We Will Rock You

We Will Rock You

Ugrupowanie Pawła Kukiza w sondażach przeskakuje już PO. Nic dziwnego, że w całym kraju tworzą się spontaniczne struktury jego powstającej formacji. Czasem samozwańcze.

Muszą nam oddać państwo, które nam ukradli w 1989 r. – grzmi pod koniec kwietnia w kieleckim Domu Rzemiosł Paweł Kukiz. Głośno klaszczą mu dwaj miejscowi działacze Samoobrony: Janusz Lamer i Stanisław Jabłoński. To oni zorganizowali spotkanie. Po chwili z sali zabiera też głos Andrzej Jagiełło, były poseł SLD, w 2005 r. skazany na dwa lata więzienia za udział w „aferze starachowickiej”. – Dyskretnie powiedzieliśmy Pawłowi Kukizowi, że miejscowa Samoobrona próbuje się podczepić pod jego struktury – opowiada „Wprost” Hanna Łoboda, pełnomocniczka sztabu Kukiza na Kielce. W czasie kampanii nie chcieli jednak robić wokół sprawy wielkiego halo.

Tymczasem już po wyborach działacze Samoobrony zaczęli się przedstawiać w prasie jako koordynatorzy inicjatywy Kukiza na Świętokrzyskie. Jagiełło nie wykluczył nawet, że z list rockmana wystartuje do parlamentu. – Sygnały o tym, że ktoś się próbuje podszyć pod nasze struktury, dochodzą do nas coraz częściej – przyznaje Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu Kukiza i jeden z jego głównych doradców. Z jednego regionu przyszła nawet informacja, że „pozajmowano” już wszystkie miejsca do parlamentu. – Dlatego wyraźnie mówimy, że na razie żadnych struktur terenowych nie tworzymy. Nie mamy też koordynatorów regionalnych – dodaje. Tymczasem Paweł Kukiz od wyborów praktycznie zniknął z mediów. – Sam go namawiałem na urlop, bo ta kampania go fizycznie wykończyła. Zdarzało się, że miał po kilka spotkań z wyborcami dziennie w różnych miastach Polski. W większość miejsc jeździł własnym samochodem, nie miał nawet kierowcy. Do tego doszła ciężka choroba i śmierć ojca. Należał mu się ten tydzień wolnego – wyjaśnia Hałaczkiewicz.

POSPOLITE RUSZENIE

Plan kukizowców jest prosty: maksymalnie zmobilizować zwolenników przy okazji referendum w sprawie JOW-ów. Bronisław Komorowski zarządził je na 6 września. A więc mniej więcej na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. – To najlepszy prezent, jaki dostaliśmy od odchodzącego prezydenta – mówi Patryk Hałaczkiewicz. Współpracownicy Kukiza liczą, że dzięki referendum zmobilizują elektorat. Jak to zrobić? – W całym kraju stworzymy sieć Obywatelskich Komitetów Referendalnych – zapowiada Janusz Sanocki, były burmistrz Nysy, który jest krajowym koordynatorem komitetów. Siatka nie będzie miała organizacji terytorialnej, w jednej miejscowości może być nawet kilka czy kilkanaście niezależnych grup referendalnych. – W ciągu pierwszych dwóch dni zgłosiło się do mnie 250 osób. Dzwonią młodzi, głównie ci, którzy angażowali się w kampanię Pawła – dodaje.

Ale nie tylko oni. Wśród osób zakładających struktury referendalne są też monarchiści, działacze Samoobrony, pokłóceni z regionalnymi władzami członkowie Platformy i PiS, a nawet – jak w Szczecinie – współtwórcy nieudanych projektów Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota. – Kompletnie nam to nie przeszkadza – zapewnia Sanocki. – Rolą komitetów jest wygranie referendum, a nie start w wyborach. Jeśli ktoś chce razem z nami działać na rzecz JOW-ów, na pewno nie powiemy mu „precz” – podkreśla. Hałaczkiewicz podkreśla, że przy tworzeniu list wyborczych do parlamentu nie będzie automatycznego bazowania na komitetach referendalnych. – Każdego kandydata prześwietlimy, choć nie będziemy mieli na to zbyt dużo czasu. Dlatego postawimy na młodych, którzy już coś osiągnęli w społecznościach lokalnych – opowiada.

