Zapiski z tygodnia

Zapiski z tygodnia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sylwester Latkowski, red. naczelny “Wprost“ 
21 lipca, poniedziałek, "Żakowski ma satysfakcję": 3800 km z dala od wszystkiego. Słońce, palmy, Atlantyk. Wino z miejscowych winnic. Odpoczynek. Tak się mi wydawało. Ale dzwoni mecenas Piotr Kruszyński. Sąd oddalił zażalenie na akcję prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w redakcji „Wprost”. – To niebezpieczny precedens. Prokuratura może teraz przeszukać każdą redakcję – mówi mecenas. Postanawiamy nie składać broni. Zwrócimy się do rzecznika praw obywatelskich o złożenie kasacji w Sądzie Najwyższym i odwołamy się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Sąd uznał, że prawo do zachowania tajemnicy dziennikarskiej jest tylko świstkiem papieru. Przypomnę: działania ABW, nadzorowane przez prokuratorów, nie gwarantowały nam, że nie zostanie naruszona tajemnica dziennikarska. Zabezpieczenie komputerów sparaliżowałoby pracę redakcji i utrudniło wydanie tygodnika. Funkcjonariusze ABW nie byli przygotowani do zrobienia kopii binarnej mojego laptopa i innych redakcyjnych komputerów marki Apple. W tej sytuacji na odebranie komputerów nie mogliśmy się zgodzić. Minister sprawiedliwości Marek Biernacki wyraził w tej sprawie podobne zdanie. Można to było zrobić inaczej, tak jak się zresztą ostatecznie stało. Osobiście, bez asysty ABW, kilka dni później przyniosłem do prokuratury pliki z kopiami nagrań (pliki, nie, jak żądano, nośniki, bo nigdy ich nie posiadaliśmy). Czy utrudnialiśmy śledztwo? Nie, bo wcześniej opublikowaliśmy całe nagranie, które potwierdzało to, co opisaliśmy w tygodniku: że osobami nagrywającymi była obsługa restauracji. To samo zresztą usłyszał ode mnie przed publikacją szef CBA Paweł Wojtunik, który niezwłocznie przekazał tę wiedzę ministrowi spraw wewnętrznych Bartłomiejowi Sienkiewiczowi (bezskutecznie próbowałem spotkać się z szefem MSW przed publikacją). Nie było tak, jak próbowano później przekonywać w mediach, że oto na trop nagrywających wpadł ktoś z prokuratorów, po wysłuchaniu nagrań. To były ustalenia „Wprost”. Godzinę później otrzymuję SMS: „Jacek Żakowski na pewno się cieszy z tej decyzji. On, gdyby mógł, sam pomógłby agentom ABW wykręcać ci ręce i odebrać laptopa”.

22 lipca, wtorek

Kelnerzy upokorzyli ABW

Ostatnie strony książki Tima Weinera „Wrogowie. Historia FBI”. I smutna refleksja po lekturze. Agencję upokorzyli terroryści z Al-Kaidy. Nasz odpowiednik amerykańskiej służby, ABW – kelnerzy.

23 lipca, środa

Sikorski ma taśmę

Telefon z Warszawy od polityka. Minister Radosław Sikorski ma już całą taśmę ze swoją rozmową z Jackiem Rostowskim. Na pewno otrzymał ją z „chmury”, a nie od uległych służb – komentuję w myślach. – Teraz przystąpi do ataku na „Wprost”– słyszę. Wyłapie kilka słownych pomyłek w stenogramach, a usłużne władzy media wykorzystają to, by zatrzeć w pamięci opinii publicznej negatywny wydźwięk całości rozmowy. Rozumiem, że opublikuje także fragment, w którym zarzuca jednej z ofiar smoleńskich (tu zacytuję): „On był sadomasochistą i pedałem”. Co słysząc, Jacek Rostowski rzuca ze śmiechem: „Przecież my jesteśmy liberalni i tolerancyjni”.

24 lipca, czwartek

Dobre i złe podsłuchy

Rafał Ziemkiewicz na internetowych stronach „Do Rzeczy” pisze: „Źle przyjmuję narzekania, że »środowisko« jest niezorganizowane. Owszem, jest. Jest organizacja dziennikarzy, SDP. Jest organizacja funkcjonariuszy agitpropu, która SDP nazywa PiS-owcami, a siebie Towarzystwem Dziennikarskim. I jest taki czerwony ZBoWiD, grupujący »dziennikarzy« z PRL – Stowarzyszenie Dziennikarzy RP [...]”. Bardzo więc zmartwiło mnie, że SDP dało się wkręcić wspomnianym jaczejkom w jakieś „wspólne oświadczenie” mające uzasadnić, że podsłuchy można publikować tylko w „interesie społecznym”. To znaczy niby się odcięło, ale niejasno, że zasada niby-słuszna… Otóż diabeł tkwi w szczegółach. A w szczegółach oświadczenie ułożono tak, by sugerowało, że interes społeczny to podsłuchiwanie żenujących tekstów podpitych posłów PiS, ale jeśli ktoś podsłucha ministrów omawiających łamanie konstytucji, to tego już publikować nie wolno.

