Łódź: zabił żonę i dziecko? Proces odroczony

Łódź: zabił żonę i dziecko? Proces odroczony

Dodano:   /  Zmieniono: 
fot. sxc
Do końca września łódzki sąd okręgowy odroczył proces 36-letniego Mariusza M. oskarżonego o zabójstwo żony i dwojga swych dzieci. Wtedy też ma dojść do konfrontacji biegłych, którzy wydawali opinie o stanie zdrowia psychicznego mężczyzny.

Proces w tej sprawie toczy się od sierpnia ub. roku. W marcu tego roku obrona złożyła wniosek o ponowną obserwację psychiatryczną oskarżonego, bo dwie dotychczasowe opinie biegłych w tej sprawie różniły się.

Mariusz M. trafił na obserwację sądowo-psychiatryczną do Wrocławia, która trwała od kwietnia do maja tego roku. Po jej zakończeniu biegli wydali kolejną opinię.

W czwartek podczas rozprawy sąd przyznał, że i tym razem różni się ona od poprzednich. Dlatego zdecydował o skonfrontowaniu biegłych, którzy badali oskarżonego. Dopiero po przeprowadzeniu konfrontacji sąd zadecyduje o dalszym losie procesu.

Jak się dowiedziała PAP od osób zbliżonych do sprawy, według opinii wydanej przez biegłych z Wrocławia są podstawy, aby stwierdzić, że oskarżony był niepoczytalny.

Tragedia rozegrała się w połowie września 2010 roku w wieżowcu przy ul. Dąbrowskiego w Łodzi. Nad ranem przyjaciółka rodziny zaalarmowała policję, że nie może się z nikim skontaktować, a dzieci nie pojawiły się w szkołach. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, mieszkanie było zamknięte; przy pomocy strażaków weszli do środka.

W jednym z pokoi - w łóżkach - znaleziono zwłoki dwójki dzieci: 14-letniego chłopca i 9-letniej dziewczynki; w kolejnym - przykryte kołdrą ciało ich 35-letniej matki. Obok niej na łóżku leżał mężczyzna - mąż i ojciec ofiar. Miał obrażenia świadczące o tym, że usiłował odebrać sobie życie. Jak ustalono, wszystkie ofiary zginęły od uderzeń siekierą. Sprawca zabił najpierw żonę, a później syna i córkę.

Łódzka prokuratura przedstawiła Mariuszowi M. zarzuty dokonania trzech zabójstw. Mężczyzna przyznał się do winy. Wyjaśnił, że planował popełnić samobójstwo, ale uznał, że rodzina sobie bez niego nie poradzi i postanowił ich wcześniej zabić. Początkowo chciał dokonać zbrodni bronią palną, ale nie mógł jej zdobyć. Kupił więc siekierę, którą ukrył w mieszkaniu. Ustalono też, że w dniu zabójstwa żona miała go zawieźć do szpitala psychiatrycznego, bo martwiła się o jego zdrowie.

Mężczyzna już w latach młodości planował samobójstwo; podejmował też próby samobójcze, ostatnią rok przed zbrodnią. Wtedy rzucił pracę i przeszedł na zasiłek rehabilitacyjny. Mariuszowi M. grozi kara od ośmiu lat więzienia, a nawet dożywocie.

eb, pap

+
 0

Czytaj także