Jak Orbán zrobił dobrze Putinowi

Jak Orbán zrobił dobrze Putinowi

Rozmowa WŁODZIMIERZA KARPIŃSKIEGO, JACKA KRAWCA I ZDZISŁAWA GAWLIKA.

Styczeń 2014. Warszawska restauracja Sowa & Przyjaciele. Prezes PKN Orlen Jacek Krawiec czeka na ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego. Minister mocno się spóźnia. W międzyczasie Krawiec ucina sobie pogawędkę z kelnerem w VIP-roomie. Z jej tonu widać, że panowie dość dobrze się znają. „Dużo będę kurde miał teraz wyjazdów” – mówi prezes. „Na szczęście same europejskie, bo na te długie mi się nie chce. Kelner, żartując, proponuje catering osobisty, po czym wymienia propozycje obiadowe. – Pójdę w mięso dzisiaj, bo na rybach jadę cały czas prawie – mówi Krawiec. Wymienia z kelnerem doświadczenia z treningów na siłowni. Podziwia jego muskulaturę, porównując ją z sylwetką Sławomira Nowaka. Okazuje się, że z nim również kelner utrzymuje prywatne relacje.

Sławomir Nowak jak JacYków

JK: Pan przypakowany, aż się w garnitur nie mieści, więc starczy […]. Kelner: Tak? Widać trochę?

JK: No pewnie. Nie to co Sławek [Nowak – red.], ale [śmiech] […] No teraz to będzie wyglądał. Bo teraz codziennie na siłownię wali na osiedlu u siebie w Gdańsku. [Śmiech kelnera] Kelner: […] Napisałem wczoraj do niego, że jak będzie w Warszawie, to żeby dawał znać i tak dalej, a on, że nie chce nikogo […] zajmować czasu swoją osobą. Ja mówię: weź, bo brzmisz jak w depresji, nie? JK: On ma, no ma depresję. Kelner: Ale mówię, że napisałem mu, że tak ze śmiechem, i tak dalej. Od czasu do czasu piszę do niego teraz. Mówię, że może zrobić karierę jako stylista, prawda? [śmiech] JK: Jak Jacyków. Kelner: Tak jak Jacyków. JK: Szkoda chłopa no. Przeczołgali go równo. Kelner: No, a nic, może się jeszcze odwróci.

Karpiński ciągle jest nieobecny. „Gdzieś utknął chłop... Nie ma kierownika, a tyle pracy mają dalej? A w kancelarii to chłopaki wczasy mają” – śmieje się Krawiec.

„A no tak, bo kierownik w tym… jeździ na nartach” – zauważa kelner. W końcu, po mniej więcej 40 minutach w restauracji zjawia się Włodzimierz Karpiński. „Sorry, ale kurka wodna, przez ten jebany Polimex po prostu” – tłumaczy się na wejściu.

WK: No, Jaskóła [Konrad Jaskóła, były prezes Polimeksu – red.] zaczął, a teraz ma wejść, moja koleżanka Bieńkowska […] Elka, jak już się wgryzła w te sprawy, no to dostała w pałę tą draką.

Równa babka

WK: A dzisiaj z tym Polimeksem, przepraszam, bo już wiesz: wczoraj, gwałtowna narada, ta biedna Bieńkowska dzisiaj miała jakąś konferencję […] jednak pani premier – absolutny sojusznik, bo my się lubimy […]. Jak ona zaczęła swoje przygody ministerialne, to było spotkanie z posłami jakiejś Polski wschodniej […]. I ona tam powiedziała o jakimś rozwoju ekspansyjno-dyfuzyjnym, czy jakimś wiesz, że powstaną silne ośrodki. Kołem zamachowym w tej teorii jest profesor […] od rozwoju regionalnego. Ta teoria sprowadza się, że na koniec wiesz, chuj tam z tą Polską wschodnią, nie? Warszawa, Katowice, nie? […]. I pamiętam, że ona przyszła i zaczęła coś opowiadać i ktoś jej właśnie włożył to w usta, nie? I ona powiedziała, że szanuje tego profesora i dostała taki wpierdol […], że się popłakała w środku dnia. Ja mówię: pani minister, polityka.

