Negocjują ze śmiercią

Negocjują ze śmiercią

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zamiast rąk używają głosu. Tylko rozmową można uratować samobójcę. Kim są ci, którzy na co dzień negocjują z tymi, którzy postanowili uciec od życia?

Negocjatorzy mówią, że nawiązywanie kontaktu z samobójcą jest trochę jak próba poderwania ładnej dziewczyny. Najtrudniej zacząć. Bo co właściwie można powiedzieć człowiekowi, który stoi na dachu i chce skoczyć? Grzegorz, negocjator z Komendy Stołecznej Policji, mówi, żebym spróbował to sobie wyobrazić. – Osiedle, typowe blokowisko. Na dole stoi duża grupa osób. Połowa krzyczy: „Skacz!”. Dla rozrywki albo dlatego, że nie mogą się dostać do domu, bo strażacy rozkładają poduszkę. Wyglądam przez klapę na dachu, wieje wiatr, człowiek siedzi na brzegu. Nie ma miejsca na eksperymenty. Nie można brnąć od razu do problemu, krzyknąć: „Po coś pan tam wlazł?!”. Trzeba powiedzieć dzień dobry. Grzecznie, żeby człowieka nie obrazić albo czymś nie dotknąć. A potem? Trzeba do niego mówić. O wszystkim. Najlepiej o czymś pozytywnym, powoli, delikatnie, naokoło. Dlatego na akcje prawie zawsze jeździmy w cywilu. Mundur tworzy bariery. Najtrudniej jest wciągnąć człowieka do rozmowy. Gdy już zacznie gadać, to jakby uchylił furtkę. Negocjator wsadza tam stopę, żeby desperat nie chciał już skoczyć.

Więcej możesz przeczytać w 39/2013 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także