O Franciszku w Rzymie

O Franciszku w Rzymie

Dodano:   /  Zmieniono: 

Kilka ostatnich dni lata spędziłam w Rzymie, gdzie po półrocznej nieobecności gołym okiem widać zmiany. Wprawdzie na placu św. Piotra i w okolicach Watykanu jak zawsze, od rana do nocy, przelewał się tłum turystów, a kolejka do Bazyliki św. Piotra wiła się, okrążając plac, to nowością są zwiększone środki ostrożności: więcej funkcjonariuszy miejskiej żandarmerii, a w innych punktach miasta, przy budynkach ważnych instytucji, także przy rzymskich bazylikach – żołnierze z długą bronią. W ramach akcji „strada sicura” przy bazylice Santa Maria Maggiore, którą mijałam kilkakrotnie w ciągu dnia, stało dwóch, czasami nawet czterech żołnierzy. Zwiększone środki ostrożności to, oczywiście, efekt zwiększonego zagrożenia terrorystycznego, także pod nieobecność papieża, który akurat poleciał do Ameryki. Z kolei sam papież, w Rzymie czy poza nim, jest nieustannym tematem rozmów ulicy. „Rzymska ulica” lubi papieża Franciszka. Mówi, że papież „jest jednym z nas”, prosty, skromny, bliski, mówi jak my (a nawet robi po włosku błędy), dba o biednych, uchodźców i imigrantów, których notabene w Rzymie coraz więcej, szczególnie w okolicach dworca Termini – śpią na ulicach, skwerach.

O tym, że rzymianie lubią Franciszka, świadczy wypełniony co niedzielę po brzegi plac św. Piotra w czasie modlitwy na Anioł Pański, gdzie miejscowi mieszają się z pielgrzymami i turystami.

Ale liczba osób na środowych audiencjach generalnych, i to jest pewna nowość, spadła w stosunku do lat poprzednich. O tym słychać wśród katolickich elit, które z pewnym smutkiem i rozgoryczeniem mówią, że papież zdaje się doceniać wszystkich – niewierzących, ateistów, poza... katolikami, którzy chcą być wierni nauce Kościoła. Mówią też z przekąsem, że działalność charytatywna Kościoła nie zaczęła się od papieża Franciszka, jak przedstawiają to media, ale jest w nim obecna od początku chrześcijaństwa, a łaźnie dla ubogich w Watykanie budował także Jan Paweł II. Zaś szczególny rodzaj zdumienia wywołała niedawna decyzja Franciszka ułatwiająca uzyskanie stwierdzenia nieważności małżeństwa. Dokument ten bowiem, i z tym przychodzi mi się zgodzić, nie tylko upraszcza procedury sądowe, ale rozszerza katalog przeszkód ważności małżeństwa o „brak wiary”, co w jednym, jak i drugim przypadku prowadzić może do nadużyć w orzeczeniach. Wydaje się, i nie jest to zbyt daleko idący wniosek, że wprowadzenie nowych zasad w sprawach o uznanie niezaistnienia małżeństwa sprawia, że Kościół katolicki w tej dziedzinie stanie się bardziej liberalny niż Kościół prawosławny, który dopuszcza błogosławieństwo (nie nazywa tego sakramentem) jedynie drugiego związku. W Kościele katolickim, po przyjęciu nowych zasad, będzie możliwe trzecie, czwarte itd. Szkoda, że Franciszek przed podjęciem bardzo kontrowersyjnej decyzji nie chciał usłyszeć głosu uczestników październikowego synodu.

* Publicystka, adiunkt na UKSW, prowadząca portal Areopag21.pl

Więcej możesz przeczytać w 40/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także