Selfie z ambasady USA

Polska przegrała w Strasburgu sprawę o tajne więzienia CIA w Kiejkutach. Płacimy rachunek za służalczość wobec USA. Więzienia CIA, Irak i Afganistan niczego nas nie uczą. Prezydenta Stanów Zjednoczonych nadal przyjmujemy jak króla, a dziennikarze beztrosko robią selfie z uroczystości obchodów 4 lipca w ambasadzie USA w Warszawie. Nie pytają na przykład o to, kiedy zniesione zostaną wizy dla Polaków. Ochoczo oklaskują amerykańskiego ambasadora, który raczy ich infantylnymi wykonaniami świątecznych piosenek.

25 lipca, piątek

„Zaj...ać” PiS komisją śledczą

Premier Donald Tusk na pierwszej od ponad miesiąca konferencji prasowej odniósł się do powstania sejmowej komisji śledczej w sprawie likwidacji WSI. Stwierdził, że „bez entuzjazmu, ale zagłosowałby za jej powołaniem”. Czyli Tusk posłuchał ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który przed kilkoma miesiącami, w rozmowie z Jackiem Rostowskim w restauracji Amber Room w warszawskim Pałacyku Sobańskich, powiedział: „Uważam, że można zajebać PiS komisją specjalną, w sprawie Macierewicza. [...] Kaczyński się przyspawał do Macierewicza i teraz trzeba Macierewiczem ich obu na dno pociągnąć. To, co jest w materiałach prokuratorskich, jest miażdżące. Można zrobić dwuletni cyrk. I niech oni się tłumaczą”. Dziennikarka Dominika Długosz (@DidiDlugosz) na Twitterze krótko podsumowała premiera: „»Nie rekomendowałbym powołania komisji« 5.02.2014, »Z bólem zagłosowałbym za« 25.07.2014. Znajdź różnicę. Najlepiej w sondażach”.

Seremet tłumaczy się z rewizji u posła

Bezrefleksyjne, łamiące konstytucję decyzje prokuratury i ich usłużne wykonywanie przez funkcjonariuszy służb ABW i CBA, które miały miejsce ostatnio – wejście do redakcji prasowej tygodnika „Wprost” i do pomieszczeń należących do posła Jana Burego – muszą wywoływać niepokój u przeciętnego Kowalskiego. Myśli sobie: „Jeśli z nimi robią, co chcą i jak chcą, to co mogą zrobić mnie i moim najbliższym?”. O tym zapomnieli prokurator generalny Andrzej Seremet i odpowiadający za służby Bartłomiej Sienkiewicz. Ostatnie działania prokuratury i służb podważają zaufanie nie tylko do tych instytucji, ale przede wszystkim odbierają opinii publicznej poczucie, że żyjemy w państwie demokratycznym, gdzie prawo nie jest tylko instrumentem w realizacji celów władzy.

Żenująca gra w zaparte

„PO to partia zdemoralizowanych taborów, a nie husarii”. Kto to powiedział? Nie polityk PiS, ale Włodzimierz Cimoszewicz w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Według niego Tusk „uczynił z niej [partii – SL] własną osobistą koterię niezdolną do samodzielnego życia”. Na pytanie, co powinno się stać po ujawnieniu przez „Wprost” taśm, na których usłyszeliśmy Sienkiewicza i Sikorskiego, odpowiedział: Obaj powinni byli podać się do dymisji. To byłaby reakcja poważnych, honorowych polityków. Pozwalałoby to także zmniejszyć szkody. Tymczasem, wraz z premierem, wybrali żenującą grę w zaparte. Jak facet z dowcipu wracający nad ranem do domu w stanie wskazującym na spożycie. Witającej go żonie, która nie chciała uwierzyć w bajkę o bibliotece, oświadcza w końcu, że taką wersję wybrał i będzie się jej trzymał do końca. W sumie jest to żenujące i dowodzi, że rządzenie naszym krajem upada coraz niżej.


Tekst pochodzi z nr 31 tygodnika "Wprost", dostępnego w formie e-wydania.

W poniedziałek od 6. rano w formie e-wydania ukaże się najnowszy numer "Wprost" , a w nim - kolejne zapiski z tygodnia.

Tygodnik będzie również dostępny w dystrybucji na terenie ca łego kraju.