Aleksander Miszalski stracił funkcję prezydenta Krakowa w wyniku referendum, które zostało przeprowadzone w niedzielę 24 maja. Za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko było 3 631 mieszkańców. Kluczowa była frekwencja, ponieważ aby głosowanie było uznane za ważne, musiał zostać przekroczony próg 26,98 proc., czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w drugiej turze wyborów na prezydenta miasta w 2024 r. Tak się stało, a do urn poszło 29,99 proc. uprawnionych.
Miszalski odwołany. Ekspertka nie kryje zaskoczenia. „Nie byłam przekonana”
O to rozstrzygnięcie w najnowszej odsłonie podcastu „Rozmowa Wprost” została zapytana prof. Agnieszka Kasińska-Metryka. – Będę szczera. Nawet kilka dni przed referendum nie byłam przekonana, że ono będzie wiążące, rozstrzygające. Z jednej strony mam świadomość tego, jak ta sytuacja narastała – mam na myśli niezadowolenie mieszkańców. Wyniki badań opinii publicznej już od połowy ubiegłego roku pokazywały, że dzieje się coraz gorzej – mówi politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
– Ale z drugiej strony wiemy, jaka jest historia, jeśli chodzi o referenda odwoławcze w Polsce. W wielu miejscach próbowano, natomiast rzadko kiedy udaje się uzyskać efekt mobilizacji społeczeństwa – dodaje nasza rozmówczyni.
Ekspertka zwraca także uwagę na rozmach kampanii proreferendalnej i zaangażowanie w nią znacznych sił i środków. Podejmowane działania ograniczały się nie tylko do kampanii billboardowej, ale również działań bezpośrednich na ulicach miasta, czyli namawiania mieszkańców Krakowa do wzięcia udziału w referendum czy rozdawania studentom gadżetów podczas juwenaliów.
Andrzej Duda zawalczy o Kraków? Politolog: Nic nie jest wykluczone
Aleksander Miszalski w 2024 r. wygrał wybory prezydenckie w Krakowie, pokonując w drugiej turze Łukasza Gibałę. Teraz nazwisko Gibały – chociaż on sam dotychczas nie potwierdził swojego startu – pojawia się wśród potencjalnych kandydatów. Czy ma realną szansę na to, aby zawalczyć o fotel prezydenta Krakowa?
– Osoby mniej przychylne trochę złośliwie mówią, że to jest taki wieczny kandydat – wskazuje prof. Kasińska-Metryka. Jak dodaje ekspertka, Łukasz Gibała stał się „twarzą referendum i na pewno będzie walczył”.
– Czy ma szansę? Wszystko zależy też od tzw. pozycjonowania, tzn. jacy inni kandydaci się pojawią. Ważne będą też te sygnały, o których już słyszymy, tzn. jak bardzo partie nie będą się konsolidowały, wystawiając wspólnego kandydata, tylko będą się dzieliły. Krótko mówiąc: im większa liczba kandydatów, tym większe prawdopodobieństwo drugiej tury. A wtedy Łukasz Gibała ma większe szanse, tzn. może zgarnąć tę część wyborców, która w pierwszej turze jest rozproszona – analizuje nasza rozmówczyni.
Na liście kandydatów w wyborach na prezydenta Krakowa pojawiają się nazwiska znane lokalnie, a także takie, które mają rozgłos w perspektywie krajowej. Chęć startu w wyborach ogłosił m.in. Marian Banaś, były prezes Najwyższej Izby Kontroli. Na nieoficjalnej giełdzie nazwisk pojawił się też… Andrzej Duda, który w 2010 r. wystartował w wyborach prezydenckich w Krakowie i nie dostał się do drugiej tury. Czy scenariusz, w ramach którego były prezydent Polski chce zawalczyć o prezydenturę w wymiarze lokalnym, jest jakkolwiek realny?
– To mnie zaskoczyło, ale też znając szeroką skalę potencjalnych scenariuszy, w których po zakończeniu prezydentury Andrzej Duda osadza siebie, (…) nic nie jest wykluczone. Zastanawiam się, ale bardziej z perspektywy partii, czy ta kandydatura byłaby dobrym krokiem. I myślę, że właściwie tak, niezależnie od wyniku – analizuje prof. Kasińska-Metryka. Politolog przypomina też, że mimo że Andrzej Duda pochodzi z Krakowa to nie ma w tym mieście jedynie zwolenników, a już w przeszłości pojawiały się hasła: „Kraków przeprasza za Andrzeja Dudę”.
– Zbudowana rozpoznawalność na pewno byłaby przydatna w tej krótkiej kampanii. Co z szansami na zwycięstwo? Tutaj stawiam znak zapytania. Myślę, że potwierdzenie udziału Andrzeja Dudy w wyścigu (o prezydenturę w Krakowie – red.) bardzo zdeterminowałoby narrację wyborczą, tzn. jeszcze większa uwaga mediów byłaby skupiona na tym wydarzeniu i mniejsze szanse mieliby ci kandydaci, którzy kandydują raczej dla zdobycia poklasku, bez realnych szans. Oni automatycznie byliby wykluczeni – mówi nasza rozmówczyni.
Kraków wywoła lawinę? Ekspertka: Balon próbny
Po ogłoszeniu wyników krakowskiego referendum coraz głośniej stawiane są pytania, czy ta jedna inicjatywa wywoła efekt fali. Lider stowarzyszenia Razem dla Rzeszowa, wiceprzewodniczący Rady Miasta, Jacek Strojny zapowiedział złożenie wniosku o referendum w sprawie odwołania prezydenta stolicy Podkarpacia Konrada Fijołka.
– Referendum w Krakowie jest w pewnym sensie balonem próbnym – ocenia prof. Agnieszka Kasińska-Metryka. Jednocześnie politolog zaznacza, że rozstrzygnięcie dotyczące tego, kogo Krakowianie wybiorą na następcę Aleksandra Miszalskiego pozostaje wciąż sprawą otwartą i nie można wykluczyć, że to polityk reprezentujący stronę rządzącą zostanie prezydentem, co – w ocenie ekspertki – wzmocniłoby rząd Donalda Tuska w aspekcie wizerunkowym.
– Nie mówmy więc, że to są takie działania zero-jedynkowe, że na pewno ten marsz w kierunku władzy, już tej parlamentarnej, zacznie się w Krakowie. Intensywnie przyglądam się zapowiedziom związanym z referendami w innych miastach. Dotyczy to Rzeszowa, słyszałam o Poznaniu, takie działania są podejmowane w Kielcach, więc nie można wykluczyć, że jest to element szerszej strategii i ona rzeczywiście byłaby bardzo potrzebna, żeby wzmocnić morale wyborców przed elekcją parlamentarną – komentuje politolog.
Nasza rozmówczyni w tym kontekście po raz kolejny przypomina, jak wielka mobilizacja referendalna i środki zostały uruchomione w Krakowie, a jednocześnie zaznacza, że nie jest przekonana, że scenariusz z województwa małopolskiego „jest do odtworzenia w innych dużych miastach”.
Seria fałszywych alarmów w Polsce. Ekspertka wskazuje „najbardziej niebezpieczny aspekt”
Innym wątkiem, który został poruszony w podcaście „Rozmowa Wprost”, były fałszywe alarmy, które skutkowały interwencjami w mieszkaniu prezesa Telewizji Republika czy mieszkaniu należącym do rodziny Nawrockich. Czy reakcja państwa w tych dwóch przypadkach była odpowiednia?
– Mamy kilka warstw, jeśli chodzi o ten problem. Na pytanie, czy reakcja była odpowiednia, odpowiemy wprost w momencie, kiedy pojawi się najważniejsza informacja, tzn. w jaki sposób systemowo te działania były podejmowane. Natomiast my, jako społeczeństwo, i nad tym ubolewam, koncentrujemy się na tych aspektach, które są bardzo emocjonalne – zaznacza ekspertka.
– Zapominamy o najważniejszym, czyli kluczowym pytaniu, kiedy weryfikujemy informacje: kto ma korzyści z tego typu działań, z takiego spamowania numerów alarmowych – wskazuje nasza rozmówczyni. Jak dodaje, analizując problem w perspektywie polskiej układanki politycznej, korzyści z takiej sytuacji nie czerpie ani opozycja, ani rządzący.
– Czy na pewno nie mamy więc trzeciego gracza? Myślę tutaj o odpowiedzi na pytanie, komu zależy na chaosie. Mamy w stosunkach międzynarodowych kategorię odporności państwa. To, co określa się jako resistance. (…) Proszę zauważyć, że właśnie teraz wystąpiła sytuacja, w której odporność państwa jest testowana – mówi prof. Kasińska-Metryka. Nasza rozmówczyni zauważa także, że jeżeli tego typu incydenty będą się powtarzały, nie będą wywoływały takiego zaskoczenia jakie generują, gdy sytuacja jest nowa, bo informacje o nich zostaną niejako wkomponowane w pakiet tych, które otrzymujemy niemal codziennie.
– Ale też siły, które reagują, będą miały w sobie większą ostrożność, żeby np. zastanowić się, czy na pewno nie jest to kolejny element tego ciągu zdarzeń, czy na pewno nie jest to mieszkanie, które należy do osoby spokrewnionej (z politykiem – red.), ewentualnie takiej, która jest medialna. To wszystko może osłabiać też zaufanie społeczeństwa. I tutaj jest właśnie ten aspekt najbardziej niebezpieczny, którego nie dostrzegamy w codziennym okładaniu się wzajemnymi oskarżeniami – podkreśla prof. Kasińska-Metryka.
W środę 27 maja Marcin Kierwiński, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, poinformował, że w związku z serią fałszywych alarmów zostały zatrzymane trzy osoby. Dwie z nich zostały aresztowane.
– To kluczowa informacja, która powinna być teraz rozwinięta, czy są to osoby, które odpowiadają za obydwa ataki, czy są to osoby, które w jakiś sposób działały na polityczne zamówienie, czy robiły to same z siebie, jakie były prawdziwe przesłanki. I jeżeli potwierdzi się, że to jest już cała grupa, która powinna być zatrzymana, to wtedy moja odpowiedź na pytanie, czy państwo zadziałało odpowiednio, brzmiałaby: zdecydowanie tak – kończy wątek nasza rozmówczyni.