JK: Ale w porządku bardzo babka. Byłem z nią w sobotę na jakiejś imprezie i się śmiała, bo mówi, że Donald wyjechał i wyobraź sobie, że blondynka będzie na Radzie Ministrów, kurwa, kierowniczką pracy [śmiech]. WK: Jest bardzo konkretna, bardzo taka… w ogóle niezainteresowana polityką, nie? Sfokusowana na zadaniach, bardzo też. A to też mi bardzo odpowiada. JK: Tak, taka równa, nie? WK: Normalna. JK: Tak. Normalna babka […].

Rozmowa szybko schodzi na kondycję polskiej prasy. Karpiński narzeka, że jedna z bulwarówek zrobiła zdjęcie Nowakowi w sklepie z podpisem „Upadły polityk w tanim markecie nie zostawił fortuny”. Rozmawiają też o zdjęciach premiera z Dolomitów.

JK: Co, że za nim łażą cały czas? WB: Tak. To jest kurwa dramat. Jak kibol z bejsbolówką i w kapturze, tam wiesz, skurwysyny, no. JK: No tak, bo cokolwiek zrobisz, to teraz, kurwa, będziesz miał wpierdol już. W bejsbolówce, to za bejsbolówkę, jakby był w kapeluszu, to w kapeluszu też wpierdol. WB: No. Jak taksówką by pojechał, to „tak źle mu nie jest”, nie? JK: Taaa. Media nasze to jest, kurwa, jedna wielka banda […]. A kierownik jeden urlop spędzi, kurwa, cały za granicą, czy nie [śmiech]? JK: Przyhaczyli go z cygarem, co prawda wczoraj, ale… I się podniecali tym w telewizorze, kurwa, ile ochrona, ile co. Ja pierdolę […]. Gdzie my żyjemy w ogóle? Że ochrona, dzisiaj gdzieś to pisali […] jego kosztuje, kurwa, podatnika 62 tys. zł. No kurwa, o co come on? Jest zagwarantowana, kurwa, przepisami, to gdzie ma jeździć, kurwa, nie wiem? WK: To jest w ogóle jakaś aberracja. JK: To jest, kurwa, jakieś straszne, co się dzieje, nie? WK: No, ale to wiesz, no mają badania, tym żyje naród, nie? Ja przechodzę, bo idę do pracy na piechotę, to przechodzę przez dwa postoje, nie? To albo, kurwa, ktoś śpi, kurwa, albo ma „Superaka” i „Fakt”.

Za głęboka woda dla niej

Panowie dobre kilkanaście minut poświęcają rozmowie o ulubionych ośrodkach narciarskich i o tym, jak przyjemnie się tam odpoczywa. Zastanawiają się, gdzie powinien wypoczywać premier. Rozmowę przerywa pojawienie się kelnera. Pyta, czy „panowie pójdą w mięso czy rybę”. Poleca świetną solę, przyrządzoną „dowolnie tutaj”; w sosie maślano-winnym, z młodymi ziemniaczkami i warzywami, ze szpinakiem i grzybami albo z rydzami i z sosem rydzowym ze szpinakiem. Decydują się na ostatnią wersję. Wybierają też wino.

Kelner: Wino otworzymy, żeby się napowietrzyło przez te parę minut?

Przez kilkanaście minut trwa rozmowa na temat sejmowej Komisji Skarbu. Padają różne nazwiska, Krawiec z Karpińskim wymieniają się wrażeniami. W końcu Krawiec przechodzi do zdaje się głównego punktu spotkania, kwestii składu rady nadzorczej Orlenu.

JK: Słuchaj, zanim Gawlik [Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu – red.] przyjedzie, chciałem z tobą porozmawiać, co robimy odnośnie naszej kadencji. Bo [Zbigniew] Jagiełło [prezes banku PKO BP – red.] poszedł pierwszy, choć muszę ci powiedzieć, że jak ze mną się kiedyś umawiał […], że będziemy razem załatwiać ten temat. A teraz spotykam […] i on mi mówi, wiesz, bo ja doszedłem jednak do wniosku, że trzeba wcześniej zarząd załatwiać. Ale się kurwa umawiałeś ze mną [śmiech].

Jacek Krawiec stara się ustalić kalendarz działań i informuje ministra, kiedy mogłoby się odbyć posiedzenie rady nadzorczej. Zorganizować ma je Angelina Sarota, sekretarz RN Orlenu. Włodzimierz Karpiński zdaje się mieć inne plany wobec niej.

WK: Sarotę nie weźmiemy do zarządu? JK: Do zarządu? No to nowa sprawa. To nie wiedziałem.

