Nie nakarmimy Irakijczyków - przegramy w Iraku

Nie nakarmimy Irakijczyków - przegramy w Iraku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Amerykanie i ich sojusznicy są celem roszczeń miejscowej ludności, coraz bardziej niezadowolonej ze złych warunków życia i braku bezpieczeństwa. Nie nakarmimy Irakijczyków - przegramy pokój po irackiej wojnie.
Amerykański administrator Iraku Paul Bremer zapowiada, że jego najważniejszym celem będzie odbudowa gospodarki - by w kraju zniszczonym przez wojnę szybko powstały nowe miejsca pracy. Na razie Bremer musi się jednak skoncentrować na tym, na czym naprawdę się zna - czyli na zwalczaniu terroryzmu. Do trwałego pokoju i bezpieczeństwa wciąż bowiem daleko. Od zakończenia wojny w Iraku zginęło ponad 40 amerykańskich żołnierzy. To prawie jedna czwarta łącznej liczby amerykańskich ofiar śmiertelnych czasu wojny. Amerykanie są teraz łatwiejszym celem dla niedobitków reżimu Saddama Husajna, niż podczas wojny. Muszą kontrolować nie tylko najważniejsze drogi i miasta, ale cały kraj.

W wyniku rosnącego oporu musieli podjąć dwie szeroko zakrojone operacje wojskowe przeciw swym wrogom w Iraku. W jednej stracili śmigłowiec. Nie ma dnia bez incydentów z użyciem broni, bądź protestów przeciwko rządom okupacyjnym. Dawny pałac dyktatora w Bagdadzie, a dziś siedziba dowództwa sił koalicyjnych, stał się miejscem przyciągającym protesty. Brak bowiem miejscowych struktur władzy, które mogłyby wypełnić próżnię po obalonym reżimie. W efekcie to Amerykanie i ich sojusznicy są celem roszczeń miejscowej ludności, coraz bardziej niezadowolonej ze złych warunków życia i braku bezpieczeństwa. Zamiast przyjaciół, Waszyngton ma w Iraku coraz więcej wrogów. Jeśli chce wygrać wyścig z czasem, to musi szybko doprowadzić do wyłonienia irackich władz, które wezmą na swoje barki współodpowiedzialność za losy kraju.

Juliusz Urbanowicz