Węgierski pianista

Węgierski pianista

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeszcze kilka lat temu, czekając na Nobla z literatury wydawnictwa prześcigały się w typowaniu laureata. Z braku trafień w dziesiątkę zarzucono jednak ten zwyczaj. I słusznie bo szwedzcy akademicy w wyborze mistrza pióra okazują się zupełnie nieprzewidywalni.
Nie sprawdziła się w tym roku teoria, że literaturacki Nobel przyznawany jest według klucza politycznego - gdyby tak było dostałby go raczej jakiś opozycyjny literat z Białorusi albo na przykład... pisarka afgańska.
Tymczasem nagrodzono Węgra za znakomitą zresztą autobiograficzną literaturę o Holocauście "Los utracony". Ton tej opowieści - Holocaust oglądany z perspektywy dziecka - porównywany jest słusznie do nagrodzonego dwoma Oscarami filmu Roberto Benigniego "Życie jest piękne". "Cieszmy się bo to w końcu tak jak i my mieszkaniec Europy Wschodniej" - mówi Czesław Miłosz, i ma rację. Dodatkowo winien pochlebiać nam fakt, że tegoroczny Noblista głośno mówi o wielkim wpływie Tadeusza Borowskiego na swoją twórczość.
I jeszcze jedno: Historia jego artystycznego triumfu szalenie przypomina drogę do sławy "Pianisty" Władysława Szpilmana. Wydana na Węgrzech 10 lat temu przeszła niezauważona. Odkryli ją po latach Niemcy a potem odniosła wielki sukces w Ameryce. Identycznie jak w przypadku "Pianisty". Teraz pozostało już tylko czekać Kerteszowi aż w oparciu o książkę jakiś reżyser nakręci film.
Justyna Kobus