WK: Szczerze mówiąc, o tym chciałem z tobą porozmawiać od jakiegoś czasu […]. JK: A skąd pomysł. Szczerze. WK: No z dużych wierchów. Ale ja go jakby żyruję. Ja tym potrafię tym zarządzić […]. JK: Ja ci powiem tak, intelektualnie i jeśli chodzi o doświadczenie nie da rady. Na pewno. Cokolwiek by nie dostała, to nie da rady. To jest duża, skomplikowana organizacja, trzeba by było ją brać na hol i po prostu wiesz, za głęboka woda dla niej.

Nie można pokazywać, że masz w dupie

Rozmowa schodzi na Krzysztofa Kiliana, byłego szefa PGE i kolegę Donalda Tuska. W listopadzie 2013 r. Kilian zrezygnował ze stanowiska. Poszło o strategię. Kilian chciał zredukować liczbę strategicznych i kosztownych inwestycji PGE, na których z kolei bardzo zależało premierowi. O kwestie elektrowni atomowej, poszukiwania gazu łupkowego czy rozbudowy Elektrowni Opole panowie pokłócili się publicznie.

WK: Gadajmy tylko szczerze, bo ja w przyszłym tygodniu będę miał rozmowy z szefem. I on mnie tu sonduje, tu pyta, niby radzi. Po przeprawie z Kilianem, tam, gdzie mówiłem mu od lipca, że to nie pojedzie i że mimo tego, że jestem zafiksowany, on po prostu nie chciał, ja to czułem, że on nie chce […]. JK: W czym innym jest temat […]. On nigdy nie miał takiej skali zarządzania […], Miał bardzo dużą przerwę w życiorysie i nie był do tego merytorycznie przygotowany […]. On, mając Donalda jako kolegę od dwudziestu paru lat, po prostu miał wszystkich w dupie. Ale słuchaj, możesz mieć w dupie, ale nie możesz tego kurwa pokazywać, że masz w dupie, bo tylko sobie wrogów robisz. Niedawno z Olkiem Gradem się spotkałem. Olek jest tak wkurwiony […]. WK: Wszyscy po prostu odetchnęli. Oni po prostu uważali, że to jest wyrocznia, jak on coś powiedział, to jest decyzja z Ujazdowskich [siedziba KPRM – red.]. Oni się go bali, bali się go skontrować. Chora sytuacja. Szef ma taką głęboką świadomość tego […]. JK: Ale to Krzyśka wina, ja mu to powiedziałem: kto ma akcje, ten ma rację. Możesz się nie zgadzać, ale nie możesz mówić w telewizji, że się nie zgadzasz. Bo to jest debilizm. Jak ci nie pasuje, to bierzesz pakujesz walizki, uzgadniasz warunki i wypierdalasz. A nie że robisz sobie pół miasta wrogów kurwa i będziesz teraz sobie chodził i spiskował […].

Polityka genderowa

Okazuje się jednak, że minister skarbu wcale nie chce na siłę wkładać swojego człowieka do RN Orlenu, tylko pilnuje polityki równościowej rządu.

WK: Nie, OK. Bo ja zapytałem, tu pomysł taki, są różne te… Ona w ogóle – między nami – chce odejść do biznesu. To po pierwsze. Po drugie […] za chwilę mi się nałoży w latach wyborczych jakaś pierdolona polityka genderowa. Balans, wzorce, Francja, Skandynawia. Już mnie, wiesz, zaczyna podszczypywać pani pełnomocnik. JK: Dokładnie. To ci mogę podpowiedzieć, bo myśmy ten temat analizowali, jak była Oliwa [Grażyna Piotrowska-Oliwa, była wiceprezes Orlenu – red.] w zarządzie u nas. W największych firmach czy w firmach tego sektora na świecie nie ma kobiet w ogóle. Jak jeżdżę na europejski okrągły stół […], są wszystkie największe firmy przemysłowe oprócz instytucji finansowych i jest tam jedna kobieta na 50 osób. I to, że sobie Francuziki wymyślili… […]. W tej branży, bo masz ratio absolwentów politechniki 10 do 1. Zresztą wiesz, bo kończyłeś.

Karpiński tłumaczy swoje intencje: więcej kobiet w zarządach ma pomóc premierowi w politycznych wojnach.

