Jak zdradzają Polacy

Jak zdradzają Polacy

Połowa Polaków i jedna trzecia Polek ma za sobą zdradę partnera – wynika z nowatorskich badań CBOS. To trzykrotnie więcej, niż dotąd uważali socjologowie.

Lubuskie Lubniewice, koniec lat 50. Trzydziestokilkuletnia Michalina Wisłocka, jedna z pierwszych polskich seksuolożek, poznaje tajemniczego mężczyznę, którego nazwiska nie zdradzi nawet w pamiętnikach. Na swoim koncie ma nieszczęśliwe małżeństwo oraz, jak stwierdzi później, żadnego satysfakcjonującego seksu. Teraz wszystko się zmienia. „Leżałam naga, skulona jak mysz w pułapce. Mówiąc szczerze, bałam się trochę... Jurek taki wielki, kudłaty i umięśniony jak bokser. Ten niedźwiedź klęczał przy łóżku, patrzył i szeptał jakieś cudowne słowa, zaklęcia czy prośby i delikatnie pieścił wargami moją skórę, jak coś pięknego i kruchego” – będzie wspominała po latach.

Wielkie uczucie trwa tylko miesiąc, ale Wisłocka podkreślała, że gdyby nie ono, do końca życia myślałaby, „że takie przeżycia istnieją jedynie w wyobraźni powieściopisarzy i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością”. Przelotny związek staje się impulsem do napisania słynnej „Sztuki kochania”. Pierwszy w Polsce popularny „podręcznik seksu” sprzeda się w 7 mln egzemplarzy i stanie się początkiem seksualnej rewolucji w kraju. – Z formalnego punktu widzenia to była zdrada, ale ile dobrych owoców przyniosła – zauważa prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. W przyszłą sobotę w Lubniewicach otworzy Park Miłości im. dr Michaliny Wisłockiej. – Będzie to chyba jedyne w Polsce miejsce upamiętniające skok w bok! – uśmiecha się naukowiec.

Trudno uwierzyć, że powstaje dopiero teraz. Z najnowszych badań CBOS wynika bowiem, że doświadczenie niewierności ma za sobą 42 proc. Polaków. – Te wyniki były dla nas dużym zaskoczeniem – przyznaje Natalia Hipsz, socjolożka z CBOS, która kierowała projektem badawczym na temat zdrad i romansów Polaków. Dotychczas do zdrady lub romansu z osobą pozostającą w trwałym związku przyznawało się w badaniach zaledwie ok. 14 proc. respondentów. Socjologowie podejrzewali wprawdzie, że ta liczba jest zaniżona, ale nie wiedzieli, jak sprawdzić rzeczywisty stan rzeczy. – Pytania o kwestie obyczajowe to odwieczny problem badacza. Zwłaszcza jeśli pytamy o takie zachowania ankietowanych, które w społeczeństwie oceniane są jako naganne moralnie czy wręcz grzeszne – wyjaśnia Hipsz. Wielu pytanych wstydzi się bowiem odpowiadać szczerze mimo zapewnień, że badania mają charakter anonimowy i będą wykorzystane jedynie do celów poznawczych. Dzięki zastosowanej przez CBOS nowatorskiej metodzie badawczej – technice losowej odpowiedzi (randomized response technique) – dyskomfort związany z przyznawaniem się do negatywnie postrzeganych zachowań zmniejszono do absolutnego minimum. Efekt? Szokująco szczere odpowiedzi, które wywracają do góry nogami nasze dotychczasowe wyobrażenia o wierności i niewierności Polaków. A przy okazji zburzyły kilka mitów o samych zdradach.

Mit pierwszy: zdradzają faceci

Według CBOS w zdrady lub romanse z osobami będącymi w stałym związku angażuje się w ciągu życia ponad połowa mężczyzn i jedna trzecia kobiet. Zwłaszcza to drugie jest sporym zaskoczeniem – we wcześniejszych badaniach przyznawało się do tego zaledwie 7 proc. pań. Wygląda więc na to, że Polki są nie tyle wierne, ile dyskretne – swoje skoki w bok skrzętnie ukrywają.