Chętnych na listy zapewne nie będzie brakowało. W najnowszym sondażu IBRIS formalnie nieistniejące jeszcze ugrupowanie Kukiza otrzymało poparcie 21,3 proc. W innym badaniu Kukiz przegonił PO. Według CBOS muzykowi ufa 58 proc. Polaków. Więcej niż Bronisławowi Komorowskiemu i Andrzejowi Dudzie.

PRZECIĄGANIE KUKIZA

Ten spektakularny wzrost popularności Kukiza sprawił, że z muzykiem zaczęli się liczyć także politycy PO i PiS. Platforma chce przejąć część haseł Kukiza, ale w „kontrolowany” sposób. W partii coraz częściej słychać, że PO mogłaby się na przykład zgodzić na wprowadzenie ordynacji mieszanej. Wyborca dysponowałby dwoma głosami. Jeden oddawałby na partię, drugi na konkretnego kandydata w okręgu. Zdaniem zwolenników Kukiza to mydlenie wyborcom oczu. – Ordynacja mieszana to w istocie obrona systemu. Nie zamierzamy w to wchodzić, bo nie chcemy żadnych kompromisów. Z obecną klasą polityczną się nie negocjuje, tak jak się nie negocjuje z terrorystami – mówi ostro Hałaczkiewicz.

O względy Kukiza stara się też Prawo i Sprawiedliwość. Kazimierz Ujazdowski, członek władz PiS, powiedział nawet niedawno, że po wyborach muzyk mógłby zostać wicepremierem we wspólnym rządzie z PiS. W rozmowie z „Wprost” Ujazdowski łagodzi. – To nie była propozycja. Stwierdziłem oczywisty fakt, że skoro Kukiz jest rzecznikiem dobrej zmiany, może być nam razem po drodze – dodaje. Zawrotna popularność w sondażach, spekulacje o wejściu do rządu – współpracownicy przyznają, że nowa rzeczywistość zaskoczyła muzyka. Jedna z osób, która pracowała z nim w czasie kampanii wyborczej, opowiada: – Paweł się tego nie spodziewał. Autentycznie się bał, że zrobi słaby wynik, powtarzał, że jak dostanie 1,5 proc., media rozerwą go na strzępy. Pocieszaliśmy go: „Trzy procent uzbierasz na pewno. Pięć procent jest w zasięgu ręki, siedem to będzie sukces, a dziewięć triumf”. O 20 proc. nawet nikt nie śnił. Teraz jednak sny są coraz bardziej śmiałe. – W następnych wyborach dostaniemy 40 proc. – mówi z pewnością w głosie Robert Raczyński, prezydent Lubina, który pracuje nad programem powstającego ruchu. Jego główne punkty mają być zaprezentowane w Lubinie na zjeździe założycielskim formacji. Początkowo imprezę planowano na połowę czerwca, ale termin ma być przesunięty na koniec czerwca. – Chodzi o to, by studenci byli po sesji, a jeszcze nie wyjechali na wakacje – tłumaczy Raczyński. Dopytywany o program, podkreśla, że nowa formacja nie będzie się odwoływała ani do haseł prawicowych, ani lewicowych. – To podział XIX-wieczny, którego współczesna młodzież nie rozumie – twierdzi. Jego zdaniem większość zagadnień, o które się spierają politycy, to tematy zastępcze. – Wszyscy się kłócą o miejsce Kościoła, a przecież młodzi już dawno Kościoła nie słuchają. Związki partnerskie? Ludzie już dawno w nich żyją – wymienia Raczyński. – My będziemy głosić postulaty, które są naprawdę ważne: odbiurokratyzowanie państwa i gospodarki, obniżenie podatków, zmiana niewydolnego systemu ubezpieczeń – dodaje.

