Matka Polka Walcząca

Matka Polka Walcząca

Kobietom, które decydują się na macierzyństwo, nie żyje się w Polsce łatwo, ale mają już odwagę walczyć. Domagać się miejsca w przedszkolu, elastycznych godzin pracy szkoły, praw w firmie, wpływu na to, co się dzieje w szkole.

Matka z pionierskich czasów transformacji wiedziała, że jej prywatne sprawy, takie jak dzieci czy wywiadówka, są wyłącznie jej zmartwieniem. Karmienie, lekarz czy przedstawienie w przedszkolu były tematami, które wypadało zostawić za drzwiami biurowca, bo dziećmi i zwolnieniami na nie zasłaniały się tylko „matki roszczeniowe”. Podobnie było z oczekiwaniami w stosunku do państwa. Szkoła pracująca na trzy zmiany, brak miejsca w przedszkolu czy żłobku – wiele godziło się na takie dictum.

Dlatego matki z lat 90. XX w. i początku XXI w. powierzały swoich synów i swoje córki na cały dzień opiekunkom albo rezygnowały z pracy, bo godzenie obowiązków zawodowych i macierzyńskich okazywało się często niemożliwe. Nic dziwnego, że lęk przed utratą pracy stał się jedną z przyczyn, dla których kobiety odkładały decyzję o potomstwie. Spychanie tematu macierzyństwa do prywatnej sfery kobiet dotyczyło też innych obszarów życia. Restauracja? Tylko dla dorosłych, matki z dziećmi niech siedzą w domu, aż pociechy podrosną. Szkoła? O tym, jaka jest, decyduje dyrektor, matka niech rządzi u siebie w domu. Alimenty? To nie honor głośno o nich mówić, alimentów domaga się patologia. Dziś takie twierdzenia brzmią dziwnie. Przyczyniły się do tego m.in. kasandryczne wizje naszej sytuacji demograficznej – Polacy zrozumieli, że dzieci są niezwykłą wartością. Klimat zmienił się na tyle, że matki, które domagają się realizacji swoich praw, nie są już postrzegane jako awanturnice, tylko jako matki walczące. A niektóre z nich walczą naprawdę skutecznie.

WALKA O PRZEDSZKOLE

W okolicach warszawskiej Choszczówki – peryferyjnej, willowej dzielnicy miasta – wybór przedszkoli publicznych praktycznie nie istnieje, bo potrzeby znacznie przewyższają ofertę. To problem całej Polski. Żeby zapisać dzieci do przedszkola, ich rodzice czekają ze ślubami, bo samotna matka szybciej dostanie miejsce niż zamężna. W dzielnicach i miejscowościach szczególnie zaniedbanych pod tym względem można zauważyć dziwny proces migracji dzieci do innych dzielnic. Rodzice meldują pociechy u rodziny, która ma w okolicy więcej miejsc przedszkolnych. Przedszkola niepubliczne można znaleźć co kilka ulic. Także na Choszczówce. Jeszcze kilkanaście lat temu i one były rzadkością. Nie dość, że nieliczne, to jeszcze tak oblegane, że wystarczało, jeśli atrakcyjnym programem kusiły tylko na papierze. Proponowały różne zajęcia dodatkowe, ale nie miały wspólnej wizji, która zadowoliłaby Annę Dąbrowską, matkę czterolatki. Chciała, żeby jej córka była nie tylko bezpieczna, kiedy ona sama pracuje, ale także żeby spędzała czas ciekawie i rozwojowo. Uważała, że jakość edukacji jest ważna już od pierwszych lat, a przedszkole nie może być tylko przechowalnią dzieci. I zależało jej na tym, żeby nauczyciele nie śmiali się z maluchów, które zrobią siku w majtki, jak w jednym z sąsiednich przedszkoli. Dziś można znaleźć miejsce, które spełnia te oczekiwania, albo domagać się poprawy oferty. Wtedy od rządzenia przedszkolem była jego kadra, a matka, której coś się nie podobało, uchodziła za czepialską.