Zdaniem seksuologa prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, o ile liczba niewiernych mężczyzn jest stała od lat, o tyle kobiety coraz częściej są nie tylko zdradzane, lecz także same zdradzają. – To efekt przemian cywilizacyjnych, a konkretnie większej aktywności pań we wszystkich dziedzinach życia. Zwłaszcza odkąd pracują zawodowo, mają więcej okazji do romansów, np. biurowych – ocenia prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Te przypuszczenia potwierdza Pamela Druckerman, amerykańska badaczka niewierności małżeńskiej, autorka wydanej w Polsce książki „Dlaczego zdradzamy? Światowy atlas niewierności”. Jej zdaniem współczesne kobiety zdradzają częściej, bo mając własne pieniądze, nie muszą się oglądać na łaskę i niełaskę męża. Wiedzą też, że jeśli nawet ich małżeństwo się rozpadnie, dadzą sobie radę. – Wśród pacjentów coraz częściej spotykam mężczyzn, którzy mają problemy z tym, by się oprzeć kobiecie – przyznaje prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, autor książki „Seksualność Polaków na początku XXI wieku”. – W naszym społeczeństwie ciągle pokutuje mit, że prawdziwy facet zawsze może i chce iść do łóżka. Bo jeśli nie, to znaczy, że nie jest „wystarczająco dobry w te klocki”. Kiedy więc np. koleżanka

Mit drugi: problem elit

Stereotypów na temat zdrad jest więcej. CBOS zbadało, jakie osoby najczęściej wykazują skłonność do niewierności. – Media zasypują nas doniesieniami o kontrowersyjnych znajomościach nawiązywanych przez mężów stanu i gwiazdy show-biznesu. Trudno nam jednak było uwierzyć, że tego typu zachowania dotyczą wyłącznie osób publicznych – mówi Natalia Hipsz. – Nagłaśniane romanse celebrytów mogą sygnalizować szersze zjawisko społeczne będące efektem przemian więzi międzyludzkich – wyjaśnia.

Po badaniach CBOS powszechna opinia, że zdrady to domena dobrze wykształconych, bogatych facetów z wielkich miast, legła w gruzach. Oni jedynie częściej niż inni przyznają się do swoich skoków bok, tak naprawdę najwięcej na sumieniu mają mieszkańcy wsi i miasteczek z podstawowym i zawodowym wykształceniem. Bardziej niewierne okazały się też osoby biedniejsze. W przypadku osób z dochodem ponad 1,5 tys. zł na głowę niespełna jedna trzecia ma za sobą doświadczenie zdrady lub kontaktów intymnych z osobami pozostającymi w związkach. W przypadku osób z dochodem poniżej 750 zł – ponad połowa. To wyniki idące kompletnie w poprzek stereotypów. Jednak zdaniem prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza życie seksualne polskiej wsi zawsze było bogate. Podobnie jak tendencja do ukrywania tego faktu. – Znamy to już z literatury, chociażby „Chłopów” Reymonta – zauważa. Myślenie w kategoriach „co ludzie powiedzą” połączone z brakiem społecznego przyzwolenia na niewierność powoduje, że swoje romanse ludzie muszą starannie ukrywać. Co innego w Warszawie, gdzie nie znamy nawet sąsiadów z bloku. – Na romanse trzeba mieć czas – dodaje seksuolog. I zauważa, że społeczności zapracowane mają uboższe życie seksualne. – Przykładem są Japończycy, którzy bardzo późno przechodzą inicjację. Tymczasem dla ludzi ubogich seks, zdrada może być wręcz swoistym źródłem adrenaliny. Jakąś rozrywką w smutnym życiu – wyjaśnia profesor.

