Balon na uwięzi

Balon na uwięzi

Dodano:   /  Zmieniono: 12
W samochodzie słuchamy polskiego hymnu. Antoś zachwycony frazą: „złączym się z narodem”. Powtarzać będzie ten fragment aż do wieczora. Przy okazji uroczyście podkreśla gestem rączki owe „złączenie z narodem”, jakby ciął szablą, która kończy zwrotkę pierwszą. W programie śpiewany był też hymn Unii Europejskiej, który wzrusza mnie jakoś inaczej. Czuję metafizyczny dreszcz: udało się, jesteśmy w Europie, to cud, chociaż w tej Unii nieźle się kiełbasi. Wieczorem pod prysznicem Antoś nagle pyta: „Tata, a co to takiego jest naród?”. Ano właśnie. Naród dziwne zwierzę, czasami szlachetne i dobrotliwe, kiedy indziej złowrogie. Jednego jestem pewien, przedstawiciele narodu, którzy natrętnie o narodzie gadają, są zwykle mało estetyczni. Pojęcie narodu obrzydzali nam wytrwale komuniści, ale z tym łatwo można było sobie poradzić. To, co obecnie z narodem wyczynia PiS, ale też media narodowe, to już poważna sprawa. Dzieje się to w ramach wolności, więc mogą nam naród obrzydzić na amen, równie skutecznie jak Kościół wiernym niektórzy biskupi. Widzę, że obsesyjnie wszystko mi się kojarzy z PiS i prezesem, jak publicystom „smoleńskim” wszystko z Tuskiem. To jest emocjonalne uwikłanie, które zaczyna być złowrogim nałogiem.

*

Książka Christophe’a André „Niedoskonali, wolni, szczęśliwi” to świetna praca paryskiego psychiatry o poczuciu własnej wartości. Po angielsku zwięźlej – self-esteem, to fundament naszego domu. Tam mieszka nasz prokurator i adwokat, rezyduje sąd najwyższy, który co chwila wydaje wyrok. Ta instancja tak oczywista i nam bliska, że zwykle jej nie dostrzegamy, chociaż decyduje o naszym samopoczuciu. I towarzyszy nam od rana do nocy. Jej niemilknące tło jest jak muzyka, która dla wielu zmienia się w nieznośny zgiełk, gdzie powtarza się motyw: jesteś gorszy, niewystarczający. Z tego miejsca wypływają liczne rzeki, też zazdrość, zawiść, zgorzknienie. Książka klucz nie tylko do naszych drzwi, ale także do bram narodowych, o czym już autor nie pisze. Specjalista od nieszczęść w historii narodów Jean Delumeau zauważył, przenikliwie pisząc o Polsce: „Narody niekochane przez historię są jak dzieci niekochane przez rodziców”. Polacy mają więc chronicznie zaniżone poczucie własnej wartości. Ujawnia się to często, teraz zapewne z okazji igrzysk olimpijskich, gdy szykuje się katastrofa medalowa. Wiele jednak zmienia się na lepsze. Widzą to i chwalą nasi rodacy rozsiani po świecie, a przybywający do Polski na wakacje. Ale nadal zbyt liczne twarze są zatrzaśnięte, a złe myśli zachmurzają oblicza.

*

Po taśmowym idiotyzmie przyszedł czas na głębszą refleksję. Ten idiotyzm miał swego bohatera. Tak już jest w naszej tradycji, że im większy dureń, tym głośniej obwieszcza swoją głupotę. Znam społeczności, w których durnie wolą siedzieć cicho. Dla mediów mały idiotyzm mało jest wart, ale już monstrualny bywa w cenie. By przejść w końcu do głębszej refleksji – dotyczy ona nowej nomenklatury. Media jak długie i szerokie biegają teraz, węsząc obsadzanie stanowisk przez polityków swoimi i rodziną. Przez pół wieku robiła to jedna partia, teraz jest ich kilka. Jedno i drugie zjawisko odnotowuję uparcie od lat. A sam przecież miałem szanse, by wejść do tej nowej nomenklatury. Kiedy w roku 1994 wróciłem ze Sztokholmu, rezygnując po czterech latach z kariery dyplomaty, spotkałem na ulicy kolegę z Unii Wolności. Kiedy dowiedział się, że pracuję w jakiejś redakcji, zdumiony wykrzyknął: „Tak nisko!”. Takie zdumienie towarzyszyło mi bodaj przez rok czy dwa, ale potem nadal zdarzało się, że ktoś łapał się za głowę: „To ty jesteś nieobsadzony?!”. Po 20 latach to myślenie ma już grubą i zdrewniałą łodygę.

*

Nad miastem w balonie na uwięzi pokonuję lęk wysokości, aby sprawić Antosiowi radość. A wszystko na godzinę przed wybuchem powstania. Patrzę, jak rosną wieżowce Warszawy rozciętej Wisłą, która była wtedy linią życia i śmierci, wody i ognia. Na pobliskim Stadionie Narodowym tłum młodych już gromadzi się, czekając na koncert Madonny. PiS i PO toczą śmiertelny bój, kto ma pierwszeństwo w miłości do powstania. Dlatego z roku na rok celebra rośnie, ale czy nie jest jak ten balon na linie? Moja mama, porucznik AK, od początków mej pamięci do dzisiaj powtarza: bez sensu. Ona już tylko pamięta młodych, którzy umierali na jej rękach. Liczby mówią: zginęło 18 tys. powstańców i 200 tys. mieszkańców. Liczby nie zawsze mówią same za siebie, ale haniebne zachowania polityków i ich wyznawców pasożytujących na powstaniu – już tak. To oni są niesmaczni, co mnie żywo obchodzi, a koncert Madonny nic. Przegapiamy godzinę 17, kupując rośliny do naszego ogrodu. Niech rosną na tym, co było, dla tego, co będzie...
Więcej możesz przeczytać w 32/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 12

Czytaj także