Posłanka PO kontra agent "Tomek" - rozstrzygnięcie w kwietniu

Posłanka PO kontra agent "Tomek" - rozstrzygnięcie w kwietniu

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Byłej posłance PO grozi do 10 lat więzienia (fot. PIOTR MOLECKI/Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
18 kwietnia dojdzie do mów końcowych w procesie oskarżonych o korupcję byłej posłanki PO Beaty Sawickiej oraz burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego. Grozi im do 10 lat więzienia. W czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie zamknął przewód sądowy w tym trwającym od października 2009 r. procesie. W sprawie orzeka trzech sędziów zawodowych.
Prokurator Rafał Maćkowiak zapowiedział, że będzie wnosił o uznanie winy podsądnych. Nie ujawnił jednak, jakich kar zażąda od sądu. - W toku procesu nic nie podważyło tez aktu oskarżenia - ocenił Maćkowiak. - Obraz dowodowy, jaki powstał w wyniku procesu, jest zupełnie inny niż ten przedstawiony w akcie oskarżenia - oświadczył z kolei obrońca Sawickiej mec. Mikołaj Pietrzak i dodał, że wniesie o jej uniewinnienie.

Nagrane przez CBA rozmowy nieczytelne

Sąd wysłuchał w czwartek uzupełniających wyjaśnień Sawickiej. Była polityk PO mówiła m.in., że na dokonanych przez CBA nagraniach jej rozmów z agentem "Tomkiem" udającym biznesmena, nie ma ważnych dowodów świadczących na jej niekorzyść. - Zeznania agenta ewoluowały. Po konsultacji ze swym kierownictwem dokonywał on coraz większej konfabulacji - oświadczyła Sawicka.

Sąd ujawnił w 2009 r, że część nagranych przez CBA rozmów jest ze względów technicznych nieczytelna, m.in. przy wypowiedziach oskarżonych "mających znaczenie dla ich odpowiedzialności". Niewyraźnie nagrała się rozmowa, gdy Sawicka miała - według prokuratury - żądać od agentów CBA "korzyści majątkowej". Nagrały się wtedy jej słowa: "Ja to wam wszystko kiedyś pooddaję", oraz ich odpowiedź: "Teraz to chyba żartujesz", ale jej replika jest niezrozumiała. Równie nieczytelne jest nagranie po tym, gdy Sawicka mówi agentowi CBA: "Potrzebuję stówę".

Agent "Tomek" świadomie zagłuszał wypowiedzi Sawickiej?

Obrona podkreślała, że jeśli byłoby tak, iż agent CBA świadomie np. pocierał dłonią klapę marynarki, w której miał ukryty mikrofon - by celowo zagłuszyć nagranie jakiejś wypowiedzi Sawickiej - to taki dowód "podlegałby dyskredytacji". Prok. Maćkowiak replikował, że "należałoby wykluczyć prawdopodobieństwo, że jakiekolwiek nagrania zostały przez kogokolwiek zmanipulowane". Prokuratura twierdziła, że nawet bez odcyfrowania tego, co w nagraniach jest nieczytelne, można uznać winę obojga oskarżonych.

W początkach 2009 r. sąd postanowił zwrócić sprawę prokuraturze by powołała biegłego z dziedziny fonoskopii - aby zbadał czy nagrania CBA nie zostały zmanipulowane. Decyzję tę uchylił potem Sąd Apelacyjny w Warszawie. W 2010 r. SO polecił zaś prokuraturze dostarczenie oczyszczonych przez biegłych 50 godzin nagrań z podsłuchów. Wobec zajęcia krakowskich biegłych zapisami "czarnej skrzynki" prezydenckiego tupolewa, czynność ta znacznie się przedłużyła. CBA zatrzymało Sawicką w październiku 2007 r., gdy przyjmowała - jak uznano w akcie oskarżenia - łapówkę za ustawienie przetargu na zakup dwuhektarowej działki na Helu. Szczegóły nagłośnił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. Z przedstawionych przez niego podsłuchów posłanki wynikało, że liczyła ona też na robienie interesów w związku ze spodziewaną po wyborach prywatyzacją w służbie zdrowia.

sjk, PAP
 1

Czytaj także