Jak ustalił „Wprost”, jednym ze sztandarowych haseł nowego ruchu ma być likwidacja w Polsce „tysiąca urzędów”. Chodzi o istniejące w każdej gminie i powiecie agencje i część instytucji samorządowych, które zdaniem sztabowców Kukiza się dublują. – W tej chwili zastanawiamy się nawet, czy nie ogłosić likwidacji 2 tys. urzędów – mówi jeden ze współpracowników muzyka. Hałaczkiewicz jako politolog uważnie analizuje elektorat muzyka, który – wbrew głosom wielu komentatorów – nie jest bynajmniej silnie prawicowy. Dlatego przekonuje, by program trzymał się raczej ideowego centrum. Wygląda na to, że na razie trochę mu w tym przeszkadza sam Kukiz. W ostatnim tygodniu na Facebooku umieścił m.in. informację, że „media są w większości w niemieckich rękach, a Niemcy nie mogą się pogodzić z możliwością przemian w Polsce”. Pisał też o bracie Adama Michnika „Stefanie Szechterze”. Gdy pytam Hałaczkiewicza, czy tego typu wypowiedzi nie odstraszą od nowej formacji centrowo nastawionych wyborców, odpowiada krótko: – Będziemy musieli poprawić komunikację. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

NOWOCZESNA POLSKA: NIE BĘDZIEMY SZALUPĄ

Ryszard Petru najwięcej czasu poświęca dziś na powtarzanie, kim nie będzie. Nie będzie Balcerowiczem, nie będzie Platformą, nie będzie Palikotem. A kim będzie? Przed konwencją na Torwarze przyjmował u siebie tylko dziennikarzy o zbliżonych do niego poglądach. W wyborach liczymy na 20 proc. – zapowiada Ryszard Petru. Jeszcze przed niedzielnym kongresem założycielskim zapowiadał, że wbrew spekulacjom mediów twarzą Nowoczesnej Polski nie będzie żaden znany polityk. Raczej postawiono na ludzi znanych lokalnie, jak biznesmen Rafał Brzoska czy popularny prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz. – To inicjatywa oddolna, zależy nam na pozyskaniu młodych wyborców – wyjaśniał Petru. W jaki sposób? Jak ustalił „Wprost”, nowa formacja chce postawić na liberalizm ekonomiczny. Liniowy podatek VAT na poziomie 18-19 proc., likwidacja KRUS, koniec przywilejów emerytalnych górników, maksymalnie szeroka prywatyzacja. Więcej władzy i pieniędzy dla samorządów. Sprawy obyczajowe nie mają być priorytetem, ale twórcy Nowoczesnej.pl nie unikają także tematów kontrowersyjnych ideowo. – „Tak” dla związków partnerskich czy in vitro.

Ważnym postulatem ma być reforma systemu sprawiedliwości – nominacja sędziowska ma być możliwa po pięciu latach wykonywania innego zawodu prawniczego, np. adwokata czy prokuratora. W dziedzinie polityki zagranicznej twórcy Nowoczesnej Polski chcą, by nasz kraj był „małymi Niemcami Europy Środkowej”. - Chodzi o wzmocnienie politycznego i ekonomicznego znaczenia w regionie – wyjaśnia Petru. Zapewnia, że jego partia nie będzie szalupą ratunkową dla polityków PO ani np. Ruchu Palikota. – Stawiamy zdecydowanie na nowe twarze spoza pierwszych stron gazet – zapewnia. Jego poparcie dla Komorowskiego może jednak zniechęcić wielu niezależnych politycznie. Stąd też jego pierwsze notowania poniżej progu wyborczego.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2015
Więcej możesz przeczytać w 23/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0