Blaszane zegarki, pierzaste koguciki

Blaszane zegarki, pierzaste koguciki

Dwudziestu dwóch lat potrzebował prof. Henryk Samsonowicz, były minister edukacji, by zrozumieć, że szkolna katecheza wyrządza szkodę zarówno religii, jak i standardom edukacyjnym polskiej szkoły.
W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” stwierdził nagle (czyżby doczekał się wnuka, który go o tym przekonał?), że katecheci nie są przystosowani do zawodu pedagogicznego, że religia jest nauczana w sposób archaiczny oraz że nie odpowiada współczesnej młodzieży. Profesor Samsonowicz niechętnie się przyznaje, że katecheza została wprowadzona tylnymi drzwiami (przez instrukcję, a nie ustawę), a swoją decyzję uzasadnia brakiem czasu (na demokratyczne procedury) oraz… „wolą społeczną”. Czy zrobił badania dotyczące owej „woli”? Jakiś sondaż? Konsultacje inne niż z episkopatem? Nie zrobił, choć jako historyk powinien być nieufny wobec takich kategorii jak „wola społeczna” czy „powszechne pragnienie”. Ja, w tamtych czasach, wywodząc się z podobnego środowiska, nie znałam nikogo, kto chciał religii w szkole, a nawet – przeciwnie – nasłuchałam się wielu argumentów od głęboko wierzących katolików, że szkolna katecheza zniszczy sacrum i niezwykłość wiary, sprowadzając ją do banalnej lekcji, której treść będzie się wykuwało na pamięć. Dziś nawet się jej nie wykuwa. Dziś się ją olewa.

Biedna Polska lat 90. decyzją ministra Samsonowicza zaczęła wydawać potężne miliony na pensje dla katechetów, których kompetencji, umiejętności, a nawet zdrowia psychicznego nikt nie mógł zweryfikować, bo mieli „misję kanoniczną” powierzoną przez biskupa, według tylko jemu znanych kryteriów. Misję sowicie opłacało i nadal opłaca państwo, czyli my, podatnicy. Dlaczego?

Chciałabym, żeby prof. Samsonowicz przeliczył, jakie są koszty jego decyzji, jakie są zyski i czy nie warto było przeznaczyć tych pieniędzy na edukację obywatelską, moralną, ekologiczną czy filozoficzną, prowadzoną przez specjalistów.

Profesor Samsonowicz nie ma jednak żadnych wątpliwości, że religia jest niezbędna, ponieważ uczy młodych ludzi „prawdy i dobra”. Doprawdy? Według moich obserwacji na lekcjach religii młodzież niewątpliwie uczy się o tym, czym jest zło (a jest nim – według Kościoła – homoseksualizm, aborcja, ateizm i zapłodnienie in vitro), oraz o tym, że dobrem jest posłuszeństwo Kościołowi. A ten jaki jest, każdy widzi.

Żeby nie być gołosłowną, powołam się na ostatni dokument, jaki z okazji rozpoczęcia roku szkolnego oraz tygodnia wychowania (16-22 września) wyprodukował episkopat w postaci listu pasterskiego. Pasterze dziękują w nim katechetom za „mądre i staranne wychowanie” oraz wyrażają niczym niezmącone przekonanie, że katecheza „sprzyja pełnemu rozwojowi człowieka”, „wzbogacając proces edukacyjny w nowe treści”. Jakie? Więzi z Kościołem. Czy prof. Samsonowicz zgadza się, że na tym właśnie polegają prawda i dobro w życiu młodego człowieka, a zwłaszcza obywatela?

I jeszcze jedno. Najważniejsze. Byłam ostatnio na kilku uroczystościach kościelnych. Impulsem do jednej z nich było święto parafii i wizyta bardzo ważnego biskupa. Pomijam to, że wieś była przez kilka miesięcy dosłownie łupiona przez proboszcza, który wymuszał datki na godne przyjęcie hierarchy. Chodzi mi o odpust wokół kościoła, który odbywał się po mszy. Na odpuście są stragany. Szukałam „blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku, motyli drewnianych”, a znalazłam… broń. Oczywiście w postaci zabawek. Na wielu stołach leżały karabiny maszynowe, pistolety, bagnety i mnóstwo petard. Pytałam, jak można po mszy katolickiej sprzedawać zabawki w postaci narzędzi przemocy i zagłady, zwłaszcza że odpust odbywał się niemal dokładnie w dniu procesu Breivika? Bo mamy wolny rynek – powiedzieli parafianie – wszędzie tak jest! Broń jest na każdym odpuście. Zapewne proboszcz lub biskup ograniczyliby tę wolnorynkową wolność, gdyby sprzedawano karykatury papieża lub „gołe cycki”. Ale broń? Niech się dzieci bawią! Bo przecież religia służy „pełnemu rozwojowi człowieka”.
Okładka tygodnika WPROST: 36/2012
Więcej możesz przeczytać w 36/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 58
  • Janusz IP
    artykuł nieobiektywny. Zresztą pani Sroda obiektywna nie jest
    • Paniusia IP
      Dziękuję, Pani Minister, to było dobre, co Pani napisała. Pozostaję z szacunkiem
      • Wirgiliusz II IP
        \"Prawda objawiona\" ma się tak do prawdy o wszechświecie jak gronkowiec na zardzewiałym ostrzu noża w operacji na otwartym sercu!!! Szkoda, żę nie mają o tym pojęcia profesorowie-purpuraci. Ludzie! MAMY JUŻ XXI WIEK !!! A oni ciągle w ciemnogrodzie! Gdybyśmy ŚWIAT rzeczywistej, matematycznej nauki posiłkował się mądrością uczonych-purpuratów, człowiek nigdy by poleciał na Księżyc a mroczna iNKWIZECJA smażyła by  żywcem w smole do dziś postępowe umysły gatunku ludzkiego.
        • Wirgiliusz IP
          \"Prawda objawiona\" ma się tak do prawdy o wszechświecie jak gronkowiec na zardzewiałym ostrzu noża w operacji na otwartym sercu!!! Szkoda, żę nie mają o tym pojęcia profesorowie-purpuraci. Ludzie!!!!!!! MAMY JUŻ XXI WIEK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A oni ciągle w ciemnogrodzie!
          • PS IP
            doskonały tekst, to smutne że mamy XX! wiek a w kraju dalej tak duże znaczenie ma przestarzała i wielokrotnie skompromitowana instytucja jak Kościół