WK: […] Ja nie jestem supermenedżerem […]. To jest pozycja polityczna. Pierwsza rzecz, że premier docenił z jakichś powodów, zaufał mi. To jest oczywiście wielki zaszczyt i prestiż. Ale czuję się w obowiązku dostarczania mu paliwa. Robić swoje rzetelnie, ale w różnych tych obszarach możliwości wylewarowania się politycznego dostarczyć mu paliwa. I tak sobie założyłem, co mi na razie […], na poziomie nadzoru wychodzi, wiesz kobieta jest u ciebie, kobitka jest u Wirtha [Herbert Wirth, prezes zarządu KGHM – red.], kobieta jest w Azotach, gdzieś jeszcze jest kobitka, kurwa… Azoty, KGHM, Orlen… No i uzgodniliśmy, że trzeba będzie się z tym zmierzyć, że trzeba będzie się napierdalać z Palikotem i z Millerem. Czyli możesz się napierdalać konkretami, nie, nie deklaracjami. Oni są w deklaracjach, wszystko mogą. […].

Skończyło się, że Polaczki

Panowie ustalają kalendarz kolejnego posiedzenia rady nadzorczej. Angelina Sarota nie trafiła do zarządu Orlenu, choć jest nadal w radzie nadzorczej. Panowie przechodzą do rozmowy o Alicji Kornasiewicz, byłej wiceminister skarbu i szefowej banku Pekao SA, która – jak opowiada Karpiński – ma doskonałe relacje w rządzie i twierdzi, że były szef węgierskiego MOL chętnie sprzedałby swoje udziały w chorwackiej spółce INA.

WK: […] Pytała się, czy może dostać takie plenipotencje, czy może rozmasowywać INA, bo według jej rozpoznania […] MOL i rząd chętnie by wyparkował się z INA.

Tu potrzebne wyjaśnienie. Węgierski koncern paliwowy MOL kupił chorwacką firmę petrochemiczną INA. Po pewnym czasie doszło tam do konfliktu pomiędzy Węgrami a chorwackim rządem. Na koniec Chorwaci zarzucili Węgrom, że ci przy okazji prywatyzacji mieli korumpować urzędników. Chorwacki sąd nakazał także zatrzymanie prezesa węgierskiego koncernu Zsolta Hernádiego w związku z toczącym się śledztwem w sprawie skorumpowania przez MOL byłego premiera Ivo Sanadera. Za prezesem Hernádim został wysłany list gończy.

JK: Nie stać nas na 100 proc. INA […]. Byłem u Hernádiego, który się nie może ruszyć z Budapesztu. I on mi mówił, że oni grają na sprzedaż tego Rosjanom. […]. Ja tam jadę, żeby się dowiedzieć, jaka jest cena. Bo to, co wyceniają, to jest za dużo o parę miliardów. To, co musielibyśmy dziś zapłacić, to jest 15 mld, i wiesz, nie stać nas na taki lewar […]. Kornasiewicz OK, ale myślę, że jeżeli podjęlibyśmy decyzję biznesową […], to myślę, że polski rząd ma tak dobre stosunki z rządem chorwackim, że my Kornasiewicz nie potrzebujemy. WK: Też tak myślę.

Jacek Krawiec mówi, że on teraz nie ma problemu z dojściem do najważniejszych ludzi w branży, bo postrzeganie Polski się zmieniło.

JK: […] Jeszcze za rządów Wróbla czy Chalupca [Zbigniew Wróbel, Igor Chalupec, byli prezesi Orlenu - red.], to oni spotykali się z wiceprezesami Łukoila czy Rosnieftu. Ja przyszedłem w 2008 r. i […] wprowadziłem taką zasadę: jak Ruski chciał się spotkać, to musiał być prezes. I się wszyscy zaczęli się spotykać […]. Ja dzwonię dziś do prezesa Totala, Eni, BP, mam spotkanie w tydzień. To jest ten wymiar polskiego skoku w obszarze biznesowym kurwa. Nas szanują. To już się skończyło, że to Polaczki […]. Polska się stała ważnym krajem. To nie to, że my sobie PR robimy.

WK: To najważniejsze wyzwanie polityczne przed nami, o którym mówi Donald, to, żeby z tego zostało coś dla zwykłego Kowalskiego. Żeby to dotarło […].

OrbÁn zrobił laskę Putinowi

Rozmowa wraca na temat wychowania dzieci i o tym, czy warto zostać w Polsce. Do sali wchodzi wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik. Panowie są w dobrych humorach, żartują ze swoich asystentek, opowiadają anegdoty. W którymś momencie rozmowa wraca na temat Węgier i relacji Viktora Orbána z Władimirem Putinem i sytuacji prezesa MOL Hernádiego.