Tak było w przypadku męża 28-letniej Beaty. Kobieta mieszka na podkarpackiej wsi. Ma 16-miesięczną córkę. Kiedy dziecko się urodziło, jej facet zaczął coraz rzadziej bywać w domu. Wieczne nadgodziny, usprawiedliwiane tym, że teraz mają większe potrzeby. Delegacje, bo w pracy wizja awansu i nie można odmówić. A w konsekwencji zmęczenie, którym wyjaśniany był brak seksu. Romans wyszedł na jaw, kiedy mąż zapomniał się wylogować ze skrzynki e-mailowej. Beata od razu wiedziała, kim jest kochanka, przecież w okolicy wszyscy się znają. Pokłóciła się z mężem, ale afery nie zrobiła. Osoba, z którą zdradzał ją mąż, to synowa szefa męża. Gdyby stracił pracę, nie mieliby z czego żyć. – A ja jestem totalnie uzależniona od swego faceta. Nie mam prawa jazdy, więc zakupy mogę robić tylko wtedy, kiedy on ma czas. Teściowa, u której mieszkamy, powiedziała mi, że romans syna to moja wina, bo ciągle narzekałam na brak pieniędzy. W rezultacie on musiał więcej pracować i się stresował – opowiada Beata. Jej mąż twierdzi, że romans przerwał, ale Beata na wszelki wypadek już go nie kontroluje. – Moją jedyną zemstą jest to, że nie poruszam tematu. Tak jakbym w ogóle nie była zazdrosna. Mam wrażenie, że szlag go trafia – opowiada.

Mit trzeci: wakacyjny skok w bok

„Niezależnie od wszystkiego zawsze będziesz w moim życiu” – taki SMS znalazł z kolei w telefonie żony 34-letni Krzysztof. Dzień wcześniej padła jej komórka, on miał ją zanieść do naprawy. Coś go podkusiło, żeby sprawdzić skrzynkę. Wiadomości były wykasowane, ale treść SMS-ów pozostała w raportach doręczeń. Wojtek zastosował blef, powiedział, że o romansie wie od jej kochanka, do którego zatelefonował. Żona tłumaczyła, że jedynie pożyczyła telefon koleżance. – Uwierzyłem, postanowiliśmy zostać razem – opowiada Krzysztof. – Ale po takich przeżyciach ludzie zachowują się różnie. Ja ciągle ją zadręczałem pytaniami, pięć minut spóźnienia i była afera. Sprawdzałem telefon, ale wszystko było OK. Po roku poprosiłem o billingi. Okazało się, że przez ten czas ciągle dzwoniła pod numer telefonu faceta, od którego przyszedł ten pierwszy SMS. To był jej kumpel z pracy. Rozstaliśmy się – relacjonuje. Przykład jego żony przeczy powszechnemu mitowi, że do zdrad dochodzi najczęściej z dala od domu, w czasie wakacyjnych wyjazdów i urlopów. Jak wynika z badań CBOS, zdecydowanie najciemniej jest pod latarnią. Na pytanie o miejsce poznania osoby, z którą przyszło nam przeżyć romans lub zdradę, najczęściej pada odpowiedź „w pracy” (34 proc.). – Relacji miłosnej z osobą, z którą pozostawało się w relacjach zawodowych, sprzyja wyższe wykształcenie, stosunkowo rzadko tego typu związki nawiązują w pracy osoby z wykształceniem podstawowym – zauważa Natalia Hipsz. Jedna czwarta badanych przeżyła swój skok w bok „w kręgu znajomych lub przyjaciół”, 9 proc. – w szkole i na uczelni, a jedynie 6 proc. – „na urlopie, wyjeździe, w sanatorium”. Jako miejsce zawierania intymnych znajomości niesłusznie demonizujemy internet – w ten sposób partnera poznaje jedynie 5 proc. Polaków przyznających się do zdrady.

