Śmiłowicz o Janinie Goss

Śmiłowicz o Janinie Goss

Janina Goss (fot. MICHAL ROZBICKI / Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Kiedyś wysyłała Jarosławowi Kaczyńskiemu kasztany, które miały neutralizować negatywne promieniowanie. Od kilku lat posyłana jest przez PiS na kluczowe misje medialne. Janina Goss, bo o niej mowa, ma teraz zrobić porządek w „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Drugi tydzień września. Na czołówkach wszystkich mediów informacja o prowokacji, jaką dziennikarz GPC przeprowadził wobec prezesa gdańskiego sądu okręgowego Ryszarda Milewskiego. To pierwszy przypadek, by materiał z bardzo wyrazistego politycznie i niszowego dziennika tak mocno przebił się do „mainstreamowych” mediów. Ale akurat wtedy samej „Gazety Polskiej Codziennie” nie można nigdzie dostać. Jest dostępna tylko w Warszawie. To efekt zerwania umowy ze spółką Rejtan, która zajmowała się przewożeniem gazety z drukarni do kolporterów. Zerwanie tej umowy to była jedna z pierwszych decyzji, jaką podjęła Janina Goss, gdy została prezesem wydającej GPC spółki Forum. A została prezesem po tym, jak większość udziałów w Forum przejęły podmioty gospodarcze związane z PiS (spółka Geranium, w której z kolei udziały ma spółka Srebrna, związana ze środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego od lat 90.).

Po jakimś czasie zostaje zawarta umowa z nową firmą transportową i GPC wraca do kiosków w całym kraju. Ale straty są nieodwracalne. A ledwo ciągnąca GPC musi zapłacić kary kolporterom. Ale zespołowi najbardziej żal jest straconej szansy na wzrost sprzedaży, w związku z głośną prowokacją. W dodatku, także decyzją pani prezes, część zespołu nie dostaje wynagrodzeń. Chcieliśmy spytać Janinę Goss o przyczyny jej decyzji, ale była dla „Wprost” nieuchwytna.

Jakiekolwiek decyzje będzie podejmować Janina Goss, będzie to na pewno zgodne z wolą Jarosława Kaczyńskiego. Bo jest to osoba, którą obdarza szczególnym zaufaniem i która nie pierwszy raz posłana została w trudną medialną misję.

Janina Goss to postać w łódzkim PiS na poły legendarna. Opinie o niej są niemal jednobrzmiące: Apodyktyczna, konfliktowa, charakteropatka, pociągająca za wszystkie sznurki. To ona układa zawsze listy wyborcze, a zarazem unika obejmowania odpowiedzialnych funkcji. Samotna, nie lubi kobiet. Zdecydowana, dobra organizatorka, bezgranicznie oddana Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Według zgodnych opinii łódzkich działaczy PiS Goss karierę zawdzięcza przede wszystkim bliskiej znajomości z Jadwigą Kaczyńską, matką Lecha i Jarosława. Już w latach 90., jako działaczka PC, miała zaprzyjaźnić się z Jadwigą Kaczyńską i przyjeżdżać na niedzielne obiady do jej żoliborskiego domu. Przy okazji przywoziła pani Jadwidze zioła na poprawę zdrowia. Bo właśnie parzenie ziół to jedna z pasji Janiny Goss (nazwa spółki Geranium wynika z tych jej zainteresowań).

Przyjaźń z Jadwigą Kaczyńską i udział w rodzinnych obiadach siłą rzeczy zbliżyła Janinę Goss do Jarosława Kaczyńskiego. Samemu Kaczyńskiemu miała przekazywać – jak relacjonowała w 2007 roku „Gazeta Wyborcza” -  kasztany, neutralizujące negatywne promieniowanie. – To podobny przypadek jak Małgorzaty Raczyńskiej, kontrowersyjnej szefowej telewizyjnej jedynki za rządów PiS – opowiada była działaczka Prawa i Sprawiedliwości z Łodzi. – Podobno Lech Kaczyński, który rzadziej bywał na tych rodzinnych obiadach, miał nieco chłodniejszy stosunek do Janiny Goss, niż Jarosław – dodaje.

Porozumienie Centrum było w latach 90. targane konfliktami. Jednak Goss, która w tych konfliktach miała swój udział, do końca została przy Jarosławie. Nawet wtedy, gdy łódzka komórka PC liczyła zaledwie kilka osób. To pozwoliło Jarosławowi wymienić ją w wydanej w 2006 roku książce „O dwóch takich…” wśród najbardziej sprawdzonych działaczy, obok Ludwika Dorna, Przemysława Gosiewskiego czy Adama Lipińskiego.

Gdy w 2001 roku powstał PiS, od początku odgrywała w nim kluczową rolę. Nie chciała startować w żadnych wyborach, formalnie pełniła tylko funkcję skarbnika. Łódzcy działacze wiedzieli jednak, że jej opinia może być kluczowa dla ich dalszej kariery w partii. To wtedy przylgnęło do niej przezwisko Tekla – od pajęczycy Tekli z Pszczółki Mai. Przydomek wziął się stąd, że Goss miała oplatać partię siecią swoich wpływów. - To ona decydowała, kto jest w łódzkim PiS ważny, a kto przepadnie – opowiada łódzki działacz, proszący o zachowanie anonimowości.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym numerze tygodnika "Wprost"

Nowy numer "Wprost" od 12.00 w niedzielę jest dostępny w formie e-wydania. Najnowsze wydanie tygodnika dostępne jest też na Facebooku.

Czytaj także

Czytaj także