JK: Orbán to mu laskę [Putinowi – red.] zrobił tak, że kurwa ma tylko ogon podwieszony. Elektrownie atomowe dwie na Węgrzech, 10 mld euro kredyt od Ruskich […]. I oczywiście, że South Stream on zrobi, mimo że Unia Europejska się nie zgadza. Pełne poddaństwo […]. Ale słuchajcie, powiem wam jedną sprawę. Kurwa, jak my się różnimy od takich Węgier. Pojechałem do tego Hernádiego, bo on nie mógł wyjechać z Budapesztu, mówię do niego, ty, a ile ty lat dostaniesz […]. I on taki uśmiechnięty, wyluzowany, mówi: Słuchaj, moi prawnicy znaleźli takie coś, że jak w tym samym temacie będzie wszczęta sprawa w jakimkolwiek kraju UE i będzie wyrok uniewinniający, to wtedy wszystkie kraje UE muszą go uznać i ja mogę jeździć do Europy. Ja mówię […] na Węgrzech będzie ta sprawa? On mówi: no tak. Ja mówię, no wiesz, ale to potrwa dwa, trzy lata. On mówi: nie, w kwietniu będzie wyrok. I siedzi obok niego taki dyrektor od spraw prawnych, taki bardzo zaufany gość […]. Abel […]. I on z takim uśmiechem mówi: Abel, powiedz Jackowi, kto mnie będzie oskarżał w tym procesie na Węgrzech. A Abel mówi: moja żona. Kumacie? Wyobrażacie sobie taką sytuację. Żona jest prokuratorem oskarżającym, wyrok uniewinniający, wszystko załatwione. Wyobrażacie sobie, że to jest u nas? […]

ZG: Może jest, ale my nie wiemy […]. WK: To się marzy Kaczyńskiemu. Takie relacje w polityce wewnętrznej.

Ty wiesz, że jestem wice

Rozmowa przenosi się na problemy kadrowe PGE, sejmowej Komisji Skarbu i jej członka Jana Burego z PSL. Pojawiają się też wątki innych ministrów.

WK: Ja to mam problem Burego, którego mogę wyjebać w kosmos […]. ZG: Nie zrobisz tego, nie dasz rady. Nie będziesz się przecież kopał ze wszystkimi. Chyba że jakoś załatwisz, że komisja będzie jakoś funkcjonowała. WK: Ja pierdolę. No i co się stanie, gdy komisja nie przyjmie informacji od ministra. I co? JK: Co macie jakiś problem […]? WK: Bury wszystkich ich okiwał. Trzymał z Waldkiem Pawlakiem, bo ten był cwaniak. JK: Wy macie teraz kogoś, kto jest w kierownictwie PSL? WK: Tak, Urszula Pasławska. […] Ona mówi do mnie [...] Ja nie wiem, jak ty będziesz na to patrzył, bo ja jestem wice. Myślę kurwa, o co chodzi? No wiem, mówię, że jesteś wice. I tak parę razy powtórzyła. Mówię kurwa, wyjąłem Google, Urszula Pasławska, a tam patrzę wiceprezes PSL [śmiech].

Po chwili Karpiński opowiada o ówczesnym wiceministrze skarbu Pawle Tamborskim.


WK: Wołam kiedyś, Tamborek, mówię do ciebie. Mówię, kiedy zrobisz tę politykę energetyczną, bo jak dzieci we mgle, nie wiadomo, łupki, atom, nie wiadomo, w co ręce włożyć. A on mi mówi: teraz kurwa to ja idę do domu. Pierdolę wszystko [śmiech]. […]. Ale on tam od początku zesrany w tym ministerstwie, on tam nie ma nic do roboty.

JK: Ja tam do niego jeżdżę czasami i on czasami chce tak posiedzieć dwie godziny popierdolić. Widzę, że ma tyle czasu.

Rozmowa ponownie wraca na temat alkoholu. Kelnerzy proponują, że odprowadzą samochody.

