Katastrofa airbusa A320. "Kontrolerzy nie mogli się porozumieć z załogą"

Katastrofa airbusa A320. "Kontrolerzy nie mogli się porozumieć z załogą"

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Katastrofa airbusa A320. "Kontrolerzy nie mogli się porozumieć z załogą" (FOT. EXPA/NEWSPIX.PL) / Źródło: Newspix.pl
- Zastanawiający jest całkowity brak komunikacji ze strony załogi samolotu, co dzisiaj zostało potwierdzone również przez stronę francuską, która powiedziała, że kontrolerzy nie mogli się porozumieć z załogą samolotu - mówił w RMF FM Maciej Lasek szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
We wtorek w południowej Francji rozbił się airbus A320 linii Germanwings. Na pokładzie samolotu było 142 pasażerów, w tym 16 dzieci, i 6 członków załogi. Liczbę osób na pokładzie potwierdzili przedstawiciele Germanwings. Jak poinformowały francuskie władze, nikt nie przeżył katastrofy.

Samolot wystartował z barcelońskiego lotniska El Prat o 9.35. Jak ustalił Flightradar24, portal śledzący samoloty latające m.in. nad Europą, po osiągnięciu pułapu 38 tys. stóp (ok 12 km), zaczęła w pewnym momencie spadać. Łączność z załogą została utracona, gdy Airbus320 był na wysokości 680 0 stóp (ok 2,4 km n.p.m.). Według informacji Germanwings samolot opadał przez osiem minut. Po uderzeniu o zbocze góry rozpadł się na kawałki. Szczątki maszyny zostały zlokalizowane przez helikoptery francuskiej żandarmerii. Samolot rozbił się na wysokości 2961 m n. p. m. Jak twierdzą żandarmi obserwujący miejsce katastrofy ze śmigłowca, największy widoczny fragment wraku ma mieć metr długości. Części są rozrzucone w promieniu 10 hektarów.

Jak tłumaczył w RMF FM Maciej Lasek, "nie ma żadnych wskazań na to, że załoga podejmowała jakiekolwiek działania, albo była w stanie podjąć jakiekolwiek działania mające zapobiec kontynuowaniu lotu w kierunku gór". - W tym miejscu, jeżeli byłaby możliwość kontrolowania samolotu to samolot mógłby zawrócić. Z tej wysokości około 170 kilometrów mógłby jeszcze przelecieć. Myślę, że mógłby dolecieć nawet do wybrzeża, albo do któregoś z lotnisk, które są w okolicy. Takie przypadki już były, kiedy samoloty z wyłączonymi silnikami, bez paliwa, lądowały na lotniskach i pasażerowie przeżywali takie lądowanie awaryjne - mówił Lasek.

Lasek zaznaczył, iż w samolocie było dużo paliwa i nic nie wskazuje na to, iż był sterowany przez autopilota. - Jest pytanie, co ustawiono wcześniej, jakie były warunki splotu, ale na te wszystkie pytania odpowiedź jest na pewno w skrzynkach. W tej chwili w rejestratorze parametrów lotu rejestrowanych jest od kilku do kilku tysięcy parametrów, sprawność wszystkich systemów samolotu, wszystkie działania praktycznie załogi, przełączanie trybów autopilota, sprawność poszczególnych komputerów - wyjaśniał.

Maciej Lasek stwierdził także, iż nie jest w stanie określić, dlaczego szybko wykluczono jakiekolwiek działania terrorystyczne. Jak tłumaczył, zazwyczaj takie informacje podaje się dopiero po odczycie rejestratora głosów w kabinie. - Rejestrator głosu pracuje tak długo, jak jest zasilanie na samolocie. Zasilanie w samolocie było, ponieważ gdyby nie było, to transponder, czyli to urządzenie, które nadawało sygnał o tym, że "tak, tu jestem, to jestem ja, tu jest moja pozycja, lecę z taka prędkością, na takiej wysokości", pracował do momentu zderzenia z ziemią - mówił.

Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych poinformował, iż zgodnie z zasadami miesiąc po wypadku powinien pojawić się raport wstępny. - To jest bardzo tajemnicza katastrofa. Ale wydarzyła się nad Europą - to nie jest jak MH370, który zaginął. Jest dostęp do czarnych skrzynek. I myślę, że będzie zarówno komisji francuskiej, jak i producentowi samolotu zależało na tym, żeby szybko przekazać informacje mówiące o sprawności tego samolotu - podsumował.

RMF FM
 2

Czytaj także