Kogo postraszy duch Bartoszewskiego?

Kogo postraszy duch Bartoszewskiego?

Tylko Pan Bóg wie, ileż łez wylano i wspomnień napisano o Władysławie Bartoszewskim. W zaangażowanym politycznie programie jako jego testament przytoczono jedną z ostrych wypowiedzi o PiS. Czy naprawdę to było jego ostatnią wolą? To prawda, nie mógł usiedzieć na kanapie jak inni emeryci, ciągnęło go do działania i poszedł ostatnio w politykę.

Ileż to jednak znaczy wobec całego jego dorobku? A może jednak problem mają nie konkurenci polityczni Bartoszewskiego, ale ci, co się zobowiązali, że będą jego dzieło kontynuować. W przeczytanym przez Ewę Kopacz wystąpieniu Bartoszewskiego, które miał przygotowane na polsko-niemieckie konsultacje, zwracał się m.in. o państwowe wsparcie dla Fundacji Polsko- -Niemieckie Pojednanie, która powinna zajmować się dokumentowaniem zbrodni niemieckich z drugiej wojny i utrzymywaniem relacji z poszkodowanymi Polakami. Premier odczytała te słowa w obecności kanclerz Angeli Merkel. Czy Ewa Kopacz wie, że fundacja ledwie zipie, pozbawiona środków na działanie, i że trudno jej wiecznie prosić o pieniądze w Berlinie, skoro w Warszawie nikomu na niej nie zależy? Bartoszewski ujmował się za Instytutem Zachodnim w Poznaniu. Jego roczny budżet wynosi już mniej niż milion. Tyle, co pierwsze minuty koncertu Madonny finansowanego z budżetu. W instytucie wspominają, że poprzedni szef MSZ przekonywał ich, że należy już dać sobie spokój z grzebaniem w historii relacji polsko-niemieckich.

Nie ma już Bartoszewskiego, przed kilku laty zabrakło prof. Bronisława Geremka. Ostatnio były szef MSZ Adam Rotfeld przypomniał w Gdańsku słowa Geremka, że pamięć o drugiej wojnie powinna stanowić część współczesnej tożsamości europejskiej. Jeśli ktoś myśli, że kupi sympatię współczesnych Niemców milczeniem o historii, to jakby podważał sens całej wielkiej przemiany, jaka dokonała się w tym kraju po drugiej wojnie, i sami Niemcy powinni mu dać do wiwatu. Druga wojna światowa będzie, jak pierwsza, częścią naszej wspólnej tożsamości. To polski wstyd, że umierają instytucje, które powinny prowadzić nad nią badania. To nasz wstyd, że nie ma w języku polskim monografii kilku obozów hitlerowskich, w których zginęło szczególnie dużo Polaków. To wstyd, że ze świecą szukać dzisiaj młodych historyków, którzy mieliby gdzie badać te sprawy, skoro pensja profesora w Instytucie Zachodnim ledwie przekracza 1,5 tys. zł.

Testamentem Władysława Bartoszewskiego nie są doraźne polemiki z opozycją. Jego testament to utrzymanie Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, uratowanie Instytutu Zachodniego, znalezienie środków na porządne muzeum dokumentujące zbrodnie stalinowskie. Jego testament to pamięć, która trwa, i jeszcze duch Bartoszewskiego może nieźle postraszyć tych, którzy szczerze zapłakali nad trumną, ale testament schowali do szuflady. ■

*Były europoseł, przewodniczący rady krajowej Polski Razem

Więcej możesz przeczytać w 20/2015 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0

Czytaj także