone od tyłu

W sprawie zabójstwa byłego ministra sportu Jacka Dębskiego od początku wszystko było na odwrót niż zazwyczaj.
Zwykle łatwiej znaleźć "pistolet", czyli człowieka, który wykonuje wyrok, niż jego zleceniodawcę (vide zabójstwo gen. Marka Papały). W śledztwie dotyczącym Dębskiego zleceniodawca - gangster z Wiednia Jeremiasz Barański ps. "Baranina" był niemal od razu wykryty i, co równie nietypowe, są niezbite dowody, że to on zlecał! "Baranina" miał zlecenie wydać przez własny domowy telefon (sic !), który od dłuższego czasu był podsłuchiwany przez służby austriackie.
Problemem było natomiast odnalezienie "pistoleta". Z naszych informacji wynika, że policja od co najmniej kilku miesięcy wiedziała kim on jest, że był pod ciągłą kontrolą. Znaleziono go w więzieniu, odsiadującego wyrok za drobne przestępstwa. Z tym, że informacje te nijak nie dawało się przełożyć na materiały procesowe. Rozpracowywanie "pistoletu" było prowadzone w jak największej tajemnicy. Było ono tak trudne, i ważne zarazem, że bardzo istotne dla policji było, aby o tym zainteresowaniu nie dowiedział się sam zainteresowany.
Bomba pękła, sprawa stała się publiczna. Albo więc policja i prokuratura zdobyła odpowiednie materiały, albo informacja przedostała się do mediów za wcześnie. Jeżeli to pierwsze - dlaczego policja i prokuratura niespodziewanie odmawiają udzielenie jakiejkolwiek informacji, komentarza czy nawet potwierdzenia informacji dotyczącej domniemanego "pistoletu"? Czy dzisiejsze przesłuchanie Tadeusza M. to sukces, czy klęska policji zmuszonej do przerwania w niedogodnym dla siebie momencie tajnej gry operacyjnej?
Violetta Krasnowska

Czytaj także

 0