JK: Czasami napić się trzeba, ja trzy miesiące nie piłem, z tą nogą coś mi się stało i przez leki nie mogłem. Potem nie chciałem, bo na tych szczudłach chodziłem. A potem się odzwyczaiłem i mi się nie chciało. I chodziłem na te imprezy, i patrzyłem na tych ludzi, i to był dramat. I mówiłem o tym kolegom i oni do mnie: ty się w łeb pierdolnij, odjeżdżasz kompletnie [śmiech] […]. JK: To wy tam teraz jesteście we dwaj, ta Pasławska, Tamborek, Kto tam jeszcze jest? A Baniak [Rafał Baniak, wiceminister skarbu – red.] jeszcze jest? Gdzieś zniknął z horyzontu… ZG: Pracuje, zakasane rękawy, zapierdziela już drugi dzień tak […]. WK: On ma takie same syfy: LOT, stocznia gdańska, Polimex. JK: No to same fajne. WK: Telewizja. Kurwa ta telewizja to też… JK: No a co z tym LOT-em? [w styczniu z powodu usterek wstrzymano loty wszystkich dreamlinerów – red.]. WK: No Stephen Moore [z Boeinga – red.] mówi: dzinkuje, panie Miniscze, dzinkuje za to, że pan tak to dobrze komunikował, tego Boeinga. Bo ja się obawiałem, że ta komunikacja będzie taka. […] On świetnie mówi po polsku, wiesz? JK: A lecieliście tymi dreamlinerami? Ja leciałem ze cztery razy i to jest samolot po chuju. Powiem, że komfort taki, chyba tylko porównywalny komfort jest airbus 380. Na płasko te siedzenia, ciemno jest, bo te przyciemniacze na szybie takie elektroniczne. Naprawdę super.

Na celowniku

Panowie jedzą solę. Rozmowa schodzi na czasy studenckie. Rozmawiają o promotorach, pracy naukowej, magisterce. Włodzimierz Karpiński mówi o tym, jak zdobywał tytuł naukowy. Potem wracają do sytuacji Sławomira Nowaka.

WK: Wszyscy jesteśmy na celowniku jakimś […]. Kiepsko się wyłączyć z tego zegarka. JK: On w ogóle nie powinien nic mówić. WK: Nic nie mówić, wpisać do oświadczenia, napisać kurwa wiesz. JK: I po temacie. Nie takie rzeczy, Palikot, wiesz, o samolocie zapomniał. Natomiast u niego jest tak, że on sam od siebie zaczął wymyślać historie i w tych historiach sam zaczął się gubić. Było najpierw, że pożyczył, później, że kolega kupił […]. Ci mu normalnie zaczęli wysyłać maile z „SuperExpressu” czy „Faktu”, bo już nie pamiętam […]. JK: Ja się pytam Pawła Grasia i Igora Ostachowicza, czy Sławek do was przyszedł i pytał się, co ma z tym zrobić. Nie, bo on zaczął wybiegać przed kamerę i mówić: Jestem niewinny, spierdalać. A potem, że żona mi kupiła z rodziną, a potem, że mi Wawrzynowicz pożyczył, więc tysiąc komunikatów na sekundę. Nikt tego nie koordynował, bo on wpadł w jakąś taką panikę […]. Jakby poszedł do chłopaków, toby ktoś mu powiedział: Zamknąć ryj!

Teraz to paliwo może być i za 7 zł

WK: To my się złapiemy we wtorek […]. Chciałbym, żebyś pomyślał nad badaniami i rozwojem. JK: Myślimy o tym cały czas, żeby w Orlenie uruchomić jakąś specjalną komórkę, która tym się zajmie […]. My sobie też zadajemy pytanie, co dalej z Orlenem, bo dzisiaj jest fajnie, ale ten biznes jest umierający […]. To jest też nam po drodze, żeby zrobić taką mocną komórkę R&D [badanie i rozwój – red.], możemy nawet być liderem tego procesu w Polsce, bo to nas interesuje i to jest dla nas ucieczka do przodu […].

Na koniec Krawiec relacjonuje urodziny swojej żony. Wchodzi kelner i przynosi rachunek.

JK: Ale słuchajcie, nie chciałem przy nim gadać. Jak była ta kampania 2011 r. i oni tam z cenami jechali cały czas, że paliwo po 6 zł PiS napierdał. No i jest ta impreza w Focusie, już wiadomo, że wygraliśmy. Z Donaldem się spotykam i on: Teraz, kurwa, to paliwo może być nawet i po 7 zł [śmiech]. WK: Nie no, tak było, nie? […] Były rozmowy inne i nie. Ja w tych finalnych nie uczestniczyłem. Wszystkie chwyty dozwolone. ■

Okładka tygodnika WPROST: 9/2015
Więcej możesz przeczytać w 9/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także