Zapiekli

Zapiekli

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Wracam do problemu rozsypania się dawnych reguł gry i do tego, jak teraz męczymy się, próbując stworzyć nowe. Człowiek do niedawna niewiele miał do powiedzenia na temat swego losu, określały nas miejsce urodzenia, pochodzenie, zawód i płeć. Dzisiaj musimy stwarzać się jakby sami, zastępując pana Boga, który coraz niechętniej nami się zajmuje, a czasami nawet mówi: mnie to chyba w ogóle nie ma.

Co się porobiło choćby z wychowaniem dzieci, uzmysławia ta scenka. Mój synek ma lat pięć i pół, podobnie Stefek, jego sąsiad – miejscem akcji są schody w naszym domu (chłopcy mieszkają tuż obok siebie, ale nie spotykają się często – to też znak czasu – mają więc sporo do pogadania). Nie wiedzą, że ich słyszę, zwykle mało zgodni, teraz bez trudu się dogadują: „My to nie mamy dobrych rodziców”. Teraz Antoś: „Moja mama za łatwo się denerwuje. Ja wolę mojego tatę”. Na co Stefek: „U mnie też mama często krzyczy. Tata jest lepszy”. Antoś nagle tańczy i śpiewa piosenkę, w której pierwsza zwrotka zaczyna się od słów: „Bo tata jest potrzebny, żeby pibić gwóźdź...” . (Wzrusza mnie to „pibijanie”, gdzie niknie „rz”. Pamiętam, mam sześć lat, na podwórku wbijamy w coś gwoździe, mój przyjaciel Adaś nagle szepce do dziewczyn: „Tomek nie potrafi przybijać gwoździ”. Tak mnie to zabolało, że czuję do dzisiaj).

Kiepski wynik medalowy na igrzyskach od razu ujawnia polskie wysokie, ale bardzo kruche poczucie wyższości. I jakaś stara, krążąca od wieków w naszym krwiobiegu drzazga mocarstwowości Polski zaczyna nagle kuć nas w serce. Nawet ci Ukraińcy i Kazachowie mogli, a my nie.

Celny tekst w „Polityce” Roberta Krasowskiego „Prawicowy umysł”. Pamiętam Roberta, gdy sam był jeszcze w kręgu tego myślenia, które dopiero zaczynało się radykalizować. W swoim rozbiorze polskiej prawicy pisze: „Cała dzisiejsza polityka, w tym prawicowa, jest zimna i wyrachowana. Kto zatem próbuje zrozumieć prawicę przez pryzmat smoleńskiego szaleństwa, popełnia duży błąd. Bo miesza taktykę ze stanem umysłu. Kłopot z prawicą jest inny. Ona nie zwariowała, po prostu się myli (...). Prawica postrzega siebie jako strażnika rozumu w bezmyślnej epoce. Jest inaczej. Prawica jest tej bezmyślności kolejnym przejawem (...). Z Kaczyńskim lepszej Polski nigdy nie będzie (...)”.

Oj, to chyba za słabo powiedziane. I nie zgadzam się z lekkością, z jaką Robert godzi się na wyłączanie moralności z polityki. Gra w życie to też gra szlachetnymi złudzeniami, stwarzanie pozorów jest niezbędne, by podpierać moralność podmywaną przez nasz egoizm. Antoś tuż przed zaśnięciem pyta nagle: „Tata , a kto to jest naiwniak?”. Odruchowo odpowiadam: „A choćby tata”. Cenię jednak naiwność, jeśli tylko jej nie za wiele. I nie jest moralnie obojętne, jakim cynizmem się gra. Jego formy kształtowane są przez chemię naszego umysłu. Cynizm rządu dusz PiS budzi w ludziach obłęd albo karmi już istniejący. Dlatego wyjątkowo jest podły i obrzydliwy. A gdy gra się kłamstwami długo, z przekonaniem, że są konieczne dla dobra sprawy, zaczyna się wierzyć w fikcję. Tak porobiło się w głowach dawnych kolegów Krasowskiego – zapiekł im się umysł. A pamiętam, jak nie lubili ojca dyrektora i jego radia z taką pasją, z jaką zwalcza się co pokrewne, ale kompromitujące przez prymitywny radykalizm. Rozmawiałem choćby z Ewą Stankiewicz, kiedy jeszcze nie opętała jej smoleńska katastrofa. Spieraliśmy się, co oczywiste, nagle podstępnie pytam: Radio Maryja? Wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Teraz wszyscy są z ojcem dyrektorem w słodkiej symbiozie. Wróg okazał się tak zbrodniczy, bezwzględny i trudny do pokonania, że polityczne bajdurzenia toruńskiego medium brzmią dla prawicowego ucha jak słodka muzyka. To z porażek tak im się porobiło, z męki Tantala – władza tuż, a znowu nic. Powrót do rządów PiS, możliwy jedynie na fali kryzysu i na chwilę, będzie klęską i ostatecznym upadkiem prawicy. Lecą więc do władzy jak ćmy do ognia. A tu jeszcze istnieją powody bardziej zasadnicze, chociaż ukryte, niemal metafizyczne. To duch czasu, który jest liberalny. Kto z nim wygra?! Jak było nie popaść w zapiekłość… Walka z in vitro, z małżeństwami gejów i lesbijek, z nowoczesną antykoncepcją, wszystko nadaremne. Prąd rzeki i tak zrobi swoje. Żadna wielka zmiana nie jest jednak bezkarna. Ci, którzy tak pochylają się z czułością nad mrożonymi zarodkami, a też nasłuchują niemego krzyku mordowanych płodów, zwykle są zupełnie głusi na krzyk bitych dzieci i nędzę dorosłych. Prawdziwy problem o krok dalej: to wybór płci dziecka, koloru oczu, dalej nawet cech charakteru. Konserwatyzm i zapiekłość blokują jakąkolwiek dyskusję, też tam, gdzie ona konieczna. W wielkim lesie przyszłości nigdy nie mamy pewności, jakie ścieżki i gdzie nas ostatecznie zaprowadzą. A w miejscu stać trudno, stopy mamy przystosowane do biegu...
Więcej możesz przeczytać w 33/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także