Mit czwarty: prawda wyjdzie na jaw

W każdym zakazanym związku prędzej czy później pojawia się problem konspiracji. Na temat tego, jak ukryć zdradę, powstają specjalne fora internetowe. Doświadczona11 radzi: „Zmuszać się do regularnego seksu. Brak zainteresowania tymi sprawami to powód do podejrzeń”. Kriss: „Kochanka lub kochanek nigdy nie powinni być zapisani pod własnym imieniem. Najlepiej zmienić im płeć. Czułe wiadomości wykasowywać”. Tom_7 ma na ten temat inne zdanie: „To zbyt oczywisty sposób, każdy głupi to wykryje. Jeśli już się w to bawimy, kochanka dla niepoznaki powinna co jakiś czas wysłać esemesa jako kolega z pracy”. Co ciekawe, w sprawie zdrady kobiety często doradzają w internecie facetom. Ewidentnie w trakcie swojego romansu muszą kombinować za partnera. Magdula80: „Nagły przypływ chęci do spędzania z sobą czasu jest podejrzany. Jeśli nigdy nie zapraszałeś żony do restauracji, propozycja spędzenia w ten sposób wieczoru zapali ostrzegawczą lampkę”. Inna znaleziona w sieci rada: „Raz na jakiś czas warto specjalnie zapomnieć wziąć z domu komórkę. Zostawić w niej tylko wiadomości służbowe i osobiste od kolegów – pójdźmy razem na piwo albo coś takiego. Nie wykasowywać całej skrzynki, to podejrzane”. Marta77 podsumowuje tę dyskusję dosadnie: „Faceci, jesteście żałośni. Większość z was jest zbyt głupich, żeby zdradzać. Nie umiecie kłamać, plączecie się w zeznaniach, ciągle zostawiacie ślady. A najlepsze jest to, że jesteście przekonani, że tego nie widzimy”. Co na to badania CBOS? W sumie wynikają z nich dobre wieści dla zdradzających i gorsze dla zdradzanych: zdecydowana większość zdrad nigdy nie wychodzi na jaw. Na pytanie, czy o romansie dowiedział się stały partner, pozytywnie odpowiedziało jedynie 27 proc. ankietowanych, którzy przyznali się do niewierności. Tylko jedna czwarta skoków w bok skończyła się rozpadem związku. Bo też większość polskich romansów ma charakter przelotny. – Jak łatwo się domyślić, ich ujawnieniu sprzyja dłuższy czas trwania intymnej relacji – wyjaśnia Natalia Hipsz.

Mit piąty: cyniczni kochankowie

Zdaniem Pameli Druckerman trauma po małżeńskiej niewierności trwa zwykle dwa lata. W tym czasie temat wraca jak bumerang, jest źródłem nieustannych podejrzeń, osłabia wzajemne zaufanie. Potem jednak powoli przestaje być obciążeniem. Co nie zmienia tego, że nadal oceniana jest krytycznie, wręcz potępiana. Kilka lat temu zrobiono badania dotyczące oceny zdrady wśród Amerykanów. Okazało się, że mieszkańcy USA niewierność uznają za większe zło niż poligamię i klonowanie ludzi. W Polsce rzecz ma się podobnie – według CBOS dwie trzecie Polaków krytycznie ocenia już samo flirtowanie, a 80 proc. potępia sytuację, w której taki flirt prowadzi do seksu. Co ciekawe (a chyba też optymistyczne), nawet osoby przyznające się do romansowania na ogół uważają takie postępowanie za niedopuszczalne. Monogamia pozostaje zatem w Polsce ideałem, do którego dążymy, choć nie zawsze nam to się udaje. Prof. Zbigniew Izdebski radzi więc, by zdrady nie demonizować. – Absolutnie nikogo do niej nie namawiam, ale czasem skok w bok uświadamia partnerom, że w ich relację wdarł się kryzys – podkreśla seksuolog. – Dzięki tej świadomości zaczynają oni pracować nad związkiem, co ostatecznie prowadzi do jego uzdrowienia. W tym sensie, paradoksalnie, takie zdarzenie może przynieść dobre owoce. I nie chodzi tylko o słynną książkę Michaliny Wisłockiej. ■

Okładka tygodnika WPROST: 26/2013
Więcej możesz przeczytać w 26/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także