Wyborcze eurobrednie

Wyborcze eurobrednie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kampanijna debata o wprowadzeniu euro do Polski przypomina zabawę w głuchy telefon. Politycy coś mówią, wyborcy mają to kupić, ale treść tych deklaracji nie ma niemal nic wspólnego z rzeczywistością.

W Bronko-markecie, sklepiku przy ul. Pięknej w Warszawie, na półkach leżą podstawowe produkty spożywcze i chemia z dwoma cenami: w złotych i euro. Te w euro są znacznie wyższe. Na ścianie wisi wielki plakat „Komorowski chce wprowadzenia euro”. To przy nim w czasie otwarcia sklepu staje Andrzej Duda i wzywa prezydenta do zajęcia stanowiska w sprawie wspólnej waluty. – Czy rzeczywiście prezydent i jego obóz polityczny chcą wprowadzać Polaków do strefy euro, gdy najniższa emerytura to ponad 800 zł? – pyta. I oświadcza: „tak” dla UE, ale „nie” dla euro do czasu, gdy w Polsce zaczniemy zarabiać tak jak na zachodzie Europy.

– Kramarz chyba zapomniał, że zarabia w euro, podczas gdy reszta Polski zarabia w złotówkach – ripostuje prezydent Bronisław Komorowski. Przekonuje, że przyjęcie euro jest niemożliwe bez akceptacji społecznej i nie ma konkretnych planów jego wprowadzenia. Ale polityków PiS to nie przekonuje. – Wcześniej przecież też zapewniali, że nie podniosą VAT i wieku emerytalnego – to już słowa szefa klubu Mariusza Błaszczaka.

Więcej możesz przeczytać w 15/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także