Wprost z Cannes: kino w czasach kryzysu

Wprost z Cannes: kino w czasach kryzysu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Cristian Mungiu i bohaterki jego filmu "Po drugiej stronie wzgórz"
Reżyserzy prezentowanych w canneńskim konkursie filmów portretują świat pusty, wypalony, zmęczony. Ponure diagnozy rzeczywistości przedstawili m.in. Cristian Mungiu i John Hillcoat.
Artyści tracą wiarę w dawne wartości. W wielu filmach ideały bohaterów boleśnie zderzają się z rzeczywistością. Z taką sytuacją mamy np. do czynienia w bardzo oczekiwanym obrazie „Po drugiej stronie wzgórz" Cristiana Mungiu.
Laureat Złotej Palmy za „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni" przywiózł do Francji dwuipółgodzinny, posępny dramat. Inspiracją stała się dla niego prawdziwa historia dziewczyny, która umarła poddana egzorcyzmom w rumuńskim monastyrze. Reżyser pokazał na ekranie religijność niepasującą do współczesnych czasów, rytuały pozbawione znaczenia i mocy. Opowiedział także o człowieku, którego nikt nie potrzebuje.

Bohaterka filmu, wychowanka sierocińca Voichita, od problemów codzienności uciekła do monastyru. Pewnego dnia przyjeżdża do niej dawna przyjaciółka z dzieciństwa, która nie radzi sobie z życiem i błaga o pomoc. W zakonie nie ma jednak miejsca dla wątpiących. Alina nie wie co z sobą począć. W szpitalu, do którego trafia, brakuje wolnych łóżek, sierociniec nie przyjmuje z powrotem tych, którzy świadomie go opuścili, a zastępcza rodzina, która kiedyś ją przygarnęła,  wychowuje już nową podopieczną.

Reżyser delikatnie kreśli relację dwóch przyjaciółek. Pokazuje emocje nieoczywiste, nieakceptowane, trudne do nazwania. Ale piekielnie mocne. Ta dziwna miłość jest jedynym silnym i szczerym uczuciem w rzeczywistości filmu Mungiu.

Równie wypalony świat buduje John Hillcoat. Oparty na kanwie prawdziwych wydarzeń z epoki amerykańskiej prohibicji scenariusz „Poza prawem" napisał Nick Cave. Na konferencji prasowej muzyk pokłócił się z irańskim krytykiem, który stwierdził, że film przypomina mu „Zabójstwa Jesse’go Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”  Andrewa Dominika. – Co za sk…n – skwitował tę wymianę zdań Cave.

Reżyserzy coraz częściej sięgają po westernową konwencję. Kiedyś jednak gatunek ten niósł wiarę w sprawiedliwość i ład. Dzisiaj sięgający po niego twórcy opowiadają diametralnie inne historie, w których dobro nie wygrywa ze złem. Hillcoat portretuje trzech braci, którzy w czasach prohibicji prowadzą nielegalną gorzelnię. Marzą o spokojnym, dostatnim życiu, ale muszą zmierzyć się z mafijnymi gangami i równie bezwzględną, skorumpowaną policją.   Wszystko tu jest gorzkie. W jednej z najbardziej przejmujących scenie najmłodszy z braci mści się za śmierć przyjaciela. Ale wendetta nie daje mu satysfakcji. W rozdzierającej ciszy, jaka zapada po wystrzale z rewolweru, nie kryje się nic katarktycznego. „W 1933 prohibicję zniesiono" – mówi narrator z offu pod koniec filmu. A my odnosimy wrażenie, że cierpienie i przelana krew bohaterów były niepotrzebne. Hillcoat przedstawia nam refleksję nad historią i tragiczną ironią losu. Nad ulotnością spraw, które wydają nam się najważniejsze.
„Po drugiej stronie wzgórz" i „Poza prawem” nie są arcydziełami. Ale można w tych filmach dostrzec  ducha epoki. Znak czasów kryzysu, kiedy wszystko, co pisane wielką literą, wydaje się skompromitowane, przebrzmiałe, nieaktualne.

Krzysztof Kwiatkowski, Cannes

 0

Czytaj także