Przedstawiciele mniejszości religijnych na Białorusi i liczne organizacje międzynarodowe uznały ustawę za dyskryminacyjną. Uznaje ona bowiem wiodącą rolę Kościoła prawosławnego w państwie (co zapisano w preambule dokumentu), a także wprowadza ograniczenia, utrudniające działalność Kościołów protestanckich i powstawanie organizacji religijnych nowych wyznań.
Jak głosi tymczasem oświadczenie rozpowszechnione w czwartek przez służby prasowe białoruskiego prezydenta, ustawa "stwarza niezbędne warunki do działalności zarejestrowanych organizacji religijnych oraz nie dopuszcza do religijnej ekspansji i rozwoju sekt destrukcyjnych i okultyzmu".
Przeciwnicy ustawy przypominają zaś, że wprowadza ona m.in. cenzurę wydawnictw religijnych. Wedle jej zapisów, aby zarejestrować organizację religijną musi ona istnieć na Białorusi przynajmniej 20 lat. Tym samym nie mają czego w tym kraju szukać np. mormoni czy krysznaici.
Ponadto, zgodnie z ustawą, wspólnota religijna będzie musiała teraz liczyć przynajmniej 20 członków, a sprawowanie obrządków religijnych w lokalach prywatnych zostało zakazane.
W oświadczeniu służb prasowych Łukaszenki przyznano, że przeciwko ustawie protestowały organizacje protestanckie i "niektóre inne". Podkreślono jednak przy tym, że "szum wokół ustawy robiły określone polityczne siły, żerujące na uczuciach religijnych obywateli". Nie wspomniano, że protestował też amerykański Departament Stanu, OBWE i Rada Europy.
"Ustawa nie stawia obywatelom żadnych barier w samodzielnym wyborze własnego stosunku do religii i wyznawania dowolnej religii. Stanowi zrównoważoną podstawę prawną dla tego, by wolność każdego z osobna zbiegała się z ogólnymi interesami społeczeństwa" - głosi oświadczenie.
Prawnik Związku Chrześcijan Pełnej Ewangelii Dina Szaucowa powiedziała PAP, że zbiera dokumenty, by zwrócić się do Sądu Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją i międzynarodowymi zobowiązaniami Białorusi.
sg, pap