Misjonarz karkołomny

Misjonarz karkołomny

Andrzej Stankiewicz i Piotr Śmiłowicz rozmawiają z prof. Piotrem Glińskim.
 Andrzej Stankiewicz, Piotr Śmiłowicz": Po co to panu? Naukowiec z dorobkiem i profesorskim tytułem wchodzi do polityki jako kandydat PiS do budowy rządu z poparciem Palikota, Millera i Ziobry. Taki rząd nie powstanie, to fantasmagorie.
Proszę poczekać z takimi ocenami, przecież jeszcze nie zacząłem rozmawiać ze wszystkimi przedstawicielami partii politycznych. A do polityki postanowiłem wejść, bo mam krytyczną diagnozę państwa. Nasza demokracja działa źle, jest niedojrzała, nie ma społeczeństwa obywatelskiego. To jest krytyka całych 20 lat, ale rząd PO przez pięć lat nic nie zmienił.

Według pana PiS daje takie możliwości? Przecież już rządziło przez dwa lata, a przez ponad cztery lata miało swojego prezydenta.
 Ja oceniam rządy PiS nie najgorzej, biorąc pod uwagę trudną sytuację koalicyjną tej partii. Pierwsze rządy PiS nie do końca sprawnie prowadziły dialog ze społeczeństwem, także ze względu na brak praktyki.
Polacy nie wiedzą o panu nic albo niewiele: profesor socjologii, zaangażowany ekolog. Ma pan rodzinę?
 Mam żonę i córkę, ale one nie uczestniczą w tym projekcie. Chcą zachować prywatność.
Reżyser Robert Gliński to pański brat?
 Tak, to mój dwa lata starszy brat. Wsparł mnie w tej misji.
Doradza panu w kwestii wizerunku?
 Nie, zawodowo jesteśmy całkowicie autonomiczni.
Podobno wspinał się pan po górach?
 Kiedyś się wspinałem, ale już teraz nie, choć bardzo lubię góry. Żegluję – mam starą łódkę na Mazurach. Jeżdżę i biegam na nartach. Kiedyś wyczynowo uprawiałem dżudo. W ostatnich latach podróżuję – jeździłem dużo do Azji, byłem w Chinach, na Tajwanie, na Syberii, w Mongolii. Podróżowałem Koleją Transsyberyjską, przepłynąłem kutrem Bajkał, zgubiłem się w tajdze. Dużo by opowiadać.
Jest pan wegetarianinem?
 Już nie jestem. Nie jadłem mięsa przez 20 lat, ale musiałem zrezygnować z powodów zdrowotnych.
Jarosław Kaczyński nie jest politykiem szczególnie ufnym. Jeśli zaproponował panu tę misję, to znaczy, że ma do pana zaufanie. Nasze relacje opierają się na zaufaniu. Łączy nas odpowiedzialność za Polskę. Nie mam nic osobistego do premiera Tuska, tylko chciałbym, żeby zrobił coś dobrego dla kraju. A nie robi. Powinniśmy choćby się dogadać co do katalogu spraw najważniejszych.
A uważa pan, że nie ma takiego kompromisu, który akceptuje większość społeczeństwa?
 Uważam, że nie ma. Jest chaos i potworny konflikt. Musimy zdecydować, czy opieramy się na połączeniu dekalogu z prawami człowieka, czy pozwalamy na chaos? Proszę choćby spojrzeć na szkołę.
Co ma pan na myśli? Krzyże w salach lekcyjnych?
To też, choć nie tylko. Krzyż jest po prostu elementem naszej polskiej tożsamości kulturowej. Chodzi mi o to, czy młodzi ludzie powinni być wychowywani bez kanonu wartości? Czy też umówimy się, że chcielibyśmy mieć obywateli odpowiedzialnych za wspólnotę, którzy wiedzą, że mają wobec niej obowiązki? Mnie bliższe jest to drugie. Uważam, że polskiej szkole grozi nihilizm. To wina kolejnych ministrów.
Widzimy, że w tej kwestii także myśli pan podobnie jak PiS.
 Podzielam też stosunek tej partii do tradycji i symboli patriotycznych. Uznawanie patriotyzmu za odmianę rasizmu uważam za niedopuszczalne.
Na ile dla pana ważny był Smoleńsk? Podobno właśnie po katastrofie zbliżył się pan do PiS.
 Nie, to wymysł. Ale myślę, że katastrofa smoleńska to kompromitacja polskiego państwa.
To, że oddaliśmy postępowanie wyjaśniające Rosjanom?
 Oni sami sobie je wzięli. Ale polski rząd nic w tej sprawie nie zrobił, nawet symbolicznie nie zaprotestował. A najgorszy dla mnie był moment tuż po katastrofie: wstrzymywanie przez Rosjan przyjazdu Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska, by delegacja z premierem Tuskiem mogła go wyprzedzić. To było straszne, a Tusk i tak nic na tym nie zyskał.

W pana wypowiedziach przez ostatnie lata wiele jest jednak zasadnicznych wobec doktryny PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest szczególnie życzliwa samorządności, w tym organizacjom pozarządowym, w które jest pan zanurzony. W dodatku w niektórych kwestiach wypowiada się pan jak rasowy liberał, choćby snując opowieści o prywatyzacji energetyki, co dla PiS jest nie do przyjęcia.
Jeszcze nikt w PiS mi nie powiedział, że to nie przyjęcia. Zresztą nie jestem członkiem PiS. Ja mam być rozwiązaniem pozapolitycznym. Jestem spoza polityki i zdecydowałem się wejść do niej po to, by przeprowadzić karkołomną misję. Dla mnie zwycięstwem będzie, jeśli uda mi się zaistnieć w życiu publicznym z nową filozofią polityki i nowymi propozycjami.
Jak pan sobie poradzi jako premier, skoro nie kierował pan nigdy żadną instytucją administracji?
 Po 1989 r. było wielu premierów bez doświadczenia.
Zna pan już nazwiska ewentualnych członków rządu? Będzie on autorski?
 Oczywiście najlepszy byłby gabinet autorski. Mam kilku kandydatów, ale nazwisk nie mogę zdradzić. Mogę tylko określić model: wyraziści ekonomiści jako ministrowie finansów i pracy.
 Będzie pan konsultować swoje pomysły z Jarosławem Kaczyńskim?
 Mam wolną rękę. Podczas wystąpienia w Sejmie przedstawi pan kandydatów na ministrów? Jeśli będę miał możliwość wystąpienia, najprawdopodobniej ich zaprezentuję.
Spotka się pan z Palikotem w sprawie poparcia? Jeszcze niedawno porównywał go pan z komunistycznym rzecznikiem rządu Jerzym Urbanem.
Będę rozmawiał ze wszystkimi klubami parlamentarnymi.
Czy za udział w tej misji dostał pan od PiS jakąś propozycję? Miejsce na liście w wyborach?
 Nie dostałem. Traktuję to jako projekt jednorazowy. Nie chcę się zastanawiać, co będzie później.
To jeszcze raz zapytamy – po co to panu?
 Bo to jest dobre dla Polski.
Okładka tygodnika WPROST: 41/2012
Więcej możesz przeczytać w 41/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0