Marta Olejnik poznała Annę Dąbrowską, inną matkę, która szukała w okolicy miejsca dla swojego dziecka. I wtedy obie postanowiły, że same otworzą przedszkole swoich marzeń. Dwujęzyczne, żeby dzieci od pierwszych lat życia uczyły się angielskiego na równi z polskim, nastawione na dobre relacje między dziećmi oraz z nauczycielami, stąd zajęcia z psychologiem, z ofertą zajęć plastycznych, fizycznych i teatralno-muzycznych. Skoro jedynym wyjściem, żeby to dostać, jest zrobienie tego samemu, trzeba zabrać się do pracy. Tak właśnie myślą matki walczące. Gdyby wiedziały, ile pracy i pieniędzy włożą w swój projekt, pewnie od razu nie przeszłyby do czynów. Nakłady kilkukrotnie przewyższyły plany. Żeby spełnić normy przeciwpożarowe, wyburzyły klatkę schodową wynajmowanego budynku, kiedy więc następnie usłyszały, że teraz muszą wymienić drzwi, już się nie wycofały, chociaż tych drzwi nie miały w planie. Podobnie jak wyparzacza do jajek, niezbędnego, by spełnić wymogi sanepidu co do urządzenia kuchni. – Byłyśmy zdeterminowane – mówią zgodnie. I doprowadziły do otwarcia przedszkola W Stumilowym Lesie – niewiele ponad pół roku od rozpoczęcia realizacji pomysłu.

Z czasem idea matek walczących, by znaleźć dobre miejsce dla dzieci, zamieniła się w przedsięwzięcie biznesowe. Do Anny i Marty dołączyła Joanna Nowak, matka dwójki przedszkolaków, która zaczęła się martwić o szkołę dla swoich dzieci. Chciała, żeby też była dwujęzyczna, z rozwojowymi zajęciami dodatkowymi i warsztatami psychologicznymi. I machina ruszyła od nowa, tym razem z trzema wspólniczkami. W ten sposób powstały dwie szkoły podstawowe i jedno gimnazjum Mentis. Założycielki rzuciły prace w korporacjach i zajęły się własnym biznesem. Przedsięwzięcie pomyślane dla dzieci stało się ich sposobem na życie.

WALKA O KAWĘ

Czasami walka toczy się o drobiazgi. Bo jak inaczej nazwać chęć wypicia kawy i porozmawiania z kimś w innym miejscu niż plac zabaw. Jeśli ktoś nie spędził kilku miesięcy wyłącznie z niemowlakiem, spełniając głównie jego potrzeby, nie wie, jak bardzo można potrzebować kontaktu z ludźmi dorosłymi. A co dopiero, gdy z dzieckiem zostaje się w domu na trzy lata, zanim pójdzie do przedszkola.

Jeszcze dziesięć lat temu o frustracji matek zostających w domu właściwie się nie mówiło. Bo o czym tu mówić? Skoro chciała mieć dziecko, to niech teraz z nim siedzi, normalna kolej rzeczy. Z czasem to podejście się zmieniło, ale nie tylko ono samo. Matki walczące zaczęły głośno mówić o tym, że guganie do ukochanego dziecka nie wystarczy do życia nawet najlepszej rodzicielce i że potrzebuje ona jeszcze innych radości oraz przeżyć intelektualnych. I tak zaczęły powstawać pierwsze kluby mam. Ten na warszawskich Bielanach założyła Joanna Leszczyńska, wychowująca czwórkę dzieci. Najmłodsze ma dwa lata. – Nie miałam przyjaciółek, jedynie znajome z placów zabaw, nie miałam z kim porozmawiać, były tylko dzieci – opowiada. – Zaczęłam wpadać w złe nastroje, a to odbijało się na nich. W gazecie przeczytała, że na Ursynowie powstał Klub Mam – miejsce, w którym można wypić kawę. Dzieci bawią się, a matki rozmawiają. O pieluchach, ale i o modelach wychowawczych. Postanowiła urządzić coś podobnego na Bielanach. Zapisała się na spotkanie do burmistrza. I burmistrz ją przyjął.

Trudno sobie wyobrazić tę scenę, w której kobieta siada i mówi, że chce dostać od gminy za darmo lokal, żeby mogła z innymi matkami wypić kawę i porozmawiać. Przypomnijmy, że było to w 2009 r., kiedy o potrzebach matek wciąż mówiło się niewiele. Burmistrz jednak miał wnuki i był wrażliwy na potrzeby ludzi z małymi dziećmi. I przydzielił lokal, w którym powstał Klub Mam i Tatusiów z Bielan, z którego z czasem wyłoniło się stowarzyszenie Mamy Czas. – Ja nigdy nie żądam, nie oczekuję, raczej rozmawiam i proszę – opowiada o tym, jak być skutecznym w załatwianiu spraw niemożliwych Joanna. Teraz działa w prężnym klubie organizującym warsztaty dla rodziców, zajęcia dla dzieci, realizującym projekty dla całej dzielnicy. Przychodzą do niej matki z kilkulatkami także wtedy, kiedy nic nie jest zaplanowane. Robią sobie tę kawę i rozmawiają. Dzięki temu powstają kolejne pomysły, np.: uczmy wspólnie dzieci w edukacji domowej. Właśnie trwają na ten temat spotkania.

WALKA O KARIERĘ

Lęk przed zwolnieniem po urodzeniu dziecka towarzyszy kobietom nadal. Zmienia się jednak ich podejście do pracy i pracodawcy. Dzięki licznym programom i kampaniom społecznym prowadzonym przez organizacje pozarządowe prawo matek do kariery zawodowej stało się oczywiste. Nie jest wprawdzie powszechnie realizowane, ale raczej głośno go już nikt nie kwestionuje, a pracodawcy, którzy je respektują, chwalą się tym. 44 proc. ankietowanych przez CBOS w 2013 r. uważa, że kobiety pracujące zawodowo cieszą się większym szacunkiem społecznym niż gospodynie domowe, które zajmują się wyłącznie prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi. Przeciwną opinię wyraża jedynie 5 proc. badanych. Za powszechną akceptacją kariery zawodowej idzie zrozumienie dla potrzeb pracujących matek. Teraz menedżerki z nowoczesnych korporacji wiedzą, że przysługuje im godzinna przerwa w pracy na karmienie, i nie krępują się głośno o tym mówić. Matki nabrały odwagi, by egzekwować swoje prawa.

BIZNES ZRODZONY Z KŁOPOTU

Joanna Gotfryd z Krakowa, ekonomistka z dziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym w biznesie na stanowiskach związanych z handlem zagranicznym i marketingiem, a także matka dwóch córek, to przedstawicielka tej nowej generacji rodziców walczących. Choć pracowała w dużej firmie, nie uznała swojego życia prywatnego, czyli macierzyństwa, za sprawę drugorzędną. Cztery lata temu, gdy miała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim,zadzwoniła do szefowej i wygłosiła swoje argumenty: – Pracuję osiem godzin dziennie, dojazdy do pracy przez zakorkowane miasto zajmują mi trzy godziny, w sumie to daje 11 godzin. Nie będę widywać dzieci. Czas na dojazdy mogłabym przeznaczyć dla nich. Dlatego proszę o możliwość pracy zdalnej.

Jednak szefowa się nie zgodziła. – Chyba uważała, że w domu bez jej kontroli nie będę pracować – mówi Joanna. Oczekiwała, że kobieta będzie stawiać się codziennie rano w biurze. Jednak ona nie chciała i zaczęła szukać nowej pracy. Wtedy okazało się, że podobny problem mają inni szefowie. Szukali pracownika, ale zgoda na wykonywanie obowiązków z domu wydawała im się ryzykowną decyzją, możliwość ustalenia elastycznych godzin pracy też. Oni się nie zgadzali, ale Joanna nie bała się wypowiadać głośno swoich oczekiwań. Tym bardziej że to, co proponowała, sprawdzało się. – Moja koleżanka Agnieszka, matka dzieci w tym samym wieku co moje, pracowała zdalnie i nie miała z tym problemów – mówi.

Wtedy wpadły na pomysł, że tę niechęć pracodawców do elastyczności mogą przekuć w sukces. Wspólnie z Agnieszką Kaczanowską założyła portal Mamopracuj.pl. Zbierają na nim oferty dla matek od pracodawców, którzy godzą się na elastyczne i zdalne formy zatrudnienia. Opisują historie kobiet, które wymyśliły własny biznes, by pogodzić go z wychowywaniem dzieci. Radzą, jak ocenić, czy pomysł ma szanse powodzenia, jak założyć firmę i jak zdobyć pieniądze na jej funkcjonowanie. Same nie musiały wiele inwestować w swoje przedsięwzięcie, bo – jak mówi Joanna – portal to nie sklep. Nie trzeba kupować towaru i wynajmować lokalu. I tak z petentki proszącej innych o możliwość elastycznego zatrudnienia stała się współwłaścicielką start-upu, który radzi innym, jak pogodzić życie rodzinne z zawodowym.

