Dzisiejsze, wbrew pozorom wysokie, wyroki w sprawie tzw. "Pruszkowa" można uznać za wielki sukces mediów. Bowiem jak na największą i najlepiej zorganizowaną grupę przestępczą w kraju - akt oskarżenia był słaby.
Kiedy aresztowano członków gangu (przypomnijmy - było to w wakacje, wielu gangsterów nie było w Warszawie, tylko na wywczasach) - ogłoszono to jako wielki sukces organów ścigania. Potem, w akcie oskarżenia poza enigmatycznie brzmiącym "kierowaniem zorganizowaną grupą" zarzucano jej bossom m.in. próbę włamania do zakładów przy Kasprzaka na początku lat. 90. Warto dodać, próbę nieudaną, bo włamywaczy wystraszył przechodzień. Podstawą dzisiejszego skazania były zeznania świadka koronnego Jarosława Sokołowskiego, "Masy", któremu sąd dał wiarę.
Dobrze, że zapadły wyroki. Warto jednak przy tej okazji zwrócić uwagę, że cały proces (i gromadzenie materiałów przed nim) dowiódł, że organa ścigania nie mogły się pochwalić poważniejszymi sukcesami, jeśli idzie o rozpracowanie gangsterów i ich przestępczej działalności. Mówiąc krótko - o działalności gangu i wyczynach jego szefów wiedziano niewiele, a akcja zatrzymania i aresztowania była mocno na wyrost.
Od ponad dwóch lat czekamy na, równie szumnie zapowiadane, rozbicie zaplecza finansowego skazanych dziś gangsterów. I niewiele wskazuje na to, że się doczekamy.
Violetta Krasnowska