Na urlopie nic nie muszę

Na urlopie nic nie muszę

Dodano:   /  Zmieniono: 

Dałem się namówić na urlop. Ciągle tylko praca i praca: pisanie, analizowanie, monitorowanie. Cały czas z nosem w internecie. Długo się tak nie da funkcjonować, trzeba zrobić przerwę. Zresztą w wakacje wszystko jakby wolniej funkcjonuje: na urlopach są kontrahenci i urzędnicy, w mediach sezon ogórkowy.

Pojechaliśmy pod namiot. Wybraliśmy pole blisko morza. Ładna okolica, las. Ominęliśmy modne kurorty, by poszukać spokoju. Pierwszym spojrzeniem omiotłem zaparkowane wśród drzew campery i mieszkalne przyczepy. Stały obok nich ortalionowe altanki i namioty rodzinne, do których dało się wejść, nie pochylając głowy. Istne hangary: trzy albo cztery sypialnie z osobną kuchnią. Mniejszych namiotów tylko kilka. Za to plażowe parawany grodziły teren, tworząc przestrzeń dla samochodów i dodatkowych sprzętów: rodzinnych stołów z szeregiem ogrodowych krzeseł, hamaków lub huśtawek. Nad tym wszystkim dowiązane do drzew niebieskie przemysłowe plandeki chroniące przed deszczem.

A nad drogami wewnątrz obozowiska pęki pomarańczowych kabli. Wykwitały ze skrzynek rozdzielczych i po opleceniu tego lub innego drzewa tworzyły nad głowami prowizoryczną sieć elektryczną. Czymś przecież trzeba zasilać te kuchenki, lodówki i pralki. No i pompki zapewniające bieżącą wodę. Sklecona naprędce namiastka cywilizacji. Niczym z postapokaliptycznego filmu.

Gdy zaszło słońce – przez okna oświetlanych namiotów i przyczep można podziwiać wyposażenie wnętrz. Na zewnątrz ludzie leniwie gawędzą przy zastawionych stołach, rozlewają do kieliszków zawartość butelki. Ktoś puszcza kłęby dymu z grilla, na hamaku ktoś inny smyra swój smartfon. Jaka będzie jutro pogoda? Trudno powiedzieć. Ponoć każdy internetowy serwis podaje inną. Za to zza drzew i wydm słychać nieustanny szum morza.

Kiedy w jednym z namiotów zobaczyłem niebieską poświatę, a potem zebranych wokół 42-calowej plazmy, wpadłem w zadumę. Zacząłem zwracać uwagę na szczegóły. Ogłoszenie na obozowym sklepiku informowało o znalezionym modemie Huawei. W nocy okazało się, że sąsiad przybił do drzewa czujnik ruchu, który wzbudzony rozświetlał okolicę halogenami. Pewnie bał się, że ktoś mu ukradnie kolekcję rowerów. I był też dzień, w którym kurier przywiózł komuś kupiony przez internet leżak. Podobno rok temu dostarczono na pole kupioną przez sieć modułową wykładzinę przedsionka przyczepy. Zrzucono ją przy recepcji na europalecie.

Miałem wypoczywać, więc pod namiot nie wziąłem tabletu ani laptopa. Aby wypocząć, trzeba przecież chociaż na chwilę zmienić tryb życia. Odciąłem się od informacyjnego szumu, budując zamki z piasku, ładując baterie własnego życia. Zrobiłem małe ustępstwo na rzecz telefonu wyposażonego jedynie w podstawowe funkcje. SMS-em dowiedziałem się o sejmowym głosowaniu w sprawie wyboru nowego rzecznika praw obywatelskich. To ważna informacja. Nie chciałem jej przeoczyć. ■

* Prawnik, autor serwisu VaGLa.pl – Prawo i Internet

Więcej możesz przeczytać w 32/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także