– Mam nawał obowiązków i czas dla dzieci – opowiada. – Dziś będę pracować do godziny 15, potem idę do przedszkola na przedstawienie z okazji Dnia Matki. Nie muszę prosić szefa o zgodę, bo sama sobie ustalam plan dnia. Popracuję jeszcze wieczorem. Można? Można. Praca jest ważna, ale życie rodzinne też jest ważne. Wiem, że nie jestem jedyna, która tego potrzebuje. Naszym portalem zapełniamy lukę.

WALKA O NORMALNE ŻYCIE

Jedną z prekursorek walki o to, by matki mogły korzystać z najprostszych praw w przestrzeni publicznej, była fundacja MaMa działająca w Warszawie. Pomysłodawczynią była Sylwia Chutnik, wtedy, w 2006 r., matka małego dziecka i jeszcze niezbyt znana pisarka. Do współpracy namówiła dwie koleżanki: Julię Kubisę i Annę Pietruszkę-Dróżdż, które nie miały dzieci, ale miały, jak mówi ta druga, wrażliwość społeczną. Pierwsza akcja Fundacji MaMa to: O Mamma Mia, Tu Wózkiem Nie Wjadę. Początkowo była happeningiem, na którym matki próbują dostać się po długich stromych schodach na przystanek autobusowy. Z czasem rozrosła się do poważnej kampanii. Trwa jej 10. edycja, a burmistrzowie Śródmieścia i Ochoty zlecili fundacji audyt swoich dzielnic pod kątem dostępności dla wózków. Kto przed tym słyszał o likwidacji barier architektonicznych dla matek? – Pod wesołą nazwą kryła się poważna akcja, to stał się nasz znak rozpoznawczy – wspomina Anna Pietruszka-Dróżdż.

Następna kampania zatytułowana Opowieści Grozy zwracała uwagę na łamanie praw pracowniczych matek, np. zwalnianie pod byle pretekstem po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Kolejna – Chłopaki Nie Płacą – skupiła się na dłużnikach alimentacyjnych. Wszystkie te problemy były później poruszane w akcjach społecznych, kampaniach i programach rządowych. – Wtedy też matki o nich wiedziały, ale nie mówiło się o tym głośno – mówi Pietruszka-Dróżdż. – Od czasów, w których zaczynałyśmy, wiele się w Polsce zmieniło. Wiele też jest do zmiany, chociażby liczba miejsc w przedszkolach. Jednak niewątpliwym osiągnięciem matek walczących jest to, że już wypada być matką i jednocześnie pracować, chodzić do kawiarni czy banku. Każda z tych instytucji powinna być przygotowana na przyjęcie kobiety z dzieckiem. Przynajmniej w teorii. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

PRAWA MATKI

W PRACY

Masz prawo do dwóch półgodzinnych przerw na karmienie. Możesz je połączyć w jedną i przychodzić do pracy o godzinę później lub wychodzić o godzinę wcześniej. Masz prawo do obniżonego wymiaru godzin pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego. Kiedy pracujesz w ten sposób, przez rok korzystasz z ochrony przed zwolnieniem. Możesz porozmawiać z szefem o elastycznych godzinach twojej pracy. Możesz przychodzić i wychodzić wcześniej niż inni, albo robić przerwy w ciągu dnia. Może nie wszystkie twoje obowiązki wymagają stałej obecności w biurze, część albo i wszystkie możesz wykonywać z domu. Kodeks pracy reguluje telepracę, możesz porozmawiać z szefem o wykorzystaniu tej formy zatrudnienia. Nie wstydź się, jeżeli wykonujesz swoje obowiązki tak jak inni, nie masz powodu ukrywać faktu, że potrzebujesz elastyczności z powodu dziecka.

W SZKOLE

Masz prawo, poprzez radę rodziców, wystąpić do dyrektora czy organu prowadzącego z wnioskami dotyczącymi wszystkich spraw szkoły, opiniować szkolny program nauczania i zestaw podręczników, opiniować program wychowawczy.

W SZPITALU

Masz prawo przebywać z dzieckiem i opiekować się nim przez całą dobę, towarzyszyć mu podczas zabiegów.

W MIEŚCIE

Możesz wybierać takie kawiarnie i restauracje, które mają przewijak dla dzieci czy miejsce do zabawy. Możesz oczekiwać, że gdy stoisz w kolejce w urzędzie, twoje dziecko będzie miało urządzony kącik do rysowania czy zabawy.

Okładka tygodnika WPROST: 22/2015
Więcej możesz przeczytać w 22/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także