Będę miała piękną wieś

Będę miała piękną wieś

Zbigniew Stonoga, kontrowersyjny przedsiębiorca, który ujawnił w internecie protokoły ze śledztwa w sprawie afery taśmowej, zamierza startować jesienią do Sejmu. Do kandydowania ze swojej listy namówił byłą posłankę Samoobrony Danutę Hojarską.

Szykuje się pani na powrót do Sejmu?

Tak, wybieram się do Sejmu ze Zbyszkiem Stonogą. Zbyszek złożył wniosek o rejestrację partii, ale znając dzisiejsze realia, nikt mu jej przed wyborami nie zarejestruje. Dlatego tworzymy Komitet Wyborców Zbigniewa Stonogi.

Dlaczego zdecydowała się pani na powrót do polityki, i to pod szyldem osoby mocno kontrowersyjnej? Stonoga to przecież polityczny rozrabiaka.

Chcę pomóc Zbyszkowi. On nie był posłem, nie wie, jak się poruszać w polityce, a ja wiem, więc mu się przydam. Poza tym jego trzeba trochę hamować, żeby nie wpadł w kłopoty. Mówią o nim, że jest kryminalistą. A jaki to kryminalista? Dużo przeszedł, był niesłusznie ścigany przez wymiar sprawiedliwości, niesłusznie siedział w więzieniu.

Ma wyroki na koncie, a teraz, po ujawnieniu przez niego akt śledztwa w sprawie podsłuchów, grozi mu kolejny proces. Być może w ogóle nie będzie mógł kandydować do Sejmu.

To jego ludzie będą kandydowali, a on będzie zarządzał. Jestem pewna, że wejdziemy do Sejmu. Zbyszek ma ogromne poparcie w internecie. Na zjeździe jego partii w Warszawie było chyba z 700 osób, w większości młodych. Tylko media tego nie pokazują. Żadna gazeta o nim nie pisze i nie ma go w sondażach. Ale gdy dostaniemy w kampanii czas antenowy, to przebijemy się przez zmowę milczenia.

Partia Stonogi to będzie taka druga Samoobrona?

Bardzo możliwe. Zbyszek chce przyciągnąć ludzi niezadowolonych, jak kiedyś zrobił to Andrzej Lepper. I Wersalu znowu w Sejmie nie będzie, jak za czasów Andrzeja. Byliśmy prostymi ludźmi. Śmiano się z nas, że jesteśmy źle ubrani, że nie takie garnitury noszą nasi posłowie. Zarzucano nam, że nie potrafimy się zachować, a mieliśmy więcej kultury niż Stefan Niesiołowski. Poza tym znaliśmy ciężką pracę. Andrzej Lepper zawsze powtarzał, że kto nigdy nie pracował na swoim, nie miał choćby budki z piwem, nie powinien się wypowiadać o gospodarce. Ja zawsze ciężko pracowałam. Miałam piątkę dzieci, pięć krów ręcznie doiłam. Znam się na rolnictwie. A jako posłanka byłam aktywna. Wie pani, że zostałam najskuteczniejszym posłem na Pomorzu? Gdyby wszyscy posłowie działali tak jak ja, to wiele dobrego by się zrobiło.

Co pani robiła?

Pomagałam ludziom. Żuławy to taki region od macochy, niby należymy do Gdańska, ale dzieli nas Wisła. Wszystkie środki unijne idą na Kaszuby i do Trójmiasta, a my dostajemy bardzo mało pieniędzy. Tu w okolicy było pięć PGR-ów, tam bieda aż piszczy, wielu potrzebuje pomocy. Do mojego biura poselskiego każdy mógł przyjść. Brałam człowieka i jechałam z nim do Warszawy załatwiać sprawę. Dlatego gdy się rozeszło, że będę znowu startować do Sejmu, to zaraz się znaleźli ludzie gotowi wpłacać na moją kampanię wyborczą.

Skoro tak pomagaliście ludziom, to dlaczego Samoobrona przegrała wybory?

Przez Anetę Krawczyk i Janusza Maksymiuka. Gdyby nie seksafera, to Samoobrona nadal byłaby w Sejmie. To fałszywe oskarżenie nas pogrążyło.

Ta praca za seks to nie była prawda?

Kochana, jak ona była radną sejmiku wojewódzkiego, miała pieniądze, to o żadnej seksaferze nie mówiła. A potem sobie przypomniała, że ktoś ją zgwałcił. Ośmiu mężczyzn przebadano pod kątem ojcostwa i żaden nie był ojcem jej dziecka. No to chyba coś było nie tak? Przecież kobieta wie, z kim ma dziecko. Gazety pisały, że po tej rzekomej seksaferze dziwnie szybko się wzbogaciła, działkę sobie kupiła. Ale niech sobie spokojnie żyje.

A co zarzuca pani Maksymiukowi?

On rozwalał tę partię od środka. Przez niego posłowie od nas odchodzili. Przecież na początku mieliśmy ponad 50 posłów w Sejmie, a jak kończyliśmy kadencję, to zostało nas trzydziestu kilku. Moim zdaniem Janusz przyszedł do Samoobrony, żeby nas wykończyć. Pojawił się na wieczorze wyborczym, choć wcześniej nie było go w partii, szybko został dyrektorem, a potem zaczął swoją robotę. Ja mu kiedyś otwarcie powiedziałam, że bardzo dużo krzywdy zrobił Samoobronie.

Żałuje pani, że Samoobrona się rozpadła.

Ogromnie. Na ostatnim klubie po przegranych wyborach nie doszło do szczerej rozmowy o tym, co się stało, co gdzie nie zadziałało, dlaczego przegraliśmy. Andrzej Lepper powinien był wtedy z nami usiąść i to wszystko omówić. A on tylko pogadał na boku z Maksymiukiem i powiedział: „Słuchajcie, nie mam czasu, rozjeżdżamy się”. No to się rozjechaliśmy, tak jak Maksymiuk chciał. I wtedy poodchodziliśmy z partii. Gdyby nie Maksymiuk, to i Andrzej Lepper by żył, i Samoobrona by była. Przetrzymalibyśmy ten czas poza Sejmem. Działalibyśmy jako związkowcy. A teraz nie ma ani Andrzeja, ani Samoobrony. Trudno. Teraz mamy Stonogę. Niech działa, zmienia Polskę. Mam tylko żal do polityków i dziennikarzy, że z Andrzeja Leppera robili głupka, który widział talibów na Mazurach. A gdy po latach się okazało, że było tam więzienie CIA i Andrzej Lepper miał rację, to nikt go nie przeprosił. Mam wiele żalu o to, jak nas traktowano.

Chce pani to znowu przeżywać?

O, teraz to będzie zupełnie inaczej. Już wiem, co robić, jak się zachowywać. Gdy idę do telewizji, to już nie mam tremy.

Jest pani sołtysem, nie szkoda pani tego zostawiać dla parlamentu?

Ani myślę zostawiać sołtysostwo. Jak zostanę posłanką, to dopiero będą pieniądze na moją wieś. Wydepczę ścieżki do każdej agencji. Będą wiedziała, gdzie, na co można dostać fundusze. Wtedy będą miała piękną wieś. Bo dzisiaj Hojarskiej pieniędzy nie chcą dawać. Ledwie tysiąc złotych zdobyłam na wycieczkę dla dzieci do Gdańska. 35 dzieciaków na nią pojechało. Zjedli obiad, poszli do zoo, do muzeum. Załatwiłam im ekstrazniżki. Po to ma się znajomych. Jeszcze jedną wycieczkę chcę im zrobić w te wakacje. Muszę tylko wymyślić, skąd wziąć pieniądze.�

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Danuta Hojarska

Obecnie jest sołtysem wsi Lubieszewo na Żuławach i prowadzi 42-hektarowe gospodarstwo rolne. Była posłanką Samoobrony w latach 2001-2007. Wcześniej działała w PSL, a w czasach PRL-u w ZSL. W 1999 r. brała udział w blokadach rolniczych. Hojarska dwukrotnie weszła w kolizję z prawem: była skazana za sfałszowanie przepustki więziennej na widzenie z synem oraz za przywłaszczenie maszyn rolniczych kupionych na kredyt. Oba wyroki uległy już zatarciu.

Okładka tygodnika WPROST: 33/2015
Więcej możesz przeczytać w 33/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także