Deptuła: Małżeństwa gejowskie, czyli spór o ducha Ameryki

Deptuła: Małżeństwa gejowskie, czyli spór o ducha Ameryki

Dodano:   /  Zmieniono: 32
Flaga ruchu LGBT, fot. sxc.hu / Źródło: FreeImages.com
Tym razem decyzja jest ostateczna i definitywna: osoby tej samej płci mają prawo zawierać związki małżeńskie w całych Stanach Zjednoczonych. Liberalniej nastawiona większość 9-osobowego składu Sądu Najwyższego orzekła, że takie prawo przysługuje wszystkim na mocy Konstytucji USA. Tym samym poszczególnym stanom odebrano prawo do podejmowania decyzji w tej sprawie.
Te debata trwała ponad 40 lat, a rozstrzygnięcie zapadło najmniejszą z możliwych różnic – zaledwie jednego głosu. I to osoby, która nigdy nie otrzymała mandatu w wyborach powszechnych. W głęboko spolaryzowanej Ameryce to zresztą żadna nowość, bo Sąd Najwyższy potrafił w ten sposób rozstrzygać nawet, kto będzie kolejnym prezydentem USA.

W praktyce piątkowa decyzja SN oznacza, że 14 stanów, głównie z konserwatywnego Południa i Środkowego Zachodu (Georgia, Ohio, Teksas, Arkansas, Michigan, Nebraska, Alabama, Kentucky, Luizjana, Missisipi, Missouri, obie Dakoty oraz Tennessee), będzie musiało uchylić obowiązujące zakazy. Co prawda przysługuje im niecałe trzy tygodnie na zwrócenie się z prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy, ale w wielu z tych miejsc już w piątek – w dniu orzeczenia – zaczęto wydawać przedstawicielom społeczności LGBT zezwolenia na zawarcie ślubu. 36 stanów oraz stołeczny Dystrykt Kolumbia stanów i tak już uznawało małżeństwa gejowskie.

Według Williams Institute w USA mieszka razem obecnie około miliona par tej samej płci. Liczba zawartych małżeństw w stanach gdzie do tej pory było to legalne przekroczyła 390 tysięcy. Około 70 tys. par mieszka w stanach, gdzie małżeństwa gejowskie były do tej pory zakazane.

Oprócz opinii większości, przygotowanej przez sędziego Anthony’ego Kennedy’ego, przyznającej parom tej samej płci prawo "do życia własnym życiem", mamy też cztery oddzielne opinie sędziów głosujących przeciw. Przewodniczący Sądu Najwyższego John Roberts nie miał wątpliwości, że ciało, któremu przewodzi w ogóle nie powinno się problemem zajmować, a ostateczna decyzja powinna należeć do wyborców. "Ten sąd nie jest legislaturą. Małżeństwo osób tej samej płci jest sprawą, która w ogóle nie powinna nas zajmować" – napisał Roberts.

Przed trudną próbą stają przede wszystkim chrześcijanie. W USA ślubów z mocą prawną mogą udzielać zarówno instytucje cywilne, jak i poszczególne kościoły. Większość kongregacji ciągle nie uznaje małżeństw gejowskich, nawet jeśli działa w stanach dopuszczających możliwość zawierania takich związków. Trudno też oczekiwać, aby Kościół katolicki, mormoni, czy południowi baptyści poszli na takie ustępstwo. Ale w małych kościołach protestanckich presja na uznanie takich związków może narastać. Niektóre z nich, jak United Church of Christ, już udzielają ślubów parom tej samej płci. W przyszłym tygodniu w tej sprawie ma wypowiedzieć się Kościół episkopalny.

Decyzja Sądu Najwyższego zamyka kwestię legalności małżeństw, ale jednocześnie otwiera kolejną prawną puszkę Pandory. O ile wprowadzenie zmian w systemie rentalno-emerytalnym, podatkowym, czy w przepisach dotyczących rozwodów wydaje się proste, przyznawanie praw rodzicielskich łatwe już nie będzie. W Utah dwie kobiety sądzą właśnie stan za odmowę umieszczenia obu ich nazwisk na akcie urodzenia. Otwiera to kolejny front walki konserwatywnej części Ameryki z liberalną. Bo orzeczenie Sądu Najwyższego nie może przesłonić podziałów. Małżeństwom gejowskim wciąż sprzeciwia się co najmniej jedna trzecia mieszkańców USA. Z drugiej strony poparcie dla tej formy zinstytucjonowanej relacji wyrażało w ostatnich sondażach Gallupa i Pew Research Center odpowiednio 60 i 57 proc. badanych.

26 czerwca na pewno będzie odtąd dniem celebrowanym przez społeczność LGBT. Dla konserwatywnej części Ameryki na pewno nie będzie jednak powodem do chluby. Przeciwnicy decyzji SN już zwierają szyki. "Musimy mieć pewność, że rząd nigdy nie będzie mógł karać ludzi stających w obronie [tradycyjnego] małżeństwa" – napisał w swoim komentarzu Ryan T. Anderson, ekspert konserwatywnego think-tanku The Heritage Foundation. "Musimy bronić wolności słowa oraz wierzeń religijnych tych, którzy wciąż chcą bronić prawdy, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety" – kontynuował. Sutherland Institute z Utah powtarza z kolei argument, że w tym przypadku uznano priorytet interesów ludzi dorosłych nad interesami dzieci. Anderson, podobnie jak przedstawiciele innych środowisk konserwatywnych, zapowiada z kolei walkę o zachowanie "prawdziwego ducha Ameryki". Bez wątpienia nie jest to więc koniec dyskusji na temat fundamentów Stanów Zjednoczonych, bo środowiska liberalne też twierdzą, że prawo do małżeństw gejowskich wynika z logiki amerykańskiej demokracji.

Tomasz Deptuła (Nowy Jork)
